to miała być miła rowerowa wycieczka.
zwłaszcza, że tuż po porannym bieganiu we mgle, co potwierdza prawo murphiego, wyszło na yam-yamowym niebie piękne słońce w zupełnym negliżu a lazurowym tle. bebe miała dwa wezwania na pocztę główną po odbiór paczek, jak się później okazało jedną z nich był urodzinowy prezent od didka, który to jest wariatką niesamowitą i bebe aż zaniemówiła z wrażenia na widok tego pudla!!!!!! nie wspominając zawartości.....bosko! didku już zaparzam zioło!!!!
dwa wezwania na pocztę + poczta na drugim końcu miasta + warunki pogodowe sprzyjające = idealna sytuacja rowerowa!
miała bebe nawet podwyższyć wartość jednośladu montażem najnowszej produkcji lidlowej prosto od haanyzki, ale cierpliwości jej nie starczyło na walkę z mocowaniem. było po raz ostatni bez licznika. relaks. ptaki. drzewa obsypujące głowę biało-różowymi płatkami. pierwsze liście jarzą się neonową zielenią. panowie trąbiący lub wykrzykujący pochlebstwa w stronę bebeluszkowych nóg odzianych w różowe rajtuzy też poczuli wiosnę. ach bebe! dlaczego właściwie nie jeździsz rowerem na uczelnie?
po drugiej stronie miasta jest długa ulica. prosta jak drut. jedna z głównych w yam-yamowie. jedzie bebe poboczem. stara się nie zabierać czterokołowym kolegom miejsca. ale kolegom dać palec....bebe na składaku, a tu niemal ociera się o jej but srebrny mercedes próbujący wepchnąć się na trzeciego.....bebe oddycha głęboko....tylko nie wpaść w panikę...nie bać się, nie bać się - mantruje coraz bardziej nerwowo. kolejny kierowca zajechał bebeluszkowi drogę, tak że omal nie wyryła zębami w nierówny asfalt. a na wisienkę, wielka ciężarówka przetoczyła swe wielkie i grzmiące cielsko o 3cm od bebeluszkowego ramienia. to był ten moment. bebe przestraszyła się. uderza pedałem o krawężnik. traci kontrolę nad kierownicą. przed oczami ma twarz wiewióra, gdy nachyla się by pocałować ją w sam środek czoła. a w głowie historię z wioski babci jadzi, której sąsiad został wciągnięty podmuchem powietrza pod koła tira wraz z rowerem. nie przeżył. a kierowca nawet nie zauważył nieszczęścia. ta ciężarówka jest mniejsza. bebe udaje się skręcić kierownicę od czarnych zakurzonych kół i złapać równowagę...
ktoś by zapytał, dlaczego bebe nie jeździ chodnikiem skoro na ulicach yam-yamskich jest tak niebezpiecznie. chodniki otóż nie są wcale lepsze. technicznie jazda nimi jest utrudniona, bo średnio co 50 metrów poprzecinane są maleńkimi przecznicami, na których to trzeba przepuszczać wszelkie pojazdy. ale to nie wszystko. największym niebezpieczeństwem są sami piesi, którzy zdają się rościć wyłączne prawo do chodników. zajmując całą ich szerokość lub stając grupowo na ich środku i blokując możliwość manewru. czasem patrzą na nadjeżdżającego bebeluszka i nie raczą ruszyć się z miejsca. lub też obrzucają go obelgami, bo przecież ma do dyspozycji cała (?) ulicę!!!! dochodziło nawet do rękoczynów. łapania bebeluszka za ramię lub popychanie w stronę jezdni!!!!! bebe boi się jechać po chodniku bardziej niż po ulicy.
wniosek: yam-yamom, tak pieszym jak i zmotoryzowanym, brakuje wyobraźni.
tak oto bebe zamiast się zrelaksować dwugodzinną jazdą w słońcu, wróciła z przejażdżki z palpitacją serca. i już wie dlaczego, zamiast rowerem, na uczelnie maszeruje te 40 minut pod górkę.
zwłaszcza, że tuż po porannym bieganiu we mgle, co potwierdza prawo murphiego, wyszło na yam-yamowym niebie piękne słońce w zupełnym negliżu a lazurowym tle. bebe miała dwa wezwania na pocztę główną po odbiór paczek, jak się później okazało jedną z nich był urodzinowy prezent od didka, który to jest wariatką niesamowitą i bebe aż zaniemówiła z wrażenia na widok tego pudla!!!!!! nie wspominając zawartości.....bosko! didku już zaparzam zioło!!!!
dwa wezwania na pocztę + poczta na drugim końcu miasta + warunki pogodowe sprzyjające = idealna sytuacja rowerowa!
miała bebe nawet podwyższyć wartość jednośladu montażem najnowszej produkcji lidlowej prosto od haanyzki, ale cierpliwości jej nie starczyło na walkę z mocowaniem. było po raz ostatni bez licznika. relaks. ptaki. drzewa obsypujące głowę biało-różowymi płatkami. pierwsze liście jarzą się neonową zielenią. panowie trąbiący lub wykrzykujący pochlebstwa w stronę bebeluszkowych nóg odzianych w różowe rajtuzy też poczuli wiosnę. ach bebe! dlaczego właściwie nie jeździsz rowerem na uczelnie?
po drugiej stronie miasta jest długa ulica. prosta jak drut. jedna z głównych w yam-yamowie. jedzie bebe poboczem. stara się nie zabierać czterokołowym kolegom miejsca. ale kolegom dać palec....bebe na składaku, a tu niemal ociera się o jej but srebrny mercedes próbujący wepchnąć się na trzeciego.....bebe oddycha głęboko....tylko nie wpaść w panikę...nie bać się, nie bać się - mantruje coraz bardziej nerwowo. kolejny kierowca zajechał bebeluszkowi drogę, tak że omal nie wyryła zębami w nierówny asfalt. a na wisienkę, wielka ciężarówka przetoczyła swe wielkie i grzmiące cielsko o 3cm od bebeluszkowego ramienia. to był ten moment. bebe przestraszyła się. uderza pedałem o krawężnik. traci kontrolę nad kierownicą. przed oczami ma twarz wiewióra, gdy nachyla się by pocałować ją w sam środek czoła. a w głowie historię z wioski babci jadzi, której sąsiad został wciągnięty podmuchem powietrza pod koła tira wraz z rowerem. nie przeżył. a kierowca nawet nie zauważył nieszczęścia. ta ciężarówka jest mniejsza. bebe udaje się skręcić kierownicę od czarnych zakurzonych kół i złapać równowagę...
ktoś by zapytał, dlaczego bebe nie jeździ chodnikiem skoro na ulicach yam-yamskich jest tak niebezpiecznie. chodniki otóż nie są wcale lepsze. technicznie jazda nimi jest utrudniona, bo średnio co 50 metrów poprzecinane są maleńkimi przecznicami, na których to trzeba przepuszczać wszelkie pojazdy. ale to nie wszystko. największym niebezpieczeństwem są sami piesi, którzy zdają się rościć wyłączne prawo do chodników. zajmując całą ich szerokość lub stając grupowo na ich środku i blokując możliwość manewru. czasem patrzą na nadjeżdżającego bebeluszka i nie raczą ruszyć się z miejsca. lub też obrzucają go obelgami, bo przecież ma do dyspozycji cała (?) ulicę!!!! dochodziło nawet do rękoczynów. łapania bebeluszka za ramię lub popychanie w stronę jezdni!!!!! bebe boi się jechać po chodniku bardziej niż po ulicy.
wniosek: yam-yamom, tak pieszym jak i zmotoryzowanym, brakuje wyobraźni.
tak oto bebe zamiast się zrelaksować dwugodzinną jazdą w słońcu, wróciła z przejażdżki z palpitacją serca. i już wie dlaczego, zamiast rowerem, na uczelnie maszeruje te 40 minut pod górkę.

