28.05.2016

Święty Graal



°°°° Wiadomość niemal z ostatniej chwili °°°°

15 miesięcy i 27 dni od lądowania na tej planecie, technicznie rzecz biorąc*, Grudka przespała pierwszą w życiu noc.


#NajlepszePrezentyNaDzieńMatkiEver
#NiechMnieKtośUszczypnie
#NiePrzyzwyczajajSięMatko


*wg. definicji przespana noc, to 5 lub więcej przespanych ciurkiem godzin (Zatkało?! Wiem, mnie też, bo cóż to za noc?!). Grudka spędziła z Morfeuszem czterdzieści minut dłużej.

26.05.2016

Crazy babcia


 



 (W wolnym tłumaczeniu)
- Widziałaś co się stało z naszą szafą?!
- Co?
- Wszystko poukładane w kostkę!
- Crazy Babcia też tam była?!
- A okna widziałaś?!
- Tak, niepokojąco czyste, prawda?

Crazy Babcia wróciła. Od półtora tygodnia mamy wrażenie uczestniczenia w programie Pimp my flat i nerwowo oglądamy się za siebie w poszukiwaniu kamery.

Okazało się, że kosz na pranie ma dno, za oknem jakby się rozpogodziło, zamrażarka wypełniła się wegetariańskimi pierogami z mięsem, dziury w skarpetach zniknęły w tajemniczych okolicznościach, koty podłogowe wyjechały chyba na urlop, bo nie widzieliśmy ich od przyjazdu babci. Cuda na kiju. 

Jedyna nadzieja w Grudce, która powoli acz konsekwentnie zaczyna babci powierzać zadania coraz większego kalibru:
Aaa-lo! - Nie śpij tyle! Wstawaj. Już 6:15 rano!
Eś! - Daj mi ciastko, byle słone. Albo lepiej - kiełbasę!
Ejjjj! - Przyjdź no tu i rozepnij tej lalce guzik w kaftanie.
U-u-u! - No dalej! Nakręć świnię, niech sobie polata.
Baaaa-m! - Kopnij piłkę ale żywo!
Pa-pa mam-ma dziemy - To na razie mamo, idę z tą nową koleżanką na spacer.

I poszły.

(...)
Dziś dzień wyjątkowy, pod jednym dachem dwie matki, dwie córki, ale tylko trzy osoby.
Jedna z tych matek planuje za cztery i pół roku umrzeć*. Ale życzę jej (niewątpliwie egoistycznie), by świętowała po tej stronie Styksu co najmniej do setnej rocznicy macierzyństwa. 
No to po pierogu!

*Próbuję jej to wybić z głowy, bo zupełnie się nie opłaca.
Wszak ominie ją impreza i uścisk dłoni prezydenta jakiegoś miasta z okazji półwiecza pożycia.
Takich rzeczy nie wypada przegapić. 

23.05.2016

Spotkajmy się na Warpasie!

Fot. M.Kiełbowicz

Tadaaaam! Proszę państwa, już jest!
 
W stolycy w ramach akcji "Zaczytane ławki" można sobie usiąść na Warpasie i Kiełbowicz ;) Ba! Nawet wypić piwo wodę, zjeść kanapkę, popatrzeć w niebo i cyknąć selfie. I tak przez caaaałe lato! Na razie stoi pod Pałacem Kultury, a gdzie ostatecznie trafi - napiszę Wam w kolejnym odcinku.

Zanim trafiły na ławkę, moje liściasto-rysunkowe kolaże do tekstu Magdy Kiełbowicz ukazały się w Magazynie dla dzieci "Świerszczyk" we wrześniu 2013.

Fot. M.Kiełbowicz

Fot. M.Kiełbowicz

Fot. M.Kiełbowicz



p.s. Mam nadzieję, że to jasne. Czekam na fotoreportaże z Waszych rendezvous na ławce.

p.s.s. Proszę się nie przestraszyć jeśli w najbliższych dniach bebe-bloguś nagle zacznie się na waszych oczach obnażać i przepoczwarzać, gdy pojawią się kolejne wersje nowych banerów i nowe nieśmigane czcionki. Dokonuję skoku na główkę w głęboki basen zwany htmlem. Proszę trzymać kciuki!

19.05.2016

A dlaczego...? #2

Koleżanka z ochronki Grudki nabrała odwagi..... 
(Powidok można sobie powiększyć klikając w obrazek)



Czekam, aż zapyta o kolor butów.



p.s. A o piątaku dla Ady pamiętacie?

11.05.2016

Szydło z klatki

Znawcy mojego curriculum wiedzą, że dawno temu (i bardzo prawda) studiowałam animację i parałam się filmem poklatkowym. Tak byłam jedną z tych, która zamiast seriali ogląda "Tango" Rybczyńskiego (Naród sobie obejrzy, jeśli nigdy nie widział, WSZAK to perełka polskiej kinematografii). Przedwczoraj Facebook opublikował emotikony autorstwa Serga Blocha, którego wielbię miłością zapewne nieodwzajemnioną. Ruchome emotikony to właściwie filmy poklatkowe w miniaturze. Popatrzyłam, zgłodniałam i nie mogłam dłużej czekać.

Zatem - fanfary i werble - proszę Społeczności oto mój coming out i debiut w jednym: pierwszy w życiu ruchomy gif! A że mi się ta technika szalenie podoba, jest szansa, że nomen omen ruch na tym blogu wzrośnie.




(...)
A teraz zwróćcie uwagę na prawo. W bocznej szpalcie będę umieszczać linki do kolejnych ilustratorskich aukcji na rzecz Ady. Miejcie to miejsce na oku, bo zapowiadają się naprawdę wspaniałe nazwiska....panteon, panteon (trzymam kciuki, żeby się ziścił). Rozbijajcie śmiało skarbonki, wyjmujcie zaskórniaki ze skarpet. Obecnie, do piątkowej północy, z młotkiem i zebrą pod pachą stoi moje tegoroczne odkrycie Susi Hammer (aka Zuzia Młotek). Mniam!

p.s. Wiosna w toku, lato za chwilę. Bloguś zapragnął zmian. Zmian fundamentalnych. Wiecie nowa koafiura, szafa i fura. Stan przepoczwarzania w motyla uznaję za rozpoczęty i ostrzegam Was Drodzy i Mili, że czasem może nie poznacie tego miejsca, czasem może być chaos, nawet armagedon, ale wstaniemy z tych popiołów z nowym obliczem. Najwyższy czas na nowe. Do wiosny 2017 myślę, że zdążymy. Howk!

04.05.2016

Odlotowi - aukcja




Jest pewna Ada, która potrzebuje pomocy. Zastęp ilustratorów skrzyknął się więc w kuluarach i postanowił wystawić swoje pracy na licytację. Była Ela Wasiuczyńska, był Daniel de Latour, teraz kolej na mnie. 

Odlotowy duecik w rozmiarze 13x18 cm macha do Was przyjaźnie.
Takich trzech, jak tych dwoje, nie ma ani jednego - ergo: UNIKATY!
Ramki i trzy bebepinki dorzucam gratis.

Cena wywoławcza 50zł.

Licytacja (udostępniona publicznie) odbywa się na klik, klik --- na facebooku i trwać będzie  do północy z 8 na 9 maja. Rozbijcie skarbonki, zajrzyjcie pod pierzyny i opróżnijcie skarpety. Można licytować pojedynczo i grupowo. Bardzo Was proszę - jeśli nie możecie licytować - udostępniajcie, linkujcie, wpłacajcie choćby i po dyszku na się pomaga.

 

01.05.2016

Wkładka

 


A było to tak:
1 maja. Wiejskie obchody wniesienia majowego drzewa (czyt. pięćdziesięciu chłopa w szortach ze skóry stawia do pionu maszt na mulion pięter). Ludowe falbanki, gorsety, orkiestra dęta, kiełbasa z grilla, piwo, precle, każdy coś przynosi. Okazało się, że rodzice dzieci z ochronki dostarczają jadła do bufetu pt. ciasto i kawowa lura. Na ochotnika, rzecz jasna. Mama Grudki! Mama Grudki, Pani się jeszcze nie wpisała na listę piekących! Proszę nadrobić to przeoczenie.

Poniosłam zatem, świecką tradycją, placek z malinami.Kiedy otworzyli bufet, Wiewiór zamówił kawałek mojego, bo wielkim fanem jest. W pewnym momencie zaczyna dłubać w swym kawałku, wyjmuje zeń coś czarnego i pyta mnie co to za tajemnicza wkładka, chyba niedopieczona, bo jakoś dziwnie twarda. Studiujemy uważnie... Blednę, czerwienieję, blednę, mdleję, czerwienieję, odzyskuję głos: Chrabąszcza noga....z odwłokiem! Reszta pancerza tkwiła jeszcze między malinami. To chyba karaluch lub nadzwyczaj wyrośnięty wołek zbożowy... Wiewiór zbladł, potem zzieleniał. Zaczął prychać i pluć na wszystkie strony. Do tej chwili odmawia spożycia czegokolwiek. Mi też słabo. Zwłaszcza, gdy pomyślę, że ten, akurat ten kawałek mógł trafić się burmistrzowi Małej Wsi, który właśnie przede mną brał dwa kawałki malinowego na wynos. Przyznam, trochę mam nerwa, czy nie było ich tam więcej. Zauważyłabym przy mieszaniu, zauważyłabym prawda?!

Chujowa Pani Domu byłaby ze mnie dumna.