01.04.2015

Dla człowieka, w którego istnienie nikt nie uwierzył




Jak dobrze, że to nie był żart.

(...)
Na urodziny Wiewiór dostał słoik.
Z zakrętką.

To też nie żart.
To nasze życie.
Na krawędzi :)


31.03.2015

Trzy światy

Czekam na wiosnę

°°°°
Ku naszemu zaskoczeniu: Mamy w rodzinę Niemca. Niewyględnym listem w Times New Roman Teutonia powitała Grudkę, jako pełnoprawną obywatelkę. Może po to wysyłali nasze metryki do ministra spraw wewnętrznych i potrzebowali 1,5 miesiąca, by Grudce potwierdzić istnienie na piśmie. Sfotografować proszę, tu podpisać, zapłacić trzynaście ojro i wydrukujemy paszport na miejscu.

Grudka jest też Irlandką. Czy tego chce czy nie. Wiewiór wykonał jeden telefon do konsulatu w Belinie. Trzy dni później formularz (zielony!) leżał na naszym stole. Wypełnić smolistym długopisem. Zrobić Potomkowi zdjęcia, może być domowym sumptem na przykład na łożu madejowym. Wydrukować na czarno biało, potwierdzić autentyczność pieczątką społecznie uznanej osoby. Tu lista sugerowanych prominentów: lekarz, policjant, prawnik, księgowy. Wybraliśmy bramkę numer jeden. Hanriku złóż tu proszę swa sygnaturę, wszak jesteś jedyną osobą w tym kraju, która spełnia wymagania prawa irlandzkiego oraz zna naszą trójkę bardziej niż osobiście. Okazało się, że Henrik kryje pod pazuchą pół Szweda, gdzie system ten sam. Zdjęcia opatrzył autografem, otatuował pieczątką. Nie mrugnął nawet okiem.

Grudka też jest Polką. Paszport polski daje wrażenie, że... Polska tylko dla Polaków, tych zameldowanych w kraju, a najbardziej tych mieszkających w jej granicach. System nie podążył za emigracyjnym trendem. Pan z urzędu paszportowego w mieście XY nad Wisłą kazał do siebie zadzwonić, a nie załatwiać dokument za pośrednictwem Mamy Bebeluszka. Dzwonię zatem w godzinach urzędowych, by usłyszeć: "Nie wiem proszę pani jak to jest. Pesel będzie potrzebny, ale skąd to i jak. Niech pani zadzwoni do konsula". Internety głoszą, że do konsula proszę nie dzwonić. Bo zajęty. Proszę sobie jednak wydrukować wirtualny numerek i stawić się na obdukcję wraz z małżonkiem. No i cóż, że konsulat też otwarty tylko w godzinach urzędowych - dziwnie nakładających się z czasem pracy innych ludzi. Ten komu uda się przebyć biurokratyczne zasieki, uiszcza opłatę bagatela 70 ojro i może się cieszyć fantastycznymi ilustracjami na stronach słowiańskiego paszportu (zwróciliście uwagę, że na każdej stronie inna?). Przyjdzie nam na własny egzemplarz poczekać.

25.03.2015

Polska krew

Perpetua Paschalina też była Polakiem. Przez krótką a znamienną chwilę:

 Z tych zajęć, żadne dziecko nie wyszło z gołą głową....

22.03.2015

Życzę sobie...

Hurtowo...
W życiu przed życiem: Szczęście dziergane na zamówienie...


...i detalicznie:
...i mi go trochę zostało :)


W tym roku - szczególnie - czuję, że to nie tylko moje święto.
Dzięki Mamo!

15.03.2015

Wyprawka

°°° Prolog °°°

W 2014 pisałam tak:

[10.07]
Naczytałam się w internetach* o wyprawkach dla niemowląt. Osłupiałam, przeszłam na drugą stronę lustra, dotknęłam absolutu i prędko wróciłam na swoją stronę. Aspiratory, laktatory, traktory, podgrzewacze, odciągacze, nawilżacze, kaftany, barchany, termosy, leżaki, przewijaki, kołyski, ko, ko, ko…..

Perwersyjnie gugluję “minimalna wyprawka dla niemowlaka”.
Zero trafień.

Z odsieczą przychodzi Kaczka-Mentorka.

“Lista dla Minimalistycznej Matki 1. Noworodek.
Wszystko inne można skompletować na bieżąco. Kaczka nie da Grudce zginąć! Wdech, wydech.”
Wdech, wydech.

*Odnotowuję kolejne symptomy ciąży: eratyczna irracjonalność i chroniczna naiwność.


[9.09]
Oglądaliśmy dzisiaj potencjalne lotnisko.

Wybacz Potomku, życie nie toczy się monotematycznie z Tobą w roli głównej. Wysyłamy jednakże życzenia do wszechświata, który nierychliwie acz rzetelnie kompletuje ci wyprawkę. Będziesz miał nawet łóżko, a nie jak przypuszczaliśmy dotychczas prowizorkę w postaci kuchennej szuflady.



[18.10]
Ciotka Kaczka przybyła z darami losu: dwie torby mikro-mody.
Wyprawka, posag na nową drogę życia, czerwony dywan i transparenty powitalne. Plaster na nasze nieobeznanie w temacie. Przyjmuję dziękczynnie lecz w stuporze. Za 3,5 miesiąca będę w to wszystko ubierać niemowlę.
Nie mieszczę się w tym.

 
°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

Nadal się w tym nie mieszczę, ale przyznać trzeba Wszechświat przyszedł z odsieczą. Obosieczną. Napędzana wzruszonym hormonem post-partum pocę śluzówki nad każdą kopertą. Grudka będzie miała tęczowy start w życie :)

Zrzeszonym w Blogu niech będą dzięki za całe złoto, kadzidła i mirrę!

Tu nastąpi liczne i celowe lokowanie produktu, także rękodzielniczego. Wszystkich przeciwnych i niezainteresowanych prosimy o opuszczenie sali lub przymknięcie oka. W kolejności zupełnie przypadkowej:

Dobrych wzorów dostarczyły Wasiuk, tomaszowa, kaczka i Mama Jagody:



Mały krok dla ludzkości a wielki dla człowieka wydziergała sama Olga w swojej Manufakturze. Więcej zdjęć znajdziecie tutaj (Klik!). Zajrzeć warto, bo do obuwia dołączone było także eleganckie nakrycie głowy. Rzecz tylko dla ludzi o silnych nerwach i tych posiadających chusteczki pod ręką. Wzrusz, no! A do tego piękne zdjęcia :)



Gwarancję kariery akademickiej dostarczyła Jarecka-OmniCzłowiek-WieloMatka-Szwaczka-Cukierni/czka-Rysowniczka-Dziergaczka-ZupoProducentka-Kurde-Jak-Ona-To-Robi:

Elegancki worek na obów, przyrządy artystyczne tudzież kanapki.
W młodym wieku może też posłużyć jako śpiwór, a w mniej-młodym jako czapka.

 
Obcowanie ze sztuką zapewniły Dyna i Jagoda, w imionach kulinarnie zjednoczone:



PandeMonia nawiązała pierwsze kontakty międzygalaktyczne oraz przedstawiła pierwszą sprawę dla Grudki-Agentki NSA:



Pierwsze kredki i piórnik (Też chcę taki - woła Wiewiór z offu) przysłała T(urbo)K(aczka)max:

Piórnikowe wnętrzności. No dobra, ja też taki chcę!


Tęczę w ogniu dostarczyła Ultramaryna Wasiuczyńska, niestety bez autografu, czym naraziła siebie samą na najazd Hunów Bawarskich w przysiółku własnym celem zdobycia cennych (za 50 lat) sygnatur.



Znalazło si ę też coś dla ojca i matki (sponsoruje Deszczowy Dom):

Tym samym Jarecka uratowała nasze NieMałżeństwo, bo od nadmiaru prezentów dla Grudki
i niedoborze tych z etykietą "Wiewiór", ojciec dziecku już zaczynał pakować walizki.

Wierna czytelniczka Triss odpaliła Grudce wiaderko do ablucji w odrzutowym różu rzecz jasna. Materiału dowodowego brak. Winnym wirus, co rozłożył Wiewióra na piernatach, oraz brak dodatkowej pary rąk, która nota bene droga Ewolucjo powinna kobietom wyrastać podczas ciąży.

To wszytko okrasiła magią Dynia:

Instrukcja głosi: "Na dziewczynkę: Sim-Sala-Bim; Na chłopca: Sim-SALAMI-bim".

Na koniec hit z dedykacją dla wszystkich z przedwiosennym Syndromem Anomalii Duszy. Ubolewam silnie, że zdjęcie nie oddaje skali zjawiska, a raczej jej braku:

Pierwsze Grudkowe rajtki! od cioci Bułki, do ramki (rajtki, nie ciocia)!

°°°°
Czy mówiłam Wam już, że was lowam?
Dozgonnie.

09.03.2015

Totalizator żłobkowy


Nakolanny szkicownik poczuł wiosnę

(...)
Zagraliśmy w totka. Grudka 5 tygodni. Słownie: pięć. A my wypełniamy formularz castingowy na adeptkę żłobka we Wsi Małej na rok akademicki 2015/16 (i podobno to późno! dużo za). Trzy rzuty beretem od drzwi wyjściowych. Otwarty w szalonych godzinach: 7:30 - 16:00, czego staram się nie komentować, bo nie chcę o tym myśleć... że ludziom bez samochodu i protoplastów rodu pod pachą wychodzi się na przeciw. Z zasiekami. Zwłaszcza tym, którzy nie wykazali się sprytem życiowym i nieefektywnie pozyskali Potomka w styczniu! Wszak rok w żłobku zaczyna się we wrześniu. Poniżej pierwszego roku życia przyjmujemy rzadko*, proszę pani, a tym bardziej w środku semestru (z tonacją na "nigdy").  Niech pani poprosi dziadków o pomoc (?!?!?!).

Matka-Teutonka zwierza mi się w szatni, wycierając nos pieluchą, że próbowali rok temu, ale nie było dla nich miejsca w stajence. Inni, z szaleńczym wzrokiem i teutońskim poczuciem sprawiedliwości litery ustaw, burzą się w kąciku: Ale jak to? Przecież mamy prawo! PRAWO mamy do miejsca w żłobku! 
Obsługa odpowiada: Owszem, ale w promieniu jednej godziny drogi, a nie koniecznie tego za płotem.
Jednej godziny? Piechotą? Komunikacją miejską? Autem?
Miłośnicy prawa: Ale w innych wsiach nam mówią, że pierwszeństwo mają dzieci lokalne... a miejsc jest i tak za mało....
Cisza, wzrok w ścianę, gryziemy kolektywnie paznokcie.


Z wypełnionym formularzem szło się na rozmowę oko w oko z dyrekcją. Dyrekcja siedzi za biurkiem i z formularza spisuje dane Potomki. Nic więcej. Czy potrzebna była do tego moja obecność? Wsparcie psychiczne? Czy to był TEN moment, gdy wyciąga się spod kocyka dziecka grubą kopertę i niepostrzeżenie wsuwa między górę innych kopert piętrzących się na biurku dyrekcji? Zaprzepaściłam jedyną szansę?

Puenty brak.
Wasza - Bebe w stuporze

Edit:
Jednak puenta jest i krzyczy gdzieś w okolicach mojego żołądka:
To nie tak miało być!

05.03.2015

Perpetua vs. Grudka

Niebawem wyszyję sobie makatkę następującej treści: Wszystkie ścieżki prowadzą do Perpetuy.
Ciesz się narodzie! Los rzucił kostką i raz jeszcze splątał nam ścieżki. Tym razem w związku z gimnastyką wyrównawczą dla imigrantek na Planetę Matka.

Perpetua Paschalina zmieniła tabliczkę. Zamiast "Kosmiczne Transformacje" złota zgłoska na drzwiach głosi: "Trans-life". Transze w transie? Zrzeszenie Transseksualistów Bawarskich? Oleje trans - podejście homeo? Za mnogość interpretacji odpowiedzialności nie przejmujemy.

Grudka wyczuła Perpetuę nomen omen nosem. Gdy tylko paczuli przekroczyło próg węchowej wyczuwalności, Grudka złożyła ust korale w podkówkę i włączyła program Weltschmerz - Permanent. U Perpetuy jak w piekarniku - Potomki spocone, Nowicjuszki w macierzyństwie tym bardziej. Perpetua w swoim żywiole: Proszę, zaciskamy pośladki, przeżuwamy waginami morele i chodzimy, chodzimy. Jak Pingwiny chodzimy! Grudka wyje. W przerwach między rozkazami, Perpetua głosi najnowsze doniesienia z dziedziny trans: Do szóstego miesiąca po porodzie absolutnie nie biegajcie! (jak to??!) Bo wypadnie wam wnętrze (i go już nie odnajdziemy?). Grudka wyje. A teraz połóżcie się wygodnie na podłodze, odprężcie. (Grudka wyje.) Wyobraźcie sobie błękit...błękit bawarskiego nieba (Grudka zgłaśnia)... wdychajcie jego leczniczą moc przez usta...wydychajcie przez porodowe rany. Grudka żąda natychmiastowego dostępu do bufetu, matka Grudki dławi się śmiechem. Koniec zajęć. Grudka zasypia snem człowieka urobionego. Na kolejne pięć godzin.

Tym samym zostałam zdyskredytowana jako matka dziecka łatwego w obsłudze. Społeczeństwo teutońskie, a zwłaszcza konklawe matek, przydzieliło mi nawet kartę litości, że mi się taki trudny model trafił, i że na pewno głodny. I jak to? Nie przesypia jeszcze nocy? O czapeczce, a raczej jej braku, nikt nic nie wspomniał.

Gdy nikt nie patrzy, emanuje tęczą.


[...]
Człowiek wyszedł na chwilę zrobić herbatę, wraca, a ona już wyrosła z pierwszych śpiochów.