26.02.2015

NSA, BBC i Zombi-Matka


Pewnego bardzo dłuuugiego wieczora...

[21.02]
Idąc za ogólnym trendem planowania kariery najmłodszym* odbyliśmy następującą rozmowę:
- Najlepiej byłoby gdyby Grudka została szpiegiem, najlepiej pracownikiem NSA - tam muszą dobrze płacić.
- Uważasz?
- Wszak w życiu prenatalnym nie puściliśmy jej jednego kawałka z Mozarta, ale obejrzeliśmy wszystkie odcinki Agnet Carter, Agents of S.H.I.E.L.D i Gwiezdnych Wrót.
- Fakt. A z trzema językami ojczystymi, w tym teutońskim, będzie mogła podsłuchiwać telefonaty Merkel bez problemów.

*Małe F. miało zostać piłkarzem, póki nie okazało się, że nie zainteresuje się tą ścieżką życia jeśli rodzice wykazują w kierunku sportu jako takiego, a tym bardziej piłki nożnej, zainteresowanie oscylujące między "o boże jaka nuda" a "wszystko tylko nie Mistrzostwa Świata".


 [22.02]
Weltschmerz uprawia też całą sobą. Teatr Dramatyczny mógł zatrudnić ją od zaraz. Wiewiór skapitulował przed północą, wszak o 4:45 wyrusza poławiać chleb. Sięgam po ostatnią deskę - bez nadziei*: "Great British Bake off"**. Chwila ciszy, siła ciężkości kumuluje się na moim prawym ramieniu. Sue i Mel nie zdążyły jeszcze wypowiedzieć sakramentalnego "On your marks, get set, bake!", a Grudki wśród świadomych już nie było. Wyślemy BBC paczkę ciasteczek.

*Wszak człowiek zwany matką uczy się szybko, że nadzieja na cokolwiek to w tym życiu źródło niepotrzebnych frustracji - skategoryzowane pod hasłem "unikać".

**Dla nieobeznanych: prawdopodobnie najbardziej relaksujący konkurs, a nawet i program telewizyjny świata. Latem, najczęściej w deszczu, tuzin Brytyjczyków zamiłowanych w pieczeniu spotyka się co tydzień w namiocie rozstawionym środku angielskiego parku i piecze na zadany temat. Raz chleby, raz ciasta, raz andruty. Grzecznie się uśmiechają, pomagają konkurentom przesiewać mąkę, klęczą przed piekarnikami, wyciągają z rękawa cukiernicze porady dla widowni, a w przerwach popijają bawarki. W roli jurorów samozwańczy król chleba Paweł z Hollywoodu i zawsze elegancka tortowa wróżka Wysp Brr Marysia Jagodzianka. Tak jak w przypadku Come Dine with Me (brytyjski prototyp polskich Ugotowanych - przyp. autorki), esencją i sukcesem programu jest prowadzący. Tu Sue Perkins i Mel Gedroyc (Nasi tu byli!), które - dla przykładu - oprócz kwiecistej narracji, imają się wylizywaniem surowego ciasta z misek, kleptomanią słodkich ingrediencji i przytulaniem zdewastowanych nagłą śmiercią drożdży piekarskich amatorów. Podobno po każdym sezonie nie mogą dopiąć spodni.

[23.02]
Grudki raj osobisty:
Na brzuchu. Brzuchem do czyjegoś brzucha.
Najchętniej Wiewiórowego, który dostarcza powierzchni płaskich z dużymi możliwościami manewru.

[24.02 i pół]
Wstałam o 6:30. A także o 1:05, 2:23, 3:00, 3:45, 4:50 i 5:29.
Matka-Zombia.

[25.02]
Duchy wiosny wróciły. Wiją gniazdo pod dachówką.
Za dwa tygodnie już nie tylko Grudka będzie doręczycielem deficytów snu.

[26.02]

4 tygodnie od kiedy nie przespałam całej nocy.
4 tygodnie od kiedy nie wypiłam ciepłej herbaty.
4 tygodnie od kiedy wzięłam samotny prysznic.
4 tygodnie od kiedy nie spieszyłam się w toalecie.
4 tygodnie od kiedy w nocy ciepło mi nie tylko w prawy bok.
4 tygodnie od kiedy spanie w dzień jest nie tylko możliwe, ale i wskazane.

4 tygodnie od kiedy wyemigrowałam na Planetę Matka.
Z biletem w jedną stronę.

20.02.2015

Chrzciny, witaminy i polskie dziewczyny



Jeszcze nikt nie cieszył się tak próbując tego, co serwuję.
Grudka śmieje się w głos, wyciąga miniaturę kończyn w geście Statuy Wolności, jak kocię ugniata mi stopą krasnoludka wałki brzuszne, sztacha się zapachem i z na wpół zamkniętym okiem rozpływa się w nirwanie. Sama staje się delicją.

(...)
Kulturalna dotychczas Grudka udzieliła mi w końcu sakramentu chrztu.
Matka-Kleopatra.
Skąpana w serwatce. 

(...)
Fanfary! Rysuję! Dla Wydawnictwa Nowa Era. Do publikacji, więc nie mogę się Wam tu pochwalić. Lecz przyznam, to ulga...wrócić. I wiedzieć, że tu akurat nic a nic się nie zmieniło.

Do szkicownika też jakby bliżej.
Bójcie się. Era jednominutowych Beberazków z doskoku (czyli jak Waszmość Potomka łaskawym zmrużeniem oka pozwoli) nadchodzi. Wysokich lotów w poziomie nie gwarantujemy.

(...)
Wiewióro-rodzina dalsza: To kiedy chrzciny?
Cisza na sali.
Wiewióro-rodzina bliska zaczyna dusić się ze śmiechu.
Dalsza-rodzina: Co w tym śmiesznego?
Wiewióro-siostra: Skóra Wiewióra zaczyna się palić już na progu kościoła.

(...)

Teutonia, kraj postępu i efektywności, nadal podaje niemowlętom witaminę D w tabletkach. I to z domieszką fluoru. Pani na łyżeczce rozpuści w wodzie lub mleku z piersi i poda dziecku - wynalazca tej metody jest bankowo bezdzietny. Przemilczę salto mortale w pomyśle dojenia się w naparstek.
Łyżeczka w ustach Grudki uruchamia katapultę. Krupy z tabletki to piękny widok, dowód może i na Potomki szczególne uzdolnienia, ale mija się jednak z celem ćwiczenia. 

Na widok pigułek, a zwłaszcza fluoru, Perpetua zapowietrzyła się, zzieleniała, odmówiła litanię do świętych buddyjskich i zanurkowała w koszyczku swych specjałów, by po pięciu minutach wrócić dzierżąc triumfalnie fiolkę cukrowych kulek. Wkładasz jej jedną kulkę dziennie, w policzek, kiedy śpi. Tylko nie dotykaj palcami. Ani metalową łyżką. Najlepiej tylko plastikową lub drewnianą. Kult łyżki, bez względu na wyznanie, pozostaje constans. Dopiero później doczytałam, że ów erzac nie wyszedł Pereptule jeden do jednego i, że zostawiła nam rozcieńczone w glukozie calcium. Nie skomentuję, bo etykieta takich słów nie przewiduje.

Od pomieszania zmysły uratowali nam rodacy wysyłając znad Wisły kapsułki typu twist. Witamina D bez dodatków. Aplikacja łyżeczki nie uwzględniona. Grudka oblizuje ust korale.

18.02.2015

Bufetowej dali głos


Nowy Bebefetysz

Przeżyłyśmy pięć dni sam na sam. Grudka litościwa urządziła tylko jedno piżama-party, gdzie od 2 do 5 rano dane mi było robić za bufetową. Tym samym zamiatam grzywką podłogę przed wszystkimi samotnie wychowującymi rodzicami. Logistyka logistyką, ale psychikę trzeba mieć ze stali albo socjalny spadochron z drelichu.

W piątek, pod czujnym okiem Perpetuy Paschaliny, dokonałam ablucji Grudki. W pożyczonej od Perpetuy składanej w origami wannie. W sam raz dla człowieków-walizek. Grudka podeszła do zajścia nieufnie, zaalarmowana woniami paczuli naszej przewodniczki w tajnikach higieny noworodków. Dała się jednak przekupić nieograniczonym dostępem do przekąsek. A na sam koniec, jak na rasowego ssaka przystało, upstrzyła nowiuśki ręcznik i rodzicielskie barchany najpiękniejszą ochrą świata. Bądź spokojna Grudko, historię tę będziemy opowiadać twym amantom przy każdej okazji. Tym doniosłym zajściem Perpetua zakończyła część oficjalną opieki w połogu  i z trybu regularnych odwiedzin przeszła na "dzwoń na alarm lub przy niskim stanie kulek" *. Alleluja!


(...)
Tymczasem:

Ojciec rodziny do domu był powrócił. Pijany. Znak, że pogrzeb - świecką irlandzką tradycją - udał się wyśmienicie. Przytaszczył ze sobą dodatkowy bagaż. Garderoba Grudki - uważaj, grozi różową jaskrą. W rzeczy samej, możemy Potomkę ubierać w róż do osiemnastki. Zwłaszcza w te futra z poliestru dla sześciomiesięcznych bobasów.
- Czy oni nie wiedzą, że tu w lecie jest gorąco?
- No wiesz, Bawaria, Syberia - jeden pies.
Czas bukować bilety!

Powitał go w progu zastęp ciastek maskujący brak zdolności w kierunku perfekcyjnej pani domu: cały batalion misiów. Tych samych, które miałam piec w pierwszej fazie porodu. Co jak wiadomo nie wyszło, gdyż przeoczyła byłam niemal całe zajście.

Bebe-Romantico, wszak dzień po Walnetynkach też należy święcić

*Dostaję teraz w przypadkowych porach dnia i nocy zaniepokojone smsy: "Bebe, wszystko w porządku? Dawno nie słyszałam co u was."

11.02.2015

Tacierzyństwo

"One goes out
One comes in"

If I could, Jack Johnson

Śmierć ma beznadziejne wyczucie czasu i brak taktu.
Wiewiór, zamiast cieszyć się urokami tacierzyństwa, wybył w czarnej koszuli na Wyspy Zielone.
Jeden ojciec w popioły, drugi z nich powstaje.

Do poniedziałku jesteśmy same.
Zadanie specjalne: Nomen omen, nie umrzeć z głodu* **. 

*Czy u Was też śniegi, zawieje, zawieruchy, brak supermarketu, samochodu i pizzy na zamówienie?
** Trudno będzie zważywszy tony frykadel upolowanych przezornie przez Wiewióra i pięć wagonów bigosu wigilijnego w zamrażalniku.


10.02.2015

Na haju z glukozy

Ultramaryna Wasiuczyńska wyjęła dla nas coś zza pazuchy!

(...)
Mniej więcej co dziesięć minut od dziesięciu dni rozmawiamy jedną kalką:
- Popatrz na nią.
- Słodka jest.
- No. I nasza.

(...)
Perpetua zrehabilitowała się za wszystkie błękity oddechowe świata. Pożyczyła nam samochód. Z własnej inicjatywy. Żeby tygodniowa Gertrudka nie musiała zwiedzać kolei podmiejskiej Miasta Stołecznego Bawarii. Tym samym, wizyta u chirurgów plastycznych (w dzisiejszych czasach człowiek już w tak młodym wieku miewa terminy na trzy miesiące wprzód) minęła nader aspektakularnie, tuż po tym jak uniknęliśmy Minotaura w labiryncie szpitalnych korytarzy. Doktor Wilk rozczulił się nad kostiumem misia, zamyślił nad Grudki obliczem, pogłaskał po policzku, kantem fartucha łzę otarł. Glukoza Grudki jest zaraźliwa, jednak nie tylko dla nas. Bladość cienia na ust koralu zezwala na głęboki oddech. Nawet chwilowe zapomnienie. Trwamy w różowym scenariuszu.

(...)
- Mam nadzieję, że teraz nie masz już obaw, czy jesteś dobrą matką?
- Te obawy dopiero teraz się zaczynają.

(...)
Ma coś z żółwia. Żółw Gustaw zażywał kąpieli słonecznych, wyrzuciwszy ze skorupy wszystkie kończyny i wyciągając długą szyję. Poziomy zaufania wzrastały mu w miarę ładowania baterii. Jedyna chwila, gdy można go było pogłaskać pod obojczykiem.

Ją też, pod hipnozą z pocałunków.

(...)
Śpi. Najchętniej na nas. I przy Meli Koteluk.
Dostawy w Beberazkach, na ten czas, wstrzymane.

(...)
Spodziewałam się armagedonu boleści, przykucia do łóżka, powrotów do zdrowia dramatycznych, jak powrót z wakacji do szkoły. Tymczasem gdyby nie ciepła bułka na moich kolanach, skłonna bym była przypuszczać, że nigdy nie rodziłam. Na wadze zaledwie 2,5kg na plusie, z czego 2,4 to zapewne atomowe kokosy dostarczające Gertrudce nowych wrażeń smakowych. Jeszcze nigdy TE cyfry nie miały tak małego znaczenia.



06.02.2015

Projekt Potomek: Grand Finale

Mamy uprzejmość przedstawić:



Z pozdrowieniami z Planety Świeżo Upieczonych
- Bebe i Wiewiór

p.s. Wyczerpujące materiały uzupełniające w zakładce "Potomka in spe"



29.01.2015

Szkoła rodzenia po teutońsku, czyli facet kłodą w drodze do kosmicznej transformacji



Jeśli nie dostąpię kosmicznej transformacji, będzie to wina Wiewióra.

Trudno uwierzyć, że przez przypadek, wsiadł do pociągu relacji "kierunek przeciwny", skutkiem czego spóźniliśmy się na lekcję całe pół godziny. Węszę spisek. Na dodatek rundę zapoznawczą przesiedział w łazience przebierając się z roboczych kombinezonów w zgrzebne szaty godne wyściełanych wełną podłóg Perpetuy. Kara: Przypadło nam miejsce z dala od talerza z ciasteczkami bio-eko. Pozycje indyjskie też mu nie odpowiadały, więc kręcił się cały wieczór w daremnym poszukiwaniu wygodnej pozycji siedzącej. Okoliczności łagodzące: po trzech godzinach na podłodze każdy traci czucie w pośladkach.

Nie musieliśmy oddychać błękitem ani krążyć z rękami na Hände hoch. Żeby przygotować partnerów na szpitalną imprezę, część żeńska musiała tylko zademonstrować oddychanie z sali porodowej. Co mi się nie udało, dławiłam się bowiem śmiechem.

Wiewiór nie wyraził też żadnych obaw w obliczu objęcia nowej życiowej roli. Na szczęście okazało się to postawą typowo męską. Jeden z obecnych ojców in spe oświadczył nawet: Nie, nie boję się. Teraz jest zupełnie fajne. Dziecko jest zawsze z nami, ale nie przeszkadza wcale.

Masowaliśmy ręce maścią wspierającą przepływ energii. Relaks gwarantowany - podobno. O ile jest się miłośnikiem bezynopochodnych woni. Wbrew przepowiedniom Perpetuy Paschaliny Wiewiór nie poczuł się młodziej. Za to tuż po zajęciach pobiegł do łazienki, by zmyć z siebie "to świństwo".

Okazuje się, szpik mam nadziewany kobiecością.  Nurtuje mnie bowiem pytanie: W czym dostąpić porodowej nirwany? Perpetua, która sama nigdy nie rodziła, udziela sprzecznych komunikatów w tej kwestii: "Ubierzcie się w koszulkę. Swoją lub męża.* Żeby Wam było komfortowo i wygodnie. Coś w czym czujecie się dobrze, a nawet ładnie. Ale wybierzcie garderobę, którą bez żalu wyrzucicie po fakcie do śmieci. Poród to brudna sprawa". Nie czuję się ładnie w ubraniach roboczych.

Na zewnątrz Wiewiór rzucił mi rozczarowany:
Gorzej ją sobie wyobrażałem.

*W przeciwieństwie do poprawnej politycznie angielskiej położnej, którą widuję na DVD, Perpetua wciąż utrzymuje, że wszyscy jesteśmy zaobrączkowani. Perpetua lubi też rzucić frazą bawarskiej oczywistości: "I wtedy możecie zawieźć swoje żony do szpitala...." oraz "Ubranka dla dziecka zostawcie spakowane wraz z fotelikiem samochodowym w pokoju dziecka...". 

O oddychaniu błękitem, czyli lekcjach bez partnerów znajdziecie tutaj: