05.02.2016

12 (i pół) Grudek

[styczeń - prolog]

Ciąg dalszy można sobie doczytać o TUTAJ

 
 [luty]


[marzec]



[kwiecień]





[maj]



[czerwiec]



[lipiec]



[sierpień]



[wrzesień]



[październik]



[listopad]




[grudzień]



[styczeń] 

01.02.2016

Idealne wypieki na pierwsze urodziny


(...)
Tydzień przed Wielkimi Obchodami Narodzin NaszPanie wzięły mnie na stronę:
- Za tydzień są urodziny Grudki.
- No właśnie! Jakie macie w ochronce zwyczaje.
- Prosimy, żeby nie było za dużo słodyczy. Najlepiej coś, co Grudka lubi najbardziej. Może parówki i precle [z offu: Bavaria, Bavariiia]? Albo mrożone mini-pizze?


(...)
W Wielkim Dniu piję w domu CIEPŁĄ kawę [zbożową] i imaginuję sobie.
Grudka przy stole dla krasnali w papierowej koronie. Przed nią tort z parówek, precli i odhibernowanej pizzy w miniaturze. W to wbita jedna świeczka. Bawarskie Elemelki na wiele krzywych głosów pod dowodzącym sopranem Pani Krysi mamrocą Zum Geburtstag viel Glück. NaszPanie ronią łzy wzruszenia. Po katordze śpiewu Elemelki rzucają się na prowiant. Miecze, kończyny, kurz, siorbanie, mlaskanie.

Odbieram pustą torbę.

Grudka nie tknęła niczego.
Tego nie muszę sobie imaginować.
NaszPanie mi doniosły.
Poirytowane.

(...)



Prolog:
Kiedy będziesz robiła masę do przełożenia tortu, zrób jej więcej. 
Nigdy nic nie wiadomo.
Kaczka


°°° Jak upiec idealny tort na pierwsze urodziny dziecka °°°

Potrzebne będą:
Przepis na ciasto*
Ser mascarpone
Bita śmietana
Smartphone
Mrożone owoce w ilościach hurtowych
Mała, powtarzam mała, foremka do ciasta (12cm średnicy)
Liczne narzędzia, miski, miarki i co tam jeszcze

Wyrobić ciasto według przepisu. Upiec w MAŁEJ foremce pierwszy placek. W międzyczasie zblendować rozmrożone truskawki (pół kilo). Ubić śmietanę na sztywno (pół litra). Rozpuścić dwie galaretki (1 litr), czatując jednocześnie z Kaczką na FB. Zapomnieć, że miało się nie gotować. Czekać, aż galaretka stężeje.

W międzyczasie: wyjąć miniaturę Kilimandżaro z piekarnika. Zamiast piec kolejne, przelać resztę ciasta do dużej formy, dosypać malin i upiec tartę normalnych rozmiarów.

Kilimandżaro przeciąć na pół. Dokonawszy obdukcji galaretki zaakceptować świetlaną karierę mordercy żelatyn, ergo że na stężenie można owszem czekać, ale nadaremno. Zmieszać truskawki z mascarpone (pół kilo) i z połową ubitej śmietany. Zauważywszy, że masa nie jest satysfakcjonująco gęsta, dodać kolejne pół kilo mascarpone. Zaakceptować konsystencję daleką od idealnej. Trzema łyżkami masy przełożyć Kilimandżaro. Resztę góry oszpachlować samą bitą śmietaną  z nadzieją, że nie spłynie dręczona grawitacją.

[opcjonalnie: rozpłakać się lub wyciąć sobie z ziemniaka medal chujowej pani domu]

Dumając nad trzema litrami ciekłej masy do przełożenia tortu bez tortu: Wysłać Wiewióra po nowe galaretki i żelatynę. Rozrobić według przepisu na opakowaniu, tym razem nie gadać z Kaczką. Dodać dwa opakowania żelatyny na wszelki wypadek. Jak ostygnie i zacznie tężeć siepnąć w to resztę masy serowo-śmietanowo-truskawkowej. Dobrze wymieszać. Wlać do formy (4 litry) i pozostawić na noc. W lodówce lub na balkonie, wykorzystując obecność bawarskiej zimy za oknem.

Rano wbić świeczkę w Kilimandżaro.
Nakarmić rodzinę licznymi wypiekami, nie gotować obiadu.
Włala!


Epilog:
....a ja chciałam tylko jeden mały torcik....


*Z braku miksera wybieram zawsze TEN [Pozdrawiamy Izę z Bellove!]

29.01.2016

Rok

"Jedne dzieci przynosi bocian, inne helikopter!"
Kaczka (o Grudce) i nie to nie jest bajka

Rok temu o tej porze nikt nie przypuszczał nawet.

Że będzie miała blond czuprynę z idealnym tornado w samym epicentrum, asymetryczny kasownik z pięciu siekaczy i błękitne jeziora pod kurtyną rzęs.

Że jest z waty cukrowej o smaku karmelkowym, ergo przepisywać ją można na receptę pacjentom chorym na depresję i zgorzknienie duszy. Za to na diabetologię ma zakaz wstępu.

Że to miś koala. Pałający nienawiścią do wózkowych gondoli, fotelików samochodowych, mat edukacyjnych, okrutnego wygnania na zimne i nieznane lądy otwartych przestrzeni. Wiszący najczęściej na konarach moich ramion. Twarzą do świata (no bo ile, przepraszam, można oglądać facjatę matki?!). Tym samym w głębokim poważaniu mający ruch przeciw bocianim-gniazdom.

Że będzie człowiekiem do ludzi i nie przepuści nikomu.... adin, dwa, tri....spójrz mi głęboko w oczy... 

Że ani na plecach, ani w śpiworku, ani ze smoczkiem, ani pod kocykiem, ani z misiem, ani z butelką. Za to na boku, z nogą zarzuconą na wałek koca z twarzą zakopaną w barchanach tak, że trudno jest nie przypuszczać, że będzie kiedyś nurkować w głębinach bez akwalungu. 

Że szerokim łukiem a dwunożnie objedzie stadium raczkowania i ludzika Michelin.

Że z Frankiem Sinatrą, Georgem Michaelem, Koko, Bintą i Niebieskim Poniedziałkiem by New Order.

Że z przeźroczystym pudełkiem na głowie eksplorować będzie kolejne kosmosy.

Że najchętniej będzie słuchać głosu. Swojego głosu. A na początku 2016 otworzy słownik i poleci w długą. M(i)auu, (s)ka(r)peta, ba(m), ta(k) i (wzrusz!) Kac(z)ka!

Że ponad wszystko przedkładać będzie mandarynki, kiszone ogórki, szpinak i salami. Pluć mlekiem, papkami i marchewką w każdej postaci (spoglądając nam w oczy z wyrzutem "Znów próbujecie mnie otruć?!"). 

Że często będę widywać jej nogi dyndające w paszczy pralki.

Że w wieku 10 miesięcy zakocha się na zabój w polimerowym wyrobie przemysłu lalkarskiego lat 80-tych i że będzie z nim chodzić za rękę. Wszędzie. Nawet do łóżka. 

Że przez bity rok nie prześpi ciurkiem dłużej niż pięć godzin - co zdarzyło się raz. Ot, taki biały kruk naszego rodzicielstwa.

Że mimo usilnych starań rodziny i znajomych Królika, najbardziej cieszyć ją będzie pudełko z kolekcją washi tape, własne skarpety, nakrętki dla Franka i stara klawiatura. Oraz książki, konstrukcja książki, a nie tam jakieś "A powiedz, jak robi kurka?". Od święta zaś balon na patyku.

Że zmieni nic i wszystko. Prawie.


Rok temu o tej porze nikt nie przypuszczał, że napiszemy sobie taki scenariusz.
Kolejnych tęczowych Potomko!



25.01.2016

Kalendarz 2016 - Luty

Odzew narodu pozwala mi wierzyć, że komuś - oprócz Wiewióra projekt kalendarza - jednak się podoba. Dziękuję! Nie zwlekając, zapodaję Wam logiczny ciąg dalszy. Wszak lot balonem mógł się tylko tak skończyć.

#1 Luty. Wersja do wydruku:


Do ściągnięcia tutaj: Klik! Klik!

#2 Luty. Wersja na pulpit i w technikolorze:
 
Wystarczy kliknąć w obrazek i zapisać sobie na dysku.



Jeśli Wy, Wasze dzieci, kuzynki, koledzy z pracy, przypadkowi goście, pies, teściowa lub księgowy pokolorowaliście stronę styczniową - cyknijcie fotę! Urządzę chętnie galeryję z Waszymi dziełami.

Howk!

20.01.2016

Pierwsze słowo

Robiliśmy zakłady, w jakim języku Grudka wypowie swoje pierwsze słowo.
Tego nie przewidział nawet Nostradamus. Potomka zgarnęła całą pulę.


[03.01.2016]

17.01.2016

Elemelki

Pięć dni temu Grudka zadebiutowała karierę w Bawarskich Elemelkach*.
Pięć dni z rzędu płakała. Gdy wychodziłyśmy.
Dnia czwartego i piątego płakała też na mój widok**.



Od pięciu dni okupuję miniaturowe ławeczki miniaturowej szatni miniaturowej wiejskiej ochronki. W ręku trzymam gazetę. To dla niepoznaki. Chowam głowę w puchówkach z waty cukrowej i nieba. Zamiast czytać, nasłuchuję. Czy aby moje nie płacze.

Od pięciu dni tkwię w stuporze.
Że to już. Ona tam, ja za chwilę też zupełnie gdzie indziej.
Że pobudki przed wschodem słońca, odprowadzanie, logistyka codzienności, dojazdy do (epi)Centrum Dużego Miasta, kredki na kolanie, etat, gra w ganianego z pociągami, żeby tylko zdążyć odebrać, popołudnia na rodzinną wyłączność, wieczory w szpagacie między odpoczynkiem, obowiązkiem a przyjemnością.

Smuteczek.
Choć i radość, że mi ten jeden rok był dany.

Sadzam ją sobie na kolanach.
Ukradkiem próbuję wykuć w marmurze pamięci ten zapach i ciepło.
I gdy miniaturą dłoni głaszcze moje policzki, by wetknąć palec w czeluść nosa.

 
*Sztuk 10 do 12 - jeszcze nie ustalono. Obecnych zawsze (i na szczęście?) siedem. W tym oprócz, oprócz Grudki, pięciu chłopaków. Pięciu na pięciu ubranych na niebiesko. Czterech na pięciu w swojskiej kreacji: rajstopki + koszulka.

**Bo dlaczego? Dlaczego Pani Krysiu po godzinie stwierdzasz, że przeładowały mi się neurony?! Nie chcę do domuuuuuuuu!

(...)
W kuluarach z NaszymiPaniami:
- Proszę przynieść smoczek dla Grudki.
- Nie używa.
- Nie używa? Do zasypiania też nie?
- Nie.
- A może butelkę? Butelkę z mlekiem?
- Nie.
- A przytulankę ma?
- Ma wiele, ale do zasypiania nie zażywa***.
- Hmmm.... Proszę przynieść łóżeczko turystyczne, żeby zasypiała tutaj w podobnych okolicznościach jak w domu.
- Grudka nie ma łóżeczka.
- Nie ma?
- Na materacu śpi.
- Ach. Acha. Hmm. Dobrze. To może spać z innymi dziećmi na materacu. Ale śpiworek! Śpiworek koniecznie.
- Skoro koniecznie...
- ??
- Nie przepada. Najlepiej jej niczym nie przykrywać, gdy zasypia.
[Tu łuna godna Rzymu]


***W tej materii nastąpiła zmiana nastroju. Radykalna. O czym będzie być może, w którymś z następnych odcinków. Tymczasem:

[Kurtyna]


10.01.2016

Poślizg

Zbieżność kreacji jest zupełnie przypadkowa


Pojechać do Stumilowego Lasu na sylwestrową zabawę na cztery dni, a wrócić po dwunastu. Biba na bogato, powiecie? Nie. Niestety, nie. Opóźnień w powrocie do rzeczywistości nie sponsorowała zima zaskakująca kierowców ani przypływ procentów w trunkach. Powody były dwa.

Pierwszym: teutońska miłość do recyclingu, która kontenerem zatarasowała Wiewiórowi drogę i perfidnie zepchnęła go na ulicę podstawiając pod nogi krawężnik. Wiewiór z przodu przytroczoną miał Grudkę, a z tyłu plecak pełen sylwestrowych zakupów. Wiewiór dokonał piruetu w locie, by jajecznicę zrobić nie z własnej córki, a z niedoszłego potomstwa niosek z Niedersachsen. Grudka ocalała, tuzin jaj (ze stali?) też, kostka Wiewióra już nie za bardzo.

Powodem drugim stała się poczekalnia pogotowia w dzień sylwestrowy, gdzie przez długie godziny Wiewiór wszerz i wzdłuż, od lewa do prawa i od góry do dołu  g o d z i n a m i  rozwiązywał kostkę Rubika i wdychał koktajl z mikroorganizmów. Te ostatnie użyły Wiewióra jako szalki Petriego i namnożyły się dobę później, objawiając łuną gorączki.

Zamiast na dworzec, Wiewiór pokuśtykał do lekarza i dostał urlop do końca tygodnia.
I byłoby to wspaniałe zakończenie i jeszcze lepszy początek Nowego Roku.
Byłoby. Gdyby nie inwazja.

Mikroorganizmy dokonawszy aneksji Wiewióra, przystąpiły do ofensywy na Grudkę. A jeśli na nią, to i na mnie - wszak jesteśmy nadal naczyniem (mlekiem) połączonym. Co się stało po tym, wymazałam z pamięci bez wahania. Co nie było trudne, WSZAK brak snu i majaki w malignie sprzyjają amnezji.

(...)
(Silny) pociąg do snu.


(...)

Na 2016 życzę sobie i Wam: Kroków. Wzwyż i do przodu.
A jak się zdarzy posiedzieć, na którymś ze schodków - przyjemnych widoków.


p.s. Tu, proszę Narodu, można sobie kupić oryginalną Wasiuczyńską:
http://aukcje.wosp.org.pl/oryginal-ilustracji-pan-kuleczka-i2686957
A tu morze turkusu od Alcydła:
http://aukcje.wosp.org.pl/komin-blekitno-seledynowy-i2692983
A tu Lookarnę (Galeria pod Chmurką) w kosmicznym wydaniu:
http://aukcje.wosp.org.pl/ilustracja-z-kosmonauta-i2709325 

p.s.s. A kto Wasiuczyńskiej nie zdąży kupić, ale przebywa w Krakowie, może sobie oryginalną (i żywą!) Wasiuczyńską obejrzeć. Ba! Przy odrobinie szczęścia - nawet dotknąć! http://wasiuczynska.blogspot.de/2015/12/wystawa-w-nowohuckim-centrum-kultury.html

p.s.s.s. Dla tych, co równie lotnie wracali do codzienności, przypominajka:
Styczniowy Bebe-Kalendarz do wydruku i na pulpit do pobrania tu:
http://bebeluch.blogspot.de/2015/12/kalendarz-2016-styczen.html