Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty

Zimno?

3.02.2012
To dopiero była zima. W Gorcach, domek Muminków nad dachami świata.


Koleżanka z kraju ojców donosi, że za oknem jest -24,5, a przed oknem 11, bo szefowa zapomniała włączyć ogrzewanie. Nagotowała sobie herbaty. Do Fajrantu przetrwa w kurtce.

Tymczasem na Wyspach Brr...

Ogłoszono alarm pogodowy czerwony. W najbliższych dwudziestu czterech godzinach spodziewana jest fala zimna. Najniższa oczekiwana temperatura to -6 stopni.

Poranek. -2 stopnie w pełnym słońcu, błękitne jak nigdy niebo. Tubylcy na przystanku trzęsą się jak osiki. Magiczne zero przekroczone i nie trzeba udawać, że jest fine, choć zimno, ciemno i nie ma pracy. Co odważniejsi włożyli kurtki. Kobiety w czapach uszankach, krótkich puchówkach, kusych spódniczkach. Obcasy obowiązkowo, rajstop tradycyjnie brak. Reszta w febrze i cienkich T-shirtach.

- Co za okropna dziś pogoda! Jak zacznie śnieżyć, to nie wychodzę z domu.
- No, nie da się żyć. W ogóle z domu nie można wyjść, taki mróz. Idziesz dziś do pubu?
- Jak będzie padał śnieg, to nie ma mowy! W ogóle do samochodu nie wsiadam. 
- A wczoraj, jak się zgrzałam. Kupiłam orbitreka, wiesz. I ćwiczę od trzech dni systematycznie. Pierwszego dnia spaliłam 11 kilokalorii, drugiego 26, a wczoraj 48!
- A to dużo?
- To tyle co kromka chleba. Ale jestem z siebie dumna. No i od razu cieplej, że aż ogrzewania nie musiałam włączać.

U Bebe kaloryfery zaangażowane na pełny etat, a nieotynkowany dom emituje to ciepło w eter. Zamiast Wiewióra, w łóżku termofor, polar, długie spodnie, grube skarpety. Na głowie czapka, bo włosy stają z zimna na sztorc. W parku pustki. Bebe biegnie po zamarzniętych kałużach zapakowana w techniczny poliester. Cisza, jakby świat wstrzymał oddech pod obcą warstwą szronowego lukrem. W taką pogodę nawet wyspowe psy nie wychodzą na spacer.


°°° 
Konkursowe doniesienia: Nie ukrywam smutno mi. W kategorii blogi literackie już nie wygram. Pan Zygmunt Miłoszewski nominował inne blogi do nagrody głównej. Cieszę się bardzo, że w kategorii kultura nominowano Książki Zbójeckie. Danusiu, trzymam kciuki i zrób sobie na gali to zdjęcie z Żebrowskim, koniecznie!

Nie wszystko jednak stracone. Bebeluszek ma jeszcze szansę na tytuł Blog Blogerów. Dzięki Waszemu ogromnemu wsparciu, blog Bebe jest na 6 miejscu w rankingu. Aż zaniemówiłam dziś z wrażenia. W kilka dni o dwadzieścia oczek do góry! Jesteście niesamowici. Dziękuję to tak mało. Teraz to tylko utrzymać do 7 lutego, czyli końca głosowania. Dacie radę? Wierzę w Was.


Wasze głosy są teraz ważniejsze niż kiedykolwiek! Głosujcie, proszę.

O bieganiu poranne rozmowy

19.10.2011
Studencki ciut świt, a w bebeluszkowych pieleszach dialogi wewnętrzne.

- Co to?
- Budzik dzwoni.
- Już? Przecież dopiero zasnęłam.....
- 8 godzin temu......
- A która to godzina?
- 8.45
- ???? Jak to? Przecież nastawiałam budzik na 8.15!!!!
- Hmmmm.....Dobre masz te korki do uszu.
- Miałam rano pobiegać....No i co? iść?
- No tak wczoraj ustaliłaś.
- Ale to było wczoraj.....
- No idź! Miałaś być konsekwentna, pamiętasz? I systematyczna!
- Ale późno jest.
- No i co z tego? Jak będziesz dalej leżeć w łóżku to zrobi się jeszcze później.
- O, i brzuch mnie boli.
- ......
- Może lepiej nie pójdę....
- E tam!
- .....
- 8.54!!!!
- ....znowu przysnęłam??.....to co iść biegać?
- No idź idź!
- A jak pada? Chyba pada. Jakoś szaro za oknem....
- To wstań i sprawdź!
- Ale może poleżę jeszcze 5 minut....
- Nie mam do ciebie siły....
- Wstaję!
- ?!
- Muszę siku!

Nie padało. Bebe poszła biegać.

p.s.
Uprzejmie informuję, że organizator konkursu na literacki blog roku 2011, nie umieścił jeszcze żadnych informacji o przebiegu rywalizacji. Uzbrójmy się w cierpliwość, głosowanie trwa:
http://www.literackiblogroku.pl/?content=vote&idb=193

Bieganie na desce

23.08.2011


Hrabiowskie stopy Bebeluszka nie znoszą nawet poduszek. Cichobiegi najnowszej generacji wyposażone w błękitny system amortyzacji, nie spełniając wymogów amatorskiego zapału, zostały odarte z łagodzącej wstrząsy techniki. Poduszki cichobiegom amputowano.

Sąsiadka z dzieciństwa, spała na desce dębowej, bo jej to dobrze na plecy robiło. Polecała owe praktyki wówczas czteroletniej Bebe w ramach profilaktyki skrzywień kręgosłupa. Bebe nigdy się do tej filozofii nie przekonała, za to była wierną wyznawczynią ciasta z budyniem autorstwa sąsiadki. Jednak bieganie na podeszwie twardej jak deska najwyraźniej dobrze jej robi, zwłaszcza na niezidentyfikowany ból mięśni śródstopia (nie mylić z otarciami i odciskami, bo do takowych cichobiegi się nie przyczyniły).

Teraz Bebe może znowu łapać wiatr we włosy. Tylko gdzie ten wiatr? Od trzech dni panuje w Czarnym Lesie piekarnik bez termoobiegu. Nawet noce nie przynoszą ulgi. Bebe topi się jak czekolada w palcach trzylatka. Bieganie w takich okolicznościach przyrody zakrawa o sport ekstremalny. Bebe woli jednak moczyć nogi w stawie i oglądać z daleka zapocone twarze samców alfa, którym najwyraźniej zakalec słoneczny nie grozi.

kto nie ma w głowie....

22.05.2011
Lot na Wyspy Mgliste i Deszczowe odbył się w towarzystwie stada pingwinów w schludnie skrojonych marynarkach i garsonkach, połączonych bezustannie z biznesowym światem przez iPody i iPady w bezpiecznym dla lotu modusie. Bebe w czerwonych trampkach i z fioletową różą we włosach przyciągała uśmiechy marynarek i krytyczne spojrzenia garsonek. Ale nic sobie z tego wszystkiego nie robiła, obserwując rajskie lasy i myśląc o wiewiórowych dłoniach, jeszcze 15 minut temu ocierających na peronie łzy z bebeluszkowych policzków. Gdzieś na południu Francji chmury zasłoniły ląd. Wyspy Mgliste i Deszczowe przywitały Bebeluszka szarą mokrością i wiatrem. Dobrze, że deszczak spakowała na samym wierzchu. Autobusu nie było, więc na własnych plecach dotargała przez puste ulice 20 kilo kawy inki i letnich sukienek, z których pewnie i tak nie będzie w Yam-Yamowie użytku.

Następnego poranka, dotknięta jetlegiem, Bebe wstała o nieprzyzwoicie wczesnej godzinie i wykorzystując ten nagły przypływ czasu oraz słoneczną lukę w szarej ciężkiej chmurze, poszła biegać. Bieganie to jest jednak to, nawet jeśli yam-yamowa pogoda nie sprzyja letnim sukienkom i zakupionym w Czarnym Lesie sandałom.

Po śniadaniu Bebe poszła do yam-yamowego centrum pozałatwiać sprawy nudne, ważne i papierkowe. Poszła, bo autobus przyjechał i nie raczył nawet zwolnić. Współoczekujący zaczęli wieszać na kierowcy niepochlebne przymiotniki, wymachiwać pięściami do oddalającego się tyłu autobusu, aż w końcu oklapli na przystankowych ławkach. A Bebe, czując jeszcze czarnoleski zen, ruszyła do centrum o sile kończyn własnych. I tak sprytnie się jej wszystko udało załatwić, że do spotkania na szczycie w muzeum została jej cała godzina.

Co tu robić? - myśli Bebe i zaczyna snuć misterny plan. - Pójdę do parku z kawą na wynos, siądę na tej ławce pod kasztanem i będę słowotworzyć. A później spotkanie w muzeum i obiad. A na obiad będzie kurczak z warzywami i kasza gryczana....kasza gryczana....kasza gryczana!!!!!! 

Bebeluszkowe serce najpierw stanęło mu w gardle, zatykając na dłuższą chwilę dech w piersiach. Po czym ruszyło w drum'n'bass palpitacji. W bebeluszkowej głowie tymczasem film: Bebe przychodzi z biegania. Bebe odmierza kaszę gryczaną i wsypuje ją do rondelka. Bebe zalewa kaszę wodą. Bebe stawia rondelek na kuchence elektrycznej. Bebe przekręca włącznik. Bebe przykrywa rondelek pokrywką. Bebe odchodzi...i zapomina!!!!

To było najdłuższe 10 minut w życiu Bebe. Plecak pełen książek i zakupów, nie pozwalał na rozwiniecie nadświetlnych prędkości. Przed oczami wizje najczarniejsze, pełne dymu i zapachu spalenizny...o jesssuuuuu.....a kto za to zapłaci?????? przecież i tak od tygodnia jem tylko kapustę, bo mnie na więcej nie stać!!!! Serce wali jak szalone, łzy cisną się do gardła. Bebe próbuje się uspokoić. Myśl pozytywnie, myśl pozytywnie.- mantruje coraz bardziej nerwowo, przypominając sobie wczorajszy film o sile przyciągania i podświadomości.

Zwalnia więc trochę, bierze kilka głębokich oddechów i zaczyna powtarzać z rosnącą wiarą "Dziękuję, że nic się nie stało......Dziękuję, że nic się nie stało......Dziękuję, że nic się nie stało......". Wyobraża sobie, jak wchodzi do domu, wspina się po schodach na piętro do kuchni, nie czuje swądu, nie widzi dymu, patrzy na kuchenkę i okazuję się ze zapomniała przekręcić włącznik. A może nawet postawić garnek na kuchence....

Serce uspokaja się, ale tylko do momentu wejścia w zakręt, z którego widać dach domu! Dymu nie ma! Dobrze. Straży pożarnej ani tłumów gapiów też brak! Nadzieja rośnie z każdym krokiem. "Dziękuję, że nic się nie stało......Dziękuję, że nic się nie stało......". Bebe dociera w końcu do drzwi, cała spocona, trzęsącymi się rekami przekręca klucz i wchodzi. Dymu i smrodu spalenizny brak. Wchodzi na piętro i nie wierzy własnym oczom.

W kuchni na kuchence stoi garnek z kasza, pełen wody i przykryty pokrywką. Włącznik kuchenki przekręcony na 6, czyli maksymalną wartość. Nic się nie gotuje i nic się nie pali! Dopiero po chwili Bebe zaczyna rozumieć. Wczoraj wróciła z Czarnego Lasu i nie zdążyła włączyć głównego dostępu prądu. Czerwonego guzika na ścianie tuż obok gniazdka. Po raz pierwszy w życiu Bebe podziękowała wszechświatowi za Yam-Yamy i ich strach przed elektrycznością. Za te dziwaczne przyciski przy każdym gniazdku, które każdy Yam-Yam niemal automatycznie przełącza na "off" po każdym zaparzeniu herbaty i tostowaniu chleba. Zjawisko dotąd powodujące u Bebeluszka co najmniej napady śmiechu lub białej gorączki. Bebe popatrzyła na ten wielki czerwony przycisk i wykrzyknęła z nieukrywaną ulgą: Dziękuję, że nic się nie stało!!!


Po zen śladu nie pozostało.
Bebe nadal nie przełącza czerwonego guzika na "off". Ale przed każdym wyjściem wbiega na piętro sprawdzić, czy się aby nic nie gotuje.

Do kolejnego spotkania 60 lub 90 spań.

rozważania niedzielne przy pogodzie

10.10.2010
"usiłuję wykorzystać tę piękną pogodę do maksimum!:))" pisze emwuwu. bebe też korzysta. jak najbardziej. od sześciu godzin słowotworzy profesjonalnie. wiekopomne dzieło naukowe jak paczek w maśle, zaczyna nabierać okrąglejszych kształtów. za oknem błękit nieba i klony pofarbowały się na złoty blond. trzeba wykorzystać piękną pogodę, myśli bebe, póki sąsiedzi w parku a za ścianą błoga cisza....

Auto Post Signature

Auto Post  Signature