Image Slider

Wiewiór i Bebe - cz.VI: Laptop

12.02.2012


Laptop Wiewióra umarł nagle.

Kiedy po powrocie na Zieloną Wyspę, Wiewiór zaniósł komputerowe truchło do obdukcji, odbyła się następująca rozmowa z fachowcem:
- Tja, ciekawe. Też miałem ten model. Czy kiedy się zepsuł, była w pokoju kobieta?
- Tak - przyznał zaskoczony pytaniem Wiewiór.
- Bliska jakaś? Może dziewczyna?
- Tak.
- Czy to było w jej sypialni?
- yyy...tak....- Ten facet jest dobry, pomyślał Wiewiór.
- Pokłociliście się może, była napięta sytuacja?
- Tak, następnego dnia wracałem do domu.
- Ciekawe, ciekawe. A ta kobieta, to może była z Europy Wschodniej?
- Tak - Wiewiór nie wierzył w to co słyszy.
- Dokładnie! To samo stało się z moim komputerem, ten sam model. Właśnie zerwałem z moją dziewczyną, Czeszką, i nagle, bach! przestał działać! Kobiety z byłych krajów sowieckich są bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza dla komputerów.

Pocztówki z Blogosfery: Prolog

10.02.2012

Wiekopomne dzieło naukowe uziemiło Bebe przy biurku na cały 2012. Przerażające jest mieć zaplanowane, co się będzie robiło w maju a co w sierpniu. Bebe będzie pisała (miejmy wszyscy nadzieję), z językiem na brodzie i kronikarską cierpliwością. Nici jednak z wypadów w góry, do kraju ojców, czy innych zakątków planety Ziemia. Rok Słowotwórcy zobowiązuje a Bebe ma silne postanowienie wzbogacenia się o magiczne dwie literki przed nazwiskiem. Perspektywa zacna, aczkolwiek nieco deprymująca dla kogoś kto lubi umoczyć wiosło w rzece i spocić się na szlaku.

W związku z tym, że Bebe nie wybiera się dalej niż do kuchni po nowy termos zielonej herbaty, wpadła na pomysł niemal genialny w swej prostocie. Dla uspokojenia małego globtrotera, będzie urządzać ekspedycje po polskiej i nie tylko blogosferze. Dwie w miesiącu powinny być w sam raz. Posypią się też pocztówki z tych z najfajniejszych światów. Bebe od zawsze rysowała własne. Na początku nie stać jej było na znaczek, a potem już jej weszło w krew. 

Bebe Beatą P. blogosfery! To brzmi dumnie. Pierwsza pocztówka z pierwszej podróży już w drodze! Wyglądajcie listonosza.

Lekcja druga: Kalambury

8.02.2012
U Piotra G. idzie gładko, pięciu Polaków i jeden polski Hiszpan:



A Bebe wśród Chinek, jak po kolana w górskich zaspach. Chinki rysują pięknie, czarują nowe światy: cywilizacje zamknięte w bańki wstańki, fale zaklęte w glinie, głowy tygrysów w kolorach podstawowych. Ale cóż z tego, jak komunikacja przypomina wydeptywanie nowych ścieżek w świeżym śniegu. Jedna chwila nieuwagi i siedzisz uwięziony po pas w białym puchu. W butach mokro.

Jedna z Chinek pokazuje niedokończone figurki w szkle.
- Czy potrzebować artykuły już?
- Hmmm...tak musisz dokończyć jedną pracę i pokazać ją na wystawie.
- Nie, artykuły. Potrzebować artykuły?

Bebe błądzi, tabula rasa. Chinka od tygrysa robi przekład symultaniczny rodaczkom, a te systemem jarmarcznym, jedna przez drugą, zaczynają tłumaczyć:
- Artykuł, ossi, ossis! Jak poprzednio.

Chinglisz Bebe obcy. Jakie poprzednio, jak to mój debiut nauczycielski? Debiut, który skończy się niechybnie pedagogiczną śmiercią. Nawet migi nie pomagają.
- Przepraszam, ale nic nie rozumiem - Bebe przyznaje bezradnie.
- To do napisania to.

Ossi...ossi - Bebe szuka śladów.
- Esej! - zapala się żarówka, a Chinki z aprobatą kiwają głowami.- Ach esej! - Bebe chwyta się cienkiej nitki porozumienia - Tak musicie napisać esej. Dwa tysiące słów. Termin oddania za sześć tygodni.

Miny im zrzedły, cały wysiłek na marne. A można było zagrać kartę cudzoziemca i nic nie zrozumieć.

Blog Roku: Finał na 5!!!

7.02.2012
 

Nie będę owijać w bawełnę, bo z wrażenia nawet nie jestem w stanie. 

Udało się! Udało! Bebe w finale o tytuł Blog Blogerów! 

Dziękuję wszystkim za głosy, komentarze, maile, rozsyłanie wici, zaangażowanie, uśmiech, wsparcie moralne, bezinteresowność i wiarę. Czuję się galaktycznie!!!! Cieszę jak dziecko i bardzo niepolitycznie brakuje mi słów, żeby wyrazić wdzięczność. Teraz decyzja należy do jurorów (wyniki za tydzień), ale to 5 miejsce to niewątpliwy sukces. 5 z trzech tysięcy blogów!!! Wow!

441 smsów jak 441 małych nagród od was! 441 złotych uzbieraliście w tym etapie dla jakiegoś Jasia lub Marysi. Niech im to wyjdzie na zdrowie.


Kiedy zaczynałam pisać tutaj na dwa lata temu, nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że to może zaprowadzić tak daleko. Dziękuję za spełnienie marzenia!


Ukochuję mocno!
Howk!



p.s. To trzeba oblać! Nasze zdrowie! U mnie ogrzewanie włączone na 5 i piwo, a u Was?

Wiewiór i Bebe - cz.V: Gorące noce

5.02.2012
Na początku chciałabym przeprosić wszystkich czytelników za przerwę w transmisji tej serii opowiadań. Pamięć mam słabą (pozytyw: bez tego ten blog by nie zaistniał). Musiałam zatem udać się na retrospektywną naradę z bohaterem drugoplanowym. Po ustaleniu faktów i spisaniu ich czerwonym flamastrem, wznawiam kronikę wydarzeń. Tradycyjnie, kolejne odcinki będą ukazywać się w weekendy.
Poprzednie odcinki i odcinki pokrewne dostępne są tutaj (początek jest na końcu): Wiewiór i Bebe.

°°°




Dwa dni później dzwon na wieży romańskiej katedry wybijał właśnie dwudziestą trzecią, kiedy Bebe i Wiewiór wyprowadzili rowery na rozgrzany bruk starego miasta. Wronka musiała zostać z madonnami, które smażyły się w ceramicznym piekle. Kocie łby emitowały przyjemne ciepło. Cyklady zagłuszały myśli. Na zachodzie niebo jeszcze zaciągnięte różem, aż szkoda było jechać do domu. Wieczór idealny na nocną kąpiel w jeziorze.

Dojechali na dziką plażę przez labirynt z wybujałej roślinności. Mikro plaża pod dziką wiśnią z zadeptanym skrawkiem trawy. Co chwila słychać plusk wpadających do wody owoców. Na środku stoi ławeczka z trzech kawałków drewna. Perkozy, jak chłopaki na dzielni, uprawiają pełen lans, z kuprami ponad taflą przeźroczystej wody. Nie mieli strojów kąpielowych ani ręczników. Nigdy też nie byli wobec siebie nadzy . Mała katoliczka tupie nóżką w bebeluszkowej głowie, a Bebe wystawia jej zawiadomienie o eksmisji. Zawsze chciała to zrobić, popływać w jeziorze o zmroku. Nago. Mała katoliczka grozi Bebeluszkowi losem madonn z pieca. Ta nagość jest jednak konieczna. Tylko nagłe onieśmielenie odebrało im mowę. Jakoś tak niezręcznie i nieskładnie się zrobiło. Trema, jak na chwilę przed otworzeniem prezentu. Radość z oczekiwanego i strach przed rozczarowaniem. Avanti! Będzie o czym opowiadać wnukom - pomyślała Bebe, rozebrała się szybko i nie patrząc na Wiewióra, schowała się w wodzie.

Jezioro było jak talerz zupy, ciepłe i gęste z zieleniną wodorostów dryfującą na powierzchni. Bebe wypłynęła na sam środek. Odwróciła się i widzi, że Wiewiór stoi w wodzie po pas.
- Chodź do mnie! - krzyknęła do niego. On pomachał jej ręką, odkrzykną coś, co utonęło w falach i nadal z miejsca się nie ruszał. Bebe podpłynęła do brzegu. Stał tam, nagi i trochę zagubiony.
- Dlaczego nie pływasz?
- Nie potrafię.
- Jak to, nie potrafisz? W ogóle?!
- W ogóle. Kiedyś morze wciągnęło mnie na głębinę. Dotarłem do brzegu skacząc po dnie. Boję się wody - niebieskie oczy krótkowidza uśmiechnęły się przepraszająco.

Bebe podeszła do niego, przytuliła i nic nie mówiąc, wyprowadziła z wody. Suszyli się na brzegu między pocałunkami. Rowerami pojechali do wiewiórowego akademika, by jak nastolatki do rana słuchać "Smells like teen spirit" i zapleść początek wspólnej historii. Jak na wakacyjną miłość przystało, miała ona duszę szaleńca i bardzo krótkie nogi.


c.d.n.


°°°
A teraz proszę się przyznać, który z czytelników przebywa właśnie w Argentynie, który w Katarze, a który na Wyspach Guernsey? Rosja też mignęła na zielono. A reszta? Gdzie otwiera swojego internetowego Judasza? Statystka podpowiada mi, że niezłe z Was obieżyświaty! Jeśli ktoś się wybiera do Peru, to proszę o zdjęcie Machu Picchu.


Meldunek z placu broni: Miejsce 5 utrzymane. Ostatnie 48h głosowania rozpoczęte. Konkurencja nie śpi i atakuje. Byle do wtorku! Howk!

Choinka

4.02.2012




Od dwóch godzin Wyspy Brr, jak żona Lota, sparaliżowane. Nie siąpi, nie prószy, nie pada. Śnieg poszedł na całego. Urządza zadymę, zawieruchę, kurzawę, zawieję. Dachy coraz bielsze, ulice coraz bardziej puste. Mikro zaspy rozsiadają się w koronach drzew. Bebe patrzy na ten dziki taniec z okien swojej wieży i czuje się jak w domu. Nareszcie. Teraz tylko włączyć George'a Winstona i racząc się gorącym kakao, pakować prezenty na święta. Czy ktoś mógłby wrócić wskazówki zegara?


°°°

Brzoza była głupia, czepiała się o każdy drobiazg. Jabłonka nie lubiła dzieci, zwłaszcza własnych. Karmiłam nimi przez dziuplę Grubą Wierzbę stróżującą na granicy z plantacjami truskawek. Trzech braci Klonów czytało ze mną Pana Samochodzika, a w krzakach Porzeczki mieszkał smok, z którego szpon w każdy piątek ratowałam rozkapryszone księżniczki. Gdy jest się najmłodszą w rodzinie, gdy siostry na studiach, miasto oddalone o pół godziny spaceru poboczem ruchliwej szosy, a jedyną koleżanką z podwórka jest emerytka spod trójki, drzewa nie są magiczne i wyjątkowe. To zwyczajni, najlepsi kumple z podwórka. Kiedy jednak zimą spali pod puchową pierzyną, pojawiało się drzewo inne od wszystkich: chude, plastikowe, zgarbione w lewo, pamiętające jeszcze czasy Gierka. Nasza rodzinna sztuczna choinka.  

Wyrastała raz do roku w dzień Wigilii w kącie dużego pokoju. Patrzyłam z zachwytem na jej okraszony różowo-srebrnym stalagmitem czubek. Wydawała mi się najgęstszą, największą i zdecydowanie najpiękniejszą choinką na całym świecie. Z bączkiem w rękach kładłam się pod nią i godzinami oglądałam ręcznie malowane bombki wirujące w chocholim tańcu. Jestem, nie jestem, jestem, nie jestem. Paski lustrzane zmieniają się z brokatowymi. Raz czy dwa choinka spędziła smutne święta w piwnicy. Zdradziliśmy ją dla zapachu żywicy w świąteczny poranek. Zamiast wydłubywać mak z zębów, iskaliśmy igły ze skarpet. Choinkę rehabilitowano w trybie natychmiastowym. 

Choinka obserwowała wszystko. Moje pierwsze klocki lego zapakowane w szary pakowy papier. Nowoczesne mrugające świeczki, których nikt nie włączał, bo przeszkadzały w oglądaniu telewizji. Kryształową cukiernicę rozsypującą się w drobny mak na dywanie tuż przed podzieleniem opłatka. Kolejnych narzeczonych starszych sióstr. Wykręcanie się od kręcenia maku i zwątpienie w istnienie w Świętego M. zasiane przez program Domowe Przedszkole. „Laponia to kraj zimny i daleki a Mikołaj nie ma dla wszystkich czasu. Wyręcz Mikołaja, zrób rodzicom prezent: włóczkowe figurki na długopis.” 

Każde lato choinka spędzała w piwnicy. Mamo, patrzysz? – schodziłam powoli po czarnych od węgla schodach. Patrzę! - odkrzykiwała mama znad garnka gulaszu. Mamo patrzysz? - długim ciemnym korytarzu nie było słychać jej głosu. W kącie w papierowym kokonie stała choinka z resztkami anielskiego włosia na ramionach. Szybko! Ciemno idzie – zdawała się szeptać. Biegłam po betonowych schodach ze słoikiem marynowanych opieńków w dłoniach. Zanim mnie ciemność złapała za nogę, zdążyłam zamknąć drzwi na haczyk. 

Choince ta piwnica najwidoczniej nie służyła. Z roku na rok mizerniała i malała. Igły stawały się, jakby bardziej plastikowe i rzadsze. Malowanie ręcznie bombki biły się jedna o drugą. Aż pojawił się on, choinkowy samiec alfa. Ś-wierk-sy-be-ry-jski-na-tu-ralny-150-cm-o-kró-tkie-ig-le-z-bia-łą-osz-ro-nio-ną-koń-ców-ką. W-kom-ple-cie-sta-bil-ny-sto-jak-pla-sti-ko-wy - sylabowałam napisy na kartonie. Choinka usunęła się po cichu w kąt zapomnienia.  

Słuch o niej zaginął na lata, aż do przeprowadzki, gdy odnalazła się w rodzinie Przydasiów. Mietek w szkole specjalnej ozdabiał ją dzisiaj dumnie pierwszymi piernikami własnej produkcji. 


°°°

Głosowanie na Blog Blogerów trwa do przyszłego wtorku.Wkulaliście Bebe na niespodziewane miejsce 5! Zaniemówiłam dziś rano z wrażenia. Jesteście niesamowici! Teraz już tylko nie pozwólcie jej spaść.Dacie radę?

Dziękuję też za wszystkie głosy, ale także za miłe słowa, komentarze, maile, przyjaźnie i projekty. Czuję Waszą moc, i cieszę się jak dziecko! Mua!

Zimno?

3.02.2012
To dopiero była zima. W Gorcach, domek Muminków nad dachami świata.


Koleżanka z kraju ojców donosi, że za oknem jest -24,5, a przed oknem 11, bo szefowa zapomniała włączyć ogrzewanie. Nagotowała sobie herbaty. Do Fajrantu przetrwa w kurtce.

Tymczasem na Wyspach Brr...

Ogłoszono alarm pogodowy czerwony. W najbliższych dwudziestu czterech godzinach spodziewana jest fala zimna. Najniższa oczekiwana temperatura to -6 stopni.

Poranek. -2 stopnie w pełnym słońcu, błękitne jak nigdy niebo. Tubylcy na przystanku trzęsą się jak osiki. Magiczne zero przekroczone i nie trzeba udawać, że jest fine, choć zimno, ciemno i nie ma pracy. Co odważniejsi włożyli kurtki. Kobiety w czapach uszankach, krótkich puchówkach, kusych spódniczkach. Obcasy obowiązkowo, rajstop tradycyjnie brak. Reszta w febrze i cienkich T-shirtach.

- Co za okropna dziś pogoda! Jak zacznie śnieżyć, to nie wychodzę z domu.
- No, nie da się żyć. W ogóle z domu nie można wyjść, taki mróz. Idziesz dziś do pubu?
- Jak będzie padał śnieg, to nie ma mowy! W ogóle do samochodu nie wsiadam. 
- A wczoraj, jak się zgrzałam. Kupiłam orbitreka, wiesz. I ćwiczę od trzech dni systematycznie. Pierwszego dnia spaliłam 11 kilokalorii, drugiego 26, a wczoraj 48!
- A to dużo?
- To tyle co kromka chleba. Ale jestem z siebie dumna. No i od razu cieplej, że aż ogrzewania nie musiałam włączać.

U Bebe kaloryfery zaangażowane na pełny etat, a nieotynkowany dom emituje to ciepło w eter. Zamiast Wiewióra, w łóżku termofor, polar, długie spodnie, grube skarpety. Na głowie czapka, bo włosy stają z zimna na sztorc. W parku pustki. Bebe biegnie po zamarzniętych kałużach zapakowana w techniczny poliester. Cisza, jakby świat wstrzymał oddech pod obcą warstwą szronowego lukrem. W taką pogodę nawet wyspowe psy nie wychodzą na spacer.


°°° 
Konkursowe doniesienia: Nie ukrywam smutno mi. W kategorii blogi literackie już nie wygram. Pan Zygmunt Miłoszewski nominował inne blogi do nagrody głównej. Cieszę się bardzo, że w kategorii kultura nominowano Książki Zbójeckie. Danusiu, trzymam kciuki i zrób sobie na gali to zdjęcie z Żebrowskim, koniecznie!

Nie wszystko jednak stracone. Bebeluszek ma jeszcze szansę na tytuł Blog Blogerów. Dzięki Waszemu ogromnemu wsparciu, blog Bebe jest na 6 miejscu w rankingu. Aż zaniemówiłam dziś z wrażenia. W kilka dni o dwadzieścia oczek do góry! Jesteście niesamowici. Dziękuję to tak mało. Teraz to tylko utrzymać do 7 lutego, czyli końca głosowania. Dacie radę? Wierzę w Was.


Wasze głosy są teraz ważniejsze niż kiedykolwiek! Głosujcie, proszę.

Auto Post Signature

Auto Post  Signature