Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą United Colours of British Students. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą United Colours of British Students. Pokaż wszystkie posty

Lekcja czwarta: Kalambury reloaded

14.03.2012


Bebe gra w kalambury. Po ośmiu tygodniach odkryła, że nie tylko ze studentami. Niech Pani nauczy studentów, jak robić wystawy, żeby inni chcieli kupić albo chociaż spojrzeć na ich prace. Niech zrobią własną wystawę na koniec. Tylko proszę nie używać słowa wystawa. Ani nie mówić im, jak się to robi i czym. Historia wystaw, owszem. Historia jest ważna, można się wiele nauczyć. Gdzie będzie ta wystawa? Pracujemy nad tym. Dzwoniłam do kilku miejsc, ale żadne się jeszcze nie zgodziło. Przykro mi, że tak późno. Wiem, że koniec zajęć już za dwa tygodnie, ale wie Pani, musiałam pisać to podanie o dofinansowanie projektu. Skądże, nie dla siebie! Dla uniwersytetu. Studenci muszą wiedzieć teraz? Musicie uzbroić się w cierpliwość. Najważniejsze, żeby wyprodukowali prace. Nie, Pani nie ocenia ich prac. Wystawę, przecież już mówiłam, że wystawę.


Bebe zasłania się kagankiem oświaty przed sądem studenckiej frustracji. Cicho i gęsto. Nie, nie wie gdzie będzie ta cholerna wystawa. Tak, będzie ich za nią oceniać. Ile czasu będą mieli na wykonanie projektu? Nie wiadomo. Naprawdę staraMY się zdobyć miejsce na wystawę. RozmawiaMY, robiMY, dbaMY, PRZEPRASZAMy. Wielki wystawco i inni święci, dajcie im więcej niż pół dnia. Tak, Chinki nadal rysują pięknie.

Lekcja trzecia: Mistrz Shifu

16.02.2012


Tradycyjnie, punkt czternasta w sali wykładowej ani duszy. Bebe sobie myśli, że może też się zacznie spóźniać.

Jak już się łaskawie zabrali (siedmiu z dwudziestu zameldowanych), zaczęli czarować nowe światy. Bańki wstańki z miast, fale zaklęte w glinie, głowy tygrysów w kolorach podstawowych i pajęcze instalacje. Wszyscy wspaniali, wszyscy przestraszeni, że mogą popełnić błąd. Wahają się, tak a może siak, nie zdając sobie nawet sprawy, że nie ważne jaka to będzie decyzja, grunt żeby ją podjąć. Przejęci, jakby od tych projektów zależało ich życie i przyszłe szczęście. Bebe uśmiecha się do każdego, wyciąga srebrne nitki, pociąga delikatnie i patrzy z ciekawością na tą grę cieni. Każdy ma potencjał, trzeba tylko w niego uwierzyć.

- Proszę Pani, to co wybrać? Projekt mobilnego biura czy tradycyjną recepcję hotelu? Jak źle wybiorę, to nie dostanę później pracy.  

- Nie paniuj mi tu, czy naprawę tak staro wyglądam??? Spokój wewnętrzny, spokój wewnętrzny. Jestem kwiatem lotosu - myśli Bebe, a głośno w duchu zen dodaje - Wybierz to, co kochasz najbardziej.

Lekcja druga: Kalambury

8.02.2012
U Piotra G. idzie gładko, pięciu Polaków i jeden polski Hiszpan:



A Bebe wśród Chinek, jak po kolana w górskich zaspach. Chinki rysują pięknie, czarują nowe światy: cywilizacje zamknięte w bańki wstańki, fale zaklęte w glinie, głowy tygrysów w kolorach podstawowych. Ale cóż z tego, jak komunikacja przypomina wydeptywanie nowych ścieżek w świeżym śniegu. Jedna chwila nieuwagi i siedzisz uwięziony po pas w białym puchu. W butach mokro.

Jedna z Chinek pokazuje niedokończone figurki w szkle.
- Czy potrzebować artykuły już?
- Hmmm...tak musisz dokończyć jedną pracę i pokazać ją na wystawie.
- Nie, artykuły. Potrzebować artykuły?

Bebe błądzi, tabula rasa. Chinka od tygrysa robi przekład symultaniczny rodaczkom, a te systemem jarmarcznym, jedna przez drugą, zaczynają tłumaczyć:
- Artykuł, ossi, ossis! Jak poprzednio.

Chinglisz Bebe obcy. Jakie poprzednio, jak to mój debiut nauczycielski? Debiut, który skończy się niechybnie pedagogiczną śmiercią. Nawet migi nie pomagają.
- Przepraszam, ale nic nie rozumiem - Bebe przyznaje bezradnie.
- To do napisania to.

Ossi...ossi - Bebe szuka śladów.
- Esej! - zapala się żarówka, a Chinki z aprobatą kiwają głowami.- Ach esej! - Bebe chwyta się cienkiej nitki porozumienia - Tak musicie napisać esej. Dwa tysiące słów. Termin oddania za sześć tygodni.

Miny im zrzedły, cały wysiłek na marne. A można było zagrać kartę cudzoziemca i nic nie zrozumieć.

Lekcja pierwsza: Are you talking to me?

25.01.2012


W idealnym świecie
Bebe jest asystentką znanego profesora. Łaskawy profesor pozwala jej przygotowywać slajdy do śmiertelnie długich acz inspirujących wykładów. W przypływach dobrego humoru, profesor nie pojawia się na zajęciach i prosi Bebe o zrobienie wejściówki. Przerażeni studenci piszą w pośpiechu, a ona ocenia te peany sprawdzonym polskim sposobem. Kto spadnie na burko, ten zdaje. Na protesty odpowiada krótko: W życiu nie wystarczy sama wiedza. A potem dyskutują sobie płynną angielszczyzną o wyższości muzeum nad biblioteką. Niesienie kaganka oświaty na uczelni wyższej jest jak puszczanie mydlanych baniek, lekkie i przyjemne.

Dwa miesiące temu
- Słuchaj Bebe, roboty dużo nie będzie, bo to są studenci magisterscy a ty będziesz tylko asystentką Profesora Szkło - oznajmiła Profka Główna na odchodnym.
- ...więc ci nie zapłacimy, a ty spędzisz wolny czas na ocenianiu studenckich wypocin - Bebe domyśliła sobie peesie.
- Acha! Jest tylko mały problem, jedna ze studentek z Chin nie mówi po angielsku. Porozumiewamy się z nią za pomocą kartki.

Wczoraj
Punkt czternasta stała w różowych trzewikach i rajtkach w kwiaty, dzierżąc kaganek oświaty w dłoni. W ramach sali wykładowej przydzielono jej piwniczny kącik w pracowni ceramicznej, dwadzieścia krzeseł, projektor, a w gratisie radio w tle i walenie młotkami. W odległym końcu sali, młody Michał Anioł tworzył kolejnego Dawida, a Bebe miała prowadzić lekką filozoficzną pogadankę o sensie istnienia obiektów muzealnych.

Pięć minut później pojawiła się pierwsza burka, która w bez słowa zajęła miejsce w najodleglejszym rzędzie i zaczęła jeść trójkąty kanapek. Kwadrans akademicki bierze się tu dosłownie. Profesor Szkło pojawił się chwilę później, a za nim globalizacja: trzy Chinki, Greczynka, Turczynka, dwie Cypryjki, Syryjka i dwóch tubylców. Sukces: jedna trzecia przyszłości narodów przedstawiła się bez kartki. Dawid ma nosa.

Szkło ucieszyło się, że studenci raczyli wysłać przedstawicieli niemal połowy szczepu, rozsiadło się na tronie i przekazało pałeczkę Bebeluszkowi. Dawid ma prawą rękę.
- To może zacznijmy od omówienia tekstu - Bebe szykuje się do lotu - Co o nim myślicie? - Na sali zawrzało od tłumaczeń symultanicznych. Dawid nie ma ust.
- Nic? - pas startowy zdecydowanie za krótki.  
- Czy wszyscy mają tekst? - szelest kartek. Dawid nie ma uszu.
- Czy wszyscy mają tekst? - Dawid nie ma oczu.

Bebe jak ta stonka amerykańska, techniką obrazkową głosi słowo naukowe, gdy Chinka przerywa w pół zdania:
- Co tu być slymbo?
- Słucham?
- Co tu być slymbo? - powtarza Chinka.
- Symbol? - pomaga ruda Yam Yamka.
- Tak, slymbo.

Pięć godzin i dwa Dawidy później
Zanim Bebe padła na kolana przed ciałem pedagogicznym, które musi orać ugory każdego dnia, zdążyła wyjąć procenty z lodówki. Wasze zdrowie, ja wysiadam!

Za tydzień przyszłość narodów jedzie oglądać skarby stolicy. Za dwa tygodnie kalambury.

Auto Post Signature

Auto Post  Signature