Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

Czekoladowa kaszanka

23.12.2011


Wiewiór pracuje, a Bebe - curą domesticus. Miesza bigos przy teoriach socjologicznych interakcji. Z jednym okiem w notatkach z fenomenologii składa koślawe gwiazdy z papieru, które nijak nie chcą dorównać złotemu aniołowi origami autorstwa Wiewióra. Przeszła na dietę opartą o tubylczy wypiek świąteczny, co jej chyba nie służy, bo w rajtkach coraz luźniej. Pisze plany ukończenia wiekopomnego dzieła naukowego, a o północy robi świąteczne zakupy w pobliskim supermarkecie: połowa karpia z wytrzeszczonym okiem, tona twarogu homogenizowanego na sernik, mąka najbielsza na lazanię, nugat do dwóch pieczonych jabłek i najmniejsza kapusta w szpic na bigos. Jaka szkoda, że to święta we dwoje!!! - krzyczą geny polskiego dobrobytu stołowego.

Bebe oswaja poddaszowe gniazdo obrazkami z dzieciństwa i zdjęciami z wakacji, lustrem zawieszonym w sypialni i parą kolorowych miseczek. Wieczorami zdradza Wiewióra z ciałem profesorskim na Skypie. Ciało bowiem zdeterminowane jest silnie kaganek oświaty nieść nawet i pod samą choinkę! Jak to dobrze, że to święta we dwoje. - szepczą nerwy na niteczkach zawieszone. Tylko cynamonowych gwiazdek i waniliowych księżyców brak. Upiec własnych nie ma jeszcze na czym, a kupne w cenach zawrotnych po trzy i pół książki za kilogram.

Nic to, mama Wiewióra z prezentami przesłała chocolate pudding razy dwa, co Wiewióra wprawiło w osłupienie. W kraju jego przodków, zadziwiająco do bebeluszkowego podobnym, pudding to bowiem kaszanka. Czyżby kaszanka w wersji czekoladowej, czyli poslki salceson? Okaże się w pierwszy dzień świąt, który na szczęście Wiewióra jest dniem drugim, bo do otwarcia prezentów zostało mu już tylko jedno spanie. A że Święta odbędą się w stylu łączonym Wiewiór łata najdłuższe skarpety, żeby o świątecznym poranku zmieściły się w nich nie tylko pomarańcze.


Choinka z metra cięta przekracza zdolności budżetowe, w związku z czym Wiewiór wykazał się miłosierdziem i zaadoptował w supermarkecie chudą choinkę made in china. Plastikowe kulki vel poranna rosa na gałązkach gratis. Drzewko nie sięga mu nawet do kolan, a sztuczna ikra rybia sypie się, ku uciesze nowego ojca, na dywan suto, co objawia się charakterystycznym chrzęstem nadal dziurawą skarpetą. Wiewiór nowego członka rodziny ubrał odświętnie, opatrzył w perukę z anielskiego włosia, umieścił na piedestale z pudełka po ciastkach.  Jak to dobrze, że to święta we dwoje. - cieszy się Wiewiór myśląc o tych licznych studenckich razach bez drzewek, bliskich a nawet chleba z masłem. Z Bebe w ramionach wdycha święta przy blasku niemrugających lampek i chyba po raz pierwszy w życiu zaczyna je po prostu lubić.

Londyński zdjęciowy ciąg dalszy

9.12.2011
Zdjęciowy ciąg dalszy, tym razem w wykonaniu Bebe (studia w towarzystwie Maryli obligują do zrobienia użytku z własnych aparatów lustrzanych). Wyspowy Mordor zwany Londkiem Zdrój zaistniał na liście Maryli z trzech powodów: biznesu, zakupów i jedzenia.O tym pierwszym napiszmy tylko tyle, że gdy Bebe piła najlepszą Chai Latte w greckim bistro, Maryla zagościła na międzynarodowej scenie food-fotograficznej.
Jeśli zakupy w Londku, to na Oxford Street, którą to ulicę omijają szerokim lukiem co przytomniejsi mieszkańcy miasta. Pachnie tu wężową skorą, cenami do nieba, tłumem i pośpiechem. A nad tym konsumenckim rozgardiaszem błyszczą niczym nie wzruszone gwiazdy:

Gwiazdka pomyślności nad Oxford Street


Kiedy Maryla zmęczyła się nadmiarem dobra i brakiem zdecydowania w zakupie, a Bebe nabyła kolejną parę kolorowych rajtek (tych niebieskich z serii zdjęciowej numer dwa), nadszedł czas na kolejny punkt programu: jedzenie. A jak jedzenie to tylko w Mamuśce!

Najprawdziwszy, bo polski, i jedyny Bar Mleczny w Anglii!!!
Mamuśka to oaza polskości wśród chińskich bud w starym centrum handlowym przy stacji metra Elephant & Castle. Właściciel Anglik zakochał się w polskim wynalazku barze mlecznym i otworzył własny nad Tamizą. Dania główne za piątaka, desery za trojkę, surówki za jednego funta.W menu panteon polskiej klasyki kulinarnej: schabowy, pierogi z kapusta i grzybami, buraczki duszone, placki ziemniaczane, gołąbki, marchewka z groszkiem, kompot i mielone w sosie pieczeniowym. Gra polskie radio, na ścianach prace polskich artystów za granicą. Bywają tu goście tubylczy i zagraniczni, a dla tych co pierwszy raz jest nawet instrukcja samoobsługi:

Najfajniejsza jest notka o "lovely lady at the counter" :)
 

Tutaj ofiara Maryli:


Tym schabowym Maryla mogła zakryć całą twarz


A tu Bebe o głodzie w oczekiwaniu aż pani z okienka krzyknie: Numer dziesięć! Number ten! i postawi na blacie parujące z gorąca gołąbki utopione w pomidorowym sosie:

zdjęcie zrobiła oczywiście Maryla
 
Następny dzień zaczął się od nieporozumienia. W Stumilowym Lesie kupić można w każdej, nawet najbardziej dworcowej kawiarni, mleczne cudo pt. Latte Macchiato, które składa się z trzech warstw: mleka, kawy i mlecznej pianki. Każdą warstwę widać przez szklanki szybkę, a długą łyżką burzy się tą precyzyjną płynną konstrukcję. Na Wyspach caffe latte, to zwykła kawa z mlekiem. Pianki w niej jak na lekarstwo, a macchiato w stumilowej wersji ze świecą szukać. Możecie sobie zatem wyobrazić zachwyt Bebe na widok Latte Macciatto wyróżnionej na tablicy kulinarnych ogłoszeń we francuskiej kawiarni, do której wybrały się z Marylą na śniadanie. Bebe zamówiła cudo bez zastanowienia razem z tostami i jajkiem. Czekała niecierpliwie pocierając kolankami. A teraz wyobraźcie sobie bebeluszkowe rozczarowanie gdy kelnerka postawiła przed nią to:

Latte Macchiato po wyspowemu

Od katastrofy uchroniły ją tylko tosty z jajkiem, które zamiast suchych tradycyjnych kwadratów, okazały się smażonym chlebem z sadzonym podójnie. Sobotnie śniadanie w stylu Mamy Bebeluszka. Zapachniało domem....


Co się dostaje w Londku, gdy się zamówi Egg on Toast.



Zakupów część druga odbyła się na Regent Street (tuż obok Oxford Street). I o ile na Oxford Street Bebe wyłącza mózg po średnio dziesięciu minutach, by w rzece ludzi bezmyślnie dryfować między rzędami najnowszych trendów, tak na Regent Street Bebe doznała estetycznej ekstazy, a pobudzone szare komórki rejestrowały każdy szczegół. A wszystko przez jeden jedyny sklep: Antrophology. Gdyby tylko każdy sklep tak wyglądał, pachniał, czuł i brzmiał, Bebe mogłaby gotowa byłaby nawet polubić zakupy.W Antrophology znajdziecie ubrania, biżuterię, akcesoria, ale przede wszystkim naczynia i inne kuchenne wynalazki. Raj dla wizualnych nałogowców i Maryli, której kolekcja fotogenicznych kuchennych utensyliów jest już w pewnych kręgach słynna.Nawet Bebe musiała nabyć coś drogą kupna, cokolwiek. Padło na dwie miseczki, dla Wiewióra i dla Bebe. Jakoś łatwiej wydawać pieniądze na kogoś niż na siebie.

Bebe z miską. Foto by Maryla



Nawet trywialne miarki są w Antrophology fajne.

Ciekawskie Futrzaki. Antrophology.

Wielofunkcyjne ekologiczne papierowe nakrycia do stołu. Dzieciakom będzie się po tym też dobrze rysowało.

Szufladowy Mondrian.








Bebe zamawia taką do pr

Na koniec szybka wizyta w największym sklepie z zabawkami, gdzie sama autorka Harrego Pottera kupiła prezenty swoim dzieciom ze pierwszą wypłatę za bestseller wszechczasów. Jeśli Bebe dochrapie się kiedyś potomka, dla jego własnego zdrowia psychicznego, nie zabierze go w to miejsce. Mali Ludzie dostawali kociokwiku wśród kolorowych alejek po sufit wypełnionych tym, czego dziecięca dusza nawet nie potrafi zapragnąć. Chłopczyk w niebieskim sweterku w paski rzucił się na ziemie w płaczu o gigantychną lokomotywę. Dziewuszka w różowym wrzuca do basenu z rybkami figurki smerfów. Bliźniaki nieopatrznie zgubione przez rodzicielski wzrok wpychają do pyzatych buź kolorowe cukierki. Klowni czarują popisowe sztuczki, dziewczęta ze skrzydłami rysują magicznymi kredkami świąteczne kartki. Kupić można roboty, latające wróżki a nawet replikę różdżki Harrego Pottera, czym koło czasu zatacza krąg. A w tym wszystkim wyspowe, tradycyjne, melancholijne misie:



I ostatni widok na świąteczną ulicę. Gdyby był tam Wiewiór, już całowaliby się z Bebe pod tą gigantyczną jemiołą!

Carnaby Street w świątecznym ubiorze.

W pociągu powrotnym surrealistycznie. Zaczęły nastolatki po prawej, za nimi panie pod pięćdziesiątkę z przodu i chłopaki z wesela na tyłach wagonu. Aparat w wyciągniętej ręce, cheese i flesz! Istna zbiorowa histeria zdjęciowa z ręki. Maryla i Bebe nie chciały być gorsze:

Maryla i Bebe w pociągu relacji Londek Zdrój - Kraina Yam Yam

Mama Maryli jest Polką. Choć Maryla po polsku nie mówi, to odziedziczyła polską cechę narodową jaką jest gest. Dwa i pół kilo małży w sosie pomidorowo-winnym stoi na kuchence Bebeluszka. Dwa i pół kilo, bo Maryla bała się, że będzie za mało. Maryla już w Stumilowym Lesie wyprowadza swojego mopsa na spacer, a Bebe nadal smakuje:

Radosna twórczość Maryli w kuchni: Małże w sosie winno-pomidorowym z porem i szczypiorkiem.

°°°
Do spotkania z Wiewiórem zostało 5 spań.
Hip hip hurra!

Niskotłuszczowa errata

2.12.2011
Poprzedni post wywołał wzburzony odzew wśród polskich czytelników, którzy oskarżyli przeciętnego mieszkańca Wysp Brr o analfabetyzm i arogancje żywieniową. Bebe musi jednak, gwoli sprawiedliwości, przeciętnego Wyspiarza wziąć w obronę. Zwłaszcza jeśli jest nim matka dzieciom na podwójnym domowo-karierowym etacie. Gdyby się dobrze przyjrzeć, Matka Wyspowa niewiele różni się od przeciętnej Matki Polki. Może tylko tym, że pod szkołę dzieci podjeżdża lewą stroną ulicy. Matka Wyspowa, jak każda matka, nie chodzi po zakupy. Ona po zakupy wpada lub leci. Bebe bez potomka nie ma czasu na czytanie każdej etykiety a składy podobnych produktów porównuje raz od wielkiego dzwonu, a co dopiero taka Matka Wyspowa.

Należy jeszcze wyjaśnić, że mieszkańców Wysp Brr tłuszczem zastraszono. Poszło to całkiem łatwo, bo na wyspach wszystko tłuszczem ocieka: kuchnia, potrawy i a zwłaszcza mieszkańcy. Z wybuchem epidemii otyłości na pierwszy ogień poszedł główny podejrzany, czyli tłuszcz. Jesz tłuszcz, jesteś tłusty - głosi złota formuła. Strach to dobry biznes, a produkt z napisem "low fat" oraz "0% fat" sprzedają się na Wyspach Brr znakomicie.

Rewolucja żywienia nie dotknęła jednak cukru, którego na Wyspach dosypuje się radośnie do wszystkiego, jak glutaminianu sodu do zupek chińskich. I tak w przeciętnej sieciowej kawiarni dostaje się automatycznie kawę z mlekiem odtłuszczonym, ale suto posypaną czekoladowym proszkiem z dodatkiem cukru. Na pytanie czy można dostać tą samą kawę z normalnym mlekiem (czytaj pełnotłustym), pracownica kawiarni z pobłażliwym uśmiechem wyjaśnia, że firma kawiarniana postanowiła zadbać o zdrowie klienta i wybrała za niego to, co dla klienta najlepsze. Dziwne tylko, że dla każdego klienta to samo jest najlepsze, czyli mleko odtłuszczone, a nawet i 0%. Dobrze, że Bebe jako arystokratka pija kawę z sojowym substytutem, który występuje tylko w jednej tłuszczowej formie.

Na szczęście dla polskich rodaków urodzili się w kraju, gdzie strach sieją słowa "konserwanty" i "sztuczne dodatki". Wiedzę o naturalnym, organicznym odżywianiu ssali już z mlekiem matki.Matki Wyspowe takiego szczęścia nie miały, wzrastając tłusto na strachu przed tłuszczem, a nie barwnikiem nienaturalnym.

Rogale

19.11.2011
Rogal Marciński z cukierni "U Nanuśki", czyli prosto z Hiszpanii.

Czerwona kartka z wezwaniem na pocztę paczkową leżała na półce przy schodach już od środy. Poczta paczkowa jest zdecydowanie nie po bebeluszkowej drodze, czyli po drugiej stronie miasta. Zwłaszcza, że ciało pedagogiczne w swej spontanicznej dobroci dało Bebeluszkowi przyzwolenie na pierwsze w życiu godzinne przedstawienie naukowe przed studencką gawiedzią. Przejęta, by się z kagankiem oświaty nie potknąć, Bebe o czerwonej kartce zapomniała. 

Jestem oazą spokoju. Jestem oazą spokoju - Bebe instaluje swój komputer przy lektorskim pulpicie - Po cholerę trzęsą mi się uda???? Przecież jestem oazą spokoju! Bebe włącza prezentację i czyta na głos tytuł, zastanawiając się przy tym, dlaczego właśnie teraz zaschło jej w ustach. Wdech, wydech. Patrzy w studenckie twarze w rządkach przed sobą. Twarze znudzone, zmęczone, zainteresowane, nieobecne, pilne, uważne. Twarze bynajmniej nie wyspowe! Tubylców można policzyć na palcach jednej reki. Reszta to Niemcy, Chińczycy, Rosjanie, Kenijczycy, Irańczycy i Banglijczycy. Nie do pomyślenia w Polsce! Co czyni yam yamski uniwersytet tak popularnym wśród zagranicznych studentów? Czyżby żaden tubylec nie.... - dalsze rozważania przerwała złośliwość rzeczy martwych, czyli brak obrazu w przykładowym filmie. §$%&/#!!! - Bebe uśmiecha się przepraszająco i trzęsącymi się rękoma restartuje prezentacje. Po wykładzie fala pytań - Studenci to nie publiczność konferencyjna, na te pytania jest odpowiedź. Po wykładzie, zamiast jabłka, na lektorskim pulpicie Bebe lista adresów mailowych zainteresowanych projektem osób. Powtórka z rozrywki pedagogicznej w lutym. Jestem oazą spokoju. Jestem oazą spokoju.

Do wczoraj dołączyła do czerwonej kartki jeszcze jedna, co oznaczało, że to pilne.  
Na poczcie paczki trzy: dwie duże, szare i jedna mała, ale bardzo kolorowa. Bebe zaczęła rozpakowywanie od tej ostatniej.

Nanuśka w dalekiej Hiszpanii, kultywując świecką poznańską tradycję, dokonała wypieku rogali (niemal) Marcińskich, bo bez certyfikatu. Niefortunnie pochwaliła się owym czynem w wirtualnej rzeczywistości, która zemściła się na niej w postaci głodnego nowych wrażeń kulinarnych Bebeluszka. Nanuśka pożałowała samotnego stworzenia na deszczowej wyspie. Zapakowała dwa rogale w folijkę i pomarańczowe jak słońce serwetki (bo Nanuśka, jak Bebe, nie profanuje żywności błękitem). To wszystko zamknęła w różowym pudełku wykładanym tanią miłością w serduszka i posłała do góry. 

Kolorowy papier z naklejką "Pilne" i napisem "Cukiernia u Nanuśki", wylądował w niecierpliwych strzępach na podłodze. Jak miło, że komuś się chciało chcieć! Jak miło, że Nanuśce się chciało! W środku dwa rogale marcińsko-hiszpańskie domowej produkcji z zaklęciem: "Żeby ci poszło w cycki". Bebe zjadła i czeka na efekty. 



Mały niebieski talerz

15.11.2011
Od zeszłego czwartku Bebe czeka, aż naczynia same się zmyją. Każdego ranka sprawdza podmiot badawczy, który wykazuje niestety niepożądane tendencje rozrostowe. Mogłaby poczekać jeszcze dzień dłużej, żeby był okrągły tydzień, ale śniadanie w obliczu błękitnego talerzyka przekracza progi wszelkiej tolerancji. Czarny kwadratowy z białymi w kolorowe kropki urządzają pool party w zlewie. Niebieski, ostatni z czystych, zdecydowanie nie zachęca do konsumpcji razowca z pomidorami.

W pierwszym dniu zadomawiania się w Krainie Yam Yam, Bebe musiała podjąć ważną decyzję: majtkowy niebieski czy rozmemłany beż? Tubylczy supermarket oferował tylko dwie opcje taniej porcelany Made in China. Bebe w beżu zawsze wyglądała blado, padło zatem na błękit. Dopiero później Bebe dowiedziała się, że:


"A jaką rolę odgrywa w tym wszystkim mały niebieski talerz? To proste. Porcja nałożona na mały talerz wydaje się znacznie większa od dokładnie takiej samej leżącej na dużym talerzu. W ten sposób oszukujemy nasz mózg, który po porcji jedzenia na małym talerzu jest bardziej syty. Umysł można oszukać też kolorem. Uczucie sytości pojawi się szybciej na niebieskim talerzu, bo niebieski hamuje nasz apetyt." (deri, fakt.pl,22.07.2011)

Niebieski jest małym, śniadaniowym talerzykiem. Jedzenie nałożone na niebieski nie wykazuje właściwości magicznych i nie pomnaża się w oczach: deska z dżemem pozostaje deską z dżemem. Sztuk jeden. Deska z dżemem zjedzona z niebieskiego nie syci bardziej niż z białego w kropki. Deska z dżemem generalnie nie syci. Niebieski nie powstrzyma też Bebeluszka od spożycia owej deski z dżemem, a w przypadku głodu nawet i pięciu, i zasmażki. Nie takie numery z bebeluszkowym narządem dowodzącym. Ale, jedzenie na niebieskim do przyjemnych przeżyć estetycznych nie należy, co powoduje skrócenie średniego czasu konsumpcji o połowę (niebieski to po prostu kiepskie tło). Ciekawe co na to amerykańscy naukowcy? Czy wyjątek potwierdza regułę?

°°°

Żelki Jelly Babies | http://nicksayswhat.co.uk

Na dokładkę mądrości Wiewiórowe, czyli randki na Skypie wieczorową porą:

Wiewiór: Znasz Jelly Babies?
Bebe: Te żelki w kształcie dzieci?
Wiewiór: Tak. Przeprowadzili badania na temat: w jaki sposób ludzie jedzą Jelly Babies.
Bebe (w myślach): Ja odgryzłabym najpierw głowę.
Wiewiór: Mężczyźni zjadają Jelly Babies w całości, a kobiety (zwłaszcza wielodzietne matki) odgryzają im najpierw głowy!
Bebe (w myślach): Uff..to .znaczy, będę dobrą matką!

Bengalska bania

4.10.2011
Bengalski wieczór pod mrugającą jarzeniówką skończył się wielką banią.

W Bangladeszu panuje prohibicja, która dotyczy tylko autochtonów. Żeby pić alkohol, trzeba mieć licencję, coś na kształt prawa jazdy. Tato Rezwany, dzięki politycznym machinacjom, dostał zieloną kartkę od lekarza, bo procenty służą mu na serce. Pijemy zatem za jego zdrowie. W Bangladeszu whisky jest jak piwo w Polsce, najbardziej popularne. Łatwej to pić potajemnie. Pierwsze w życiu Rez czerwone wino wytrawne smakuje jej na tyle, że butelka świeci dnem w ekspresowym tempie. Dobrze, że jest jeszcze chilijskie różowe.

Rez opowiada dalej jedząc palcami ryż z mięsnym sosem; jeśli może, nie używa sztućców. Bebe udaje że to normalne i siłą woli powstrzymuje się, by jej te place nie zahipnotyzowały.

Rezwana, pod pretekstem edukacji na nowojorskiej szkole prawa, uciekła z kraju przed zaaranżowanym małżeństwem. Chciała być artystką, więc po roku w Stanach przyjechała na wymianę do Yam-Yamowa. I tak już mieszka tu od sześciu lat.

Na stole mała kolacja dla dwojga: dwa półmiski z mięsami w ostrych, tłustych sosach, ryż z migdałami i warzywne pakory. A na deser yam-yamowym już zwyczajem marchewkowe ciasto i hity bengalskie lat 60tych. Ze względu na bebeluszkową promocję zdrowia, Rezwana podobno powstrzymała się ilościowo, do ciasta dodała tylko jedno jajko, a jagnięcina jest z ziemniakami zamiast bez.

W poniedziałkowy poranek Bebe obudziła się w łóżku z kacem. Kacem potworem, kacotworem. Kanapki słowne najlepiej smakują na bani. Bengalskie jedzenie, mimo niewątpliwej kaloryczności, nie dorównuje magii ukraińskich podkładek z chleba, słoniny, czosnku i pietruszki. Bania niedzielna jest do bani, zwłaszcza gdy w poniedziałkowy poranek trzeba się spotkać z profesorem.

p.s. 
Bebe zgłosiła bloga do konkursu literackiego. 
Oprócz jury, głos mają też internauci. Jedną z nagród jest publikacja w formie książki lub e-booka. Zapraszam wszystkich przyjaciół Bebeluszka do klikania, wspierania i przesyłania wieści dalej. Może sen o Bebe w origami z papieru i liter jednak się ziści. Głosowanie odbywa się tutaj:

p.s.s.
Do Wiewióra 19 spań.

Kontynentalne śniadanie. Czyli jakie?

26.09.2011
Podróżnik w Krainie Yam-Yam do wyboru ma dwie śniadaniowe opcje.

Pierwsza, to śniadanie wyspowe. Z dziada pradziada przekazywana tradycja mozaiki układanej misternie z krótkich szarych kiełbasek, oberżynowych krążków kaszanki, różowo-białych wstążek bekonu, jajek w koszulkach lub całkiem nagich, bladej fasolki w czerwonym sosie, połówek pomidorów i pieczarek usmażonych na głębokim oleju oraz trójkątów tostowego chleba. Wszystko na największym talerzu (nota bene w reszcie Europy zwanego obiadowym), bo dzieło wyspowej sztuki kulinarnej potrzebuje przestrzeni.Także żołądkowej.

Dla tych z mniejszą przestrzenią wewnętrzną jest jeszcze opcja druga, to tak zwane śniadanie kontynentalne. Kontynentalne, czyli jakie? Podobno europejskie. Wysp Mglistych i Deszczowych bowiem z Europą nie należy mieszać.Może stąd yam-yamowe wyobrażenie o składnikach pierwszego posiłku na starym kontynencie ograniczających się do:
- owoców z puszki w syropie (ewentualnie, aczkolwiek niechętnie, odmrażanych malin, świeżego banana, rodzynek lub wodnistych truskawek z Chile),
- płatków śniadaniowych - najlepiej kukurydzianych, oblepionych miodem i kolorantami kulek, lub tubylczych prasowanych w brązowe podeszwy otrębów,
- mleka beztłuszczowego (bo tłuszcz tuczy, w przeciwieństwie do cukru) oraz beztłuszczowych, wysoko-słodzonych jogurtów owocowych.
- No i oczywiście trójkątów z chleba tostowego, wzbogaconych solonym masłem i marmoladą pomarańczową z mini plastikowych opakowań.

Z obserwacji wynika, że przeciętny Yam-Yam, żywi się ową wersją śniadania kontynentalnego na co dzień, a tradycyjną mozaiką kiełbasianą od święta. Posiłki zwykle spożywa w towarzystwie porannej telewizji, wszędzie ale nie przy stole.

I tak cały naród żyje w nieświadomości urokliwych rodzinnych celebracji mlecznej zupy, sera, świeżych bułeczek, rogalików maślanych, jajecznicy na kiełbasie, kanapek z szynką i papryką, kakao, kawy inki, placuszków z jabłkami, twarogu ze szczypiorkiem, bagietek, kaszy manny z sokiem.....i czego jeszcze podniebienie zapragnie.

alternatywne menu wielkanocne

24.04.2011
Niedziela Palmowa
zamiast palmy
drapanie w gardle ignorowane rzetelnie, bo przecież nie ma czasu na takie pierdoły

Wielki Piątek
zamiast staropolskich cięć dietowych
cięcia w wolnym czasie i ilości snu

Wielka Sobota
zamiast biegu z koszyczkiem i ostatnimi zakupami
152 minuty foresta w plenerze, wstającej duchocie i słońcu
w ten sposób, podobno, bebe przebiegła swój pierwszy w życiu półmaraton
biegać jest bosko!

na wieczór, pierwsze Alleluja!
czyli stan podgorączkowy

Niedziela Wielkanocna
zamiast białej kiełbasy i mazurka przy rodzinnym stole
fervex, czosnek i tabletki szałwiowe.
herbaty nie będzie, bo nie ma komu zaparzyć.

Lany Poniedziałek
chociaż ta tradycja zachowana,
babodni w toku.

Wtorek poświąteczny
zamiast płaczu i zgrzytania zębów nad wyrokami szklanej małpy oraz mocnych postanowień poprawy przed nastaniem lata
dietowe zen, panna szklane oczko na wakacjach w szafie do 3 maja i tylko 8 spań do wykonania

°°°
mimo wszystko bebe życzy wszystkim lepszego scenariusza.
niech wam będzie cieplutko i stadnie


howk!

matka angielka

3.10.2010
baja to matka polka. ta co miłość wyraża jedzeniem. bebeluszkowa matka też polka. ale nie umie gotować. o jakości jej wyczynów kulinarnych świadczy najlepiej fakt, że ulubione potrawy bebeluszka pochodziły ze stołówki szkolnej. naleśniki z serem. fasolka po bretońsku. i niewątpliwy zwycięzca: potrawka z kurczaka z groszkiem i marchewką. za to wyroby drożdżowe, zwłaszcza smażone to specjalność bebelusykowej matki. bebe wychowała się w pączkowo-racuchowym raju!

a jak wyraża miłość matka angielka? bebe poznała jedną. matkę watsona. małą okrągłą kobietkę z krótko-ostrzyżonymi czerwonymi włosami i ukochanym śnieżnobiałym terierem pod pachą. matka angielka wita swe dziecko z szeroko otwartymi ramionami. po czym przytula je nieskończenie długo, zapewniając o swej miłości w sposób werbalny i taktylny. po czym to samo czyni z każdym przybyłym gościem. bebeluszek też miał zaszczyt utonąć w miękkości jej ramion. w pokojach posłane łóżka. na każdym wezgłowiu pachnący czystością ręcznik, a na nim mini-czekoladka i żel pod prysznic w kształcie kłapouchego (obiektu platonicznej miłości watsona). matka angielka zabiera swe dzieci do kina. a potem odwozi je do pubu wciskając im na odchodne papierki na taksówkę i piwo. sama wraca do domu, by sobotni wieczór spędzić na przygotowaniach niedzielnego obiadu. lub nie. bo matce angielce może się nagle odechcieć. wtedy bez wyrzutów kładzie się w swym królewskim łożu i czyta kolorowe pisma. a następnego dnia, na pytanie co na obiad, odpowiada beztrosko: "fish & chips!". matka angielka może sobie na to pozwolić. w końcu po to kupiła dom nad morzem. świeża ryba najwyższej jakości, choćby okryta najgrubsza warstwa panierki, nie umniejszy nikomu. a ryby owe są półmetrowe. konia z rzędem temu, kto podoła całości! i tak w niedzielne wczesne przedpołudnie cała rodzina watsona (plus bebeluszek), siedzi przy stole wśród szarych papierków zdobionych fantazyjnie plamami tłuszczu. w obiegu sól, majonez i pure z groszku. aż im się brody świecą!
tradycyjna matka polka umarłaby ze wstydu. matka angielka umiera ze śmiechu. ryba i frytki to przecież tradycja.

słono czyli diety paluszkowej ciąg dalszy

5.08.2010
należy się errata. dieta paluszkowa to nie jest dieta cud. bebeluszkowe klepki, może z powodu upałów lekko poluzowane, ale jeszcze na swoim miejscu. dieta paluszkowa jest tylko dla ludzi chorych. głównie tych ze schorzeniami jelita, lub (jak bebeluszek) z grypą żołądkową spowodowaną nader wymagającym zarazkiem. zarazek trafił się vipowski. przez 2 dni tolerował jedynie paluszki z solą o obniżonej zawartości tłuszczu i wodę. teraz mu się znudziło i domaga się kleiku. wiewiór dzielnie rozgotowuje. co się da. głównie ryż. od dziś też warzywa. delicje te warzywa. takie mokre! bebeluszek pławi się w tej mokrości. właściwie produkcja mokrości w bebeluszkowie ostatnio nadwyżkowa. bebe najchętniej dryfuje. głównie na falach mórz słonych. gdzieś między archipelagiem niespełnienia i wyspami czarnej rozpaczy. przykryta zielonym kocykiem rozmyśla nad istotą swej bebeluszkowatości i czeka na przychylne wiatry. bosman wiewiór dmucha lekko w bebeluszkowe żagle, zmienia kierunek na przylądek dobrej nadziei  i szepcze "powiosłować?"

entliczek mętliczek

7.07.2010
entliczek pętliczek a w głowie mętliczek......bebe-kawalątka poturlały się po kuchennej podłodze.....bebeluszek zbiera potłuczone kawałki, niezdarnie układa je w całość....lepi masłem z musztardą...nawilża plasterkami ogórka i pomidora.....przykłada okłady z sera żółtego, fety i szynki....podmalowuje czekoladą, orzeszkami i lodami jogurtowo-truskawkowymi....

bebe jak obraz picasso....niby ten sam....a lekko odmieniony...brzuch jak kilimandżaro....oczy jakby większe a może tylko opuchnięte....bebe oblizuje łyżkę po maśle orzechowym....patrzy przez okno na otaczający las.....podnosi się z trudem z podłogi...wkłada trampki.....i zaczyna biec. w każdym kroku pewna ostateczność. jakby ten bieg miał wszystko zmienić. a przynajmniej coś. kolano podparte dobrą techniką nie skarży się bólem. pot kropelkami toczy się słodko po twarzy.....w żyły z waty cukrowej i salami wlewa się powoli życie.......po godzinie rauszu w słońcu, zieleni i wietrze bebe staje na górce z widokiem w dal i wie. jutro. jutro nie będzie lepsze. ani nowe. ani inne. jutro będzie jak zawsze. bebe, jak co rano, tuż po przebudzeniu wypije szklankę wody z cytryną i rzuci się w dywanową poniewierkę. jutro  będzie codzienniejsze. bebe będzie robić swoje. chudnąć i hodować pseudo kaloryfery na wałkach. bebe będzie piękna i baaaaardzo atrakcyjna. bebe dojdzie do celu. hołk!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature