Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening. Pokaż wszystkie posty

Halny i kosmici

11.09.2011
Podobno kiedy w ojczystych górach wieje halny, w Krakowskich urzędach wzrasta ilość petentów, których zaatakowali kosmici. Kiedy na Wyspach Mglistych i Deszczowych wieją resztki amerykańskich huraganów, potencjalni petenci kryją się w domach z bawarką i maślanymi ciastkami, a kosmici lądują na polach uprawnych i golfowych.

Całe rzesze kosmitów, przebranych stereotypowo za golfistów w białe polo, kratki i czarno-białe buty,  przyglądały się dzisiaj żelaznym pośladkom Bebeluszka, którego trasa biegowa przecinała się z trajektoria lotu białych pocisków luksusu.Szczerzyli się w idealnie białych uśmiechach, machali przyjaźnie, rzucając od czasu do czasu sprośnym słowem na huraganowy wiatr.

Za polem golfowym jest las, a za nim oznaczona ścieżka pieszych wędrówek, wiodąca przez przez romantyczne wyspowe pola. Byłaby to idealna trasa dla biegacza amatora na długi relaksujący niedzielny bieg, gdyby nie fakt, że ścieżkę przez lato teletransportowano w odległe miejsce planety Ziemia, pozostawiając w zamian świeżo zaorane pole a na nim, dla pewności, kosmitę w zielonych gumowcach uzbrojonego w widły.

Pamiętając, że za zaoranym polem jest dróżka prowadząca do bocznej drogi, Bebe ruszyła ochoczo w takt empetrójki. Na co Kosmita, jak ożywiona Statua Wolności, wyciągnął widły w niebo i przyjaznym inaczej głosem nakazał bebeluszkowy odwrót wskazując drogę na autostradę. Nie chcąc zmieniać ambitnych planów sportowych i narażać się na golfowe gradobicie, Bebe z duma odwróciła się na pięcie i pobiegła przez ściernisko do drogi szybkiego ruchu.

Na szczęście drogowy architekt w szale aktu twórczego, zaplanował kawałek asfaltu jako drogę dla zabłąkanych pieszych. Trakt ten stóp nie zaznał już dawno, przykryty gęstwiną z koniczyny i pokrzyw. Samochody świszczały łamiąc limity prędkości, a Bebe przekraczała limity własne uprawiając bieg przełajowy przez chwasty i mrucząc polskie wyrazy braku uznania dla galaktycznych gości. Jak w kiepskiej komedii, zachmurzyło się pięć minut później. Zabłąkanemu biegaczowi nawet i deszcz w oczy. Z planowanej rekreacyjnej godzinnej przebieżki, zrobiły się niemal dwie. A teraz, jak inni potencjalni petenci, Bebe zwija się pod kocem z herbatą i ciasteczkami.

W niedziele niestety yam-yamowe urzędy są nieczynne.

Okrak

17.06.2011
Legendarna Tamilee, co zawsze chce mieć takie ciało, przypięła się diodami do ekranów komputera.
Pan w kiltu z poważną miną sprawdzał każde mrugniecie jej napompowanych mięśni.
Z tego tańca drżeń Tamile ułożyła misterny plan tortur.
Zamiast pójść do fryzjera, zaczaiła się na biurku Bebeluszka.
Tuż za stosem papierów wysoce naukowych.
Czekała tak na Bebe od grudnia....do przedwczoraj.

Od wczoraj zatem Bebe chodzi okrakiem. Okrak jest uparty i nie odpuszcza mimo magnezu i innych cudów nowoczesnej medycyny z kąpielami w olejkach eterycznych włącznie.

Wniosek: Gdyby nie zwały tłuszczu, zawodnicy sumo mieliby dziurę między udową i kubańskie pośladki na wysokości nerek.

Tamilee macha lekceważąco ręką z ekranu i obiecuje Bebe TAKIE ciało,
O ile  przysiady sumo będzie powtarzać co drugi dzień.....
O ile.

jak feniks z popiołów

14.03.2011
bebe zniknęła w piątkowe popołudnie. odnaleziono ją dzisiaj rano z sucharkiem w ręku. o uprowadzenie podejrzewano najpierw marchewkę z supermarketu. ta ma jednak alibi w postaci samego zdrowia. cień zarzutów padł na wodę. w duecie z cytryną, pod przykryciem nawilżania nawiedziła bebeluszkowy żołądek tuż przed tajemniczym zaginięciem. dochodzenie dowiodło, że każde ponowne spotkanie z H2O, nawet w przebraniu herbaty ziołowej, wzbudzało gwałtowny sprzeciw bebeluszkowych wnętrzności.

dzisiaj przeprowadzono ostateczny eksperyment. bebe nawodniona wodą butelkową marki volvic, nie doznała dolegliwości ubocznych do czasu stanięcia usto w brzeg pasiastego kubka z herbatką zdrowotną zaparzoną z wodą z tubylczego rurociągu.

na czas rekonwalescencji zaleca się abstynencję z lokalną przedstawicielką płynu życia. bebe wraca do siebie. oczu jeziora zakrywa przeciwsłonecznym okularem i, jak ten feniks powstały z popiołów, snuje skrzętnie nowy plan. plan 60-dniowy. plan tu i teraz. plan bez głaskania po główce. plan ostra jazda bez trzymanki. w przyszłym tygodniu bebe będzie się cyfrowo starzeć. to zobowiązuje. czas zatem odmłodnieć. choćby fizycznie.

na dobry początek film, który bebe ogląda w chwilach zwątpienia.ku pokrzepieniu muskułów serc!
jeśli chcesz coś zrobić, jedyne co musisz zrobić to: to zrobić!



jeśli on może, to i my możemy*.
mniej gadania, więcej działania!
foki na start! zaczynamy tu i teraz!

to mówił po trzykroć upadły,
a jednak powstały
prezes śledziowy
z zadrapanym kolanem acz piersią do przodu.

howk!

*120 funtów to ok.55kg

restrukturyzacja

19.07.2010
gruntowna analiza emocjonalno-behawioralna wykazała, że bebe bez biegania żyć nie może. od kiedy zabronili bebeluszkowi biegać, bebeluszek nie może się pozbierać. zgubił gdzieś różowe okulary. świat smakuje jak owsianka na wodzie. nowe zabawki i gry nie cieszą. coraz więcej dolin i cieni. bagaż brzuszny coraz cięższy.....bebeluszek całymi dniami tylko by się huśtał....bujał...w tą i we w tą...w górę i w dół....w kołko i po kwadracie.....nawet wiewiórowy anioł tego nie zniesie.

dieta 1000kcal bebe też nie służy. tysiąc przyjaźni się z chronicznym głodem. zwłaszcza z tym wieczornym. kompulsy też z nim chętnie przebywają. bebe na to nie stać. kasowo i wagowo. bebe chce jednak do celu.

bebeluszek chciał jeść zdrowo i świeżo. ustawił sobie, że umie gotować, zwłaszcza z podstawowych produktów. po trzech tygodniach w oparach kuchennych bebe stwierdza, że zdecydowanie za dużo z tym zachodu. bebeluszek istota minimalistyczna. sprawdza się zasada trzech es. szybko, sprawnie, smacznie. a mrożonkę zawsze można zastąpić świeżym.

stwierdziwszy powyższe, bebeluszek oficjalnie wprowadza plan naprawczy:
1. bieganie co drugi-trzeci dzień. na początek po jedyne 30min, lekkim truchtem. utrudnienia i wydłużenia będą wprowadzane w zależności od kolanowego samopoczucia.

inne ćwiczenia w zależności od chcenia: lecznicze kolanowe + jezioro z rana jak śmietana + badminton  dla początkujących z wiewiórem + a6w po raz kolejny + hula hopy i inne sprzęty + rower dziadek + pilates i inne zajęcia grupowe

2. zmiana ustawień diety na 1300-1500kcal

3.wybór posiłków dla zdolnych inaczej kuchennie i czasowo

przy spadku minimalnym 100g na tydzień już za 47 tygodni bebe będzie u celu. czerwcu 2011! trzymaj się krzesła! bebeluszek nadchodzi!

dylematy wagowe

10.07.2010
waga wyspowa jest yam-yamowo wyluzowana. na każdym łazienkowym kafelku pokazuje co innego. na tym jednym wybranym, wyświetlaczem do drzwi, ostatniego dnia przed wyjazdem pokazała bardzo chude 60,7. waga wiewiórowa jest rodowita niemką. dokładną, systematyczną i do bólu bezpośrednią. nie wpływają na nią okoliczności środowiskowe ani stopień horyzontalności podłoża. niemiecki constans.po przyjeździe bywało różnie. komplusowo przede wszystkim. poza tym @ znowu wody zbiera. niemiecka dokładność bezlitośnie pokazała wczoraj 64,6kg. i komu wierzyć???!!! po chwilowej konsternacji bebeluszek stwierdził, że bierze to wszystko dzielnie na klatę. i wykonując kalkulacje alpejskie na mięśniach mózgowych obliczył, że przy planowanym minimalnym spadku tygodniowym 100g, już za 56 tygodni będzie u celu swych marzeń! czyż to nie pocieszające?! bebeluszek nie będzie pajacował. bebeluszek będzie robił swoje. i starał się o tygodniowe spadki minimalne. lipcu 2011! bebe nadchodzi!

krębosłup ma się lepiej. po nocy z prawie-omdleniem w łazience. po zawiłych snach z bają w roli głównej. na twardej sofce z dala od słodkiego wiewiórowego chrapania. bebe sturlała się na dywan. wóz albo przewóz. ruchem ślimaczym bebeluszek zaczął naśladować ruchy guru pilatesu. wszystkie pozycje do wykonania. wszystkie oprócz oczywistych pozycji relaksujących.....profesjonalny opis "pozycji dziecka" poucza:

"W klęku podpartym (kolana pod biodrami, dłonie pod stawami barkowymi) przenieś pośladki do tyłu i „posadź" je na piętach, a tułów „przyklej" do ud. Czoło możesz oprzeć na środku, przy kolanach, lub obrócić głowę lekko na bok. Przenieś ręce wzdłuż podudzi, obracając je wewnętrzna stroną do sufitu. Pozostań w tej pozycji przez kilka pełnych cykli oddechowych. Ćwiczenie świetnie rozluźnia całe plecy, rozciąga kręgosłup i ogólnie relaksuje."
bebe siedzi na podłodze prosta jak drut. przyklejenie tułowia udaje się w 20%....oparcie czoła na podłodze wydaje się niemożliwością. wdech...wydech....wdech...wydech....wdech...wydech....bebe powoli opuszcza tułów w dół. ból promieniuje lekko..... wdech...wydech....wdech...wydech....bebe coraz niżej...niżej....wdech...wydech....wdech...wydech...do relaksu jeszcze daleko...wdech...wydech....wdech...wydech.....15 minut później bebe leży z czołem na podłodze.....ból zaczyna ustępować....mięśnie się rozluźniają......bebe leży tak....wdech...wydech....wdech...wydech....i myśli......i jak ja teraz wrócę do pionu???

terapia bólowo-pilatesowa przyniosła oczekiwane skutki. bebe znowu może obsługiwać zmywarkę. tempo nadal gadzie. ale jest lepiej. dziś bebe znowu popilatesuje. pierwszy turniej badmintona lajt z wiewiórem w wieczornej perspektywie.

bebelates

4.07.2010
poszedł bebeluszek do lasu. biegać. a właściwie truchtać. nie jest to to samo. mięśnie aż płaczą o więcej. ale bebe jest dzielna. nie słucha tych lamentów. cała uwaga skierowana jest na technikę. prawe kolanko ma być prosto. prawe kolanko ma się nie gibać. jest wczesny piątkowy poranek. leśna ścieżka opustoszała. słońce już całkiem wysoko. i coraz gorętsze. ptaki jak wariaty. pod stopami miękka poduszka z igliwia.nic nie boli. nic nie martwi. błogie nic. po pół godzinie bebeluszek zatrzymuje się na małej polance. empetrójka gra coś wolnego.....bardzo uspokajającego. błogie nic. ćwiczenia fizjo. ćwiczenia rozciągające. każdy miesień mile rozgrzany. bebe jakby w samym środku siebie. wraca wewnętrzny balans. empetrzy zmienia nastrój. najpierw powoli.....a potem...coraz szybciej i szybciej.....gorące takty...biodra bebeluszkowe nie mogą się oprzeć. bebe im na to pozwala.
gdyby dziwnym trafem, ktoś przechodził przez ową polankę, zobaczyłby dziewczę w kermitowych szortach uprawiająca lekko nieskoordynowaną czynność taneczną do niesłyszalnej muzyki. ruchy freestylowe. nieco afrykańskie. nieco baletowe. zmienne w tempie i wyrazie. ku swemu zdziwieniu przypadkowy przechodzień zaobserwowałby jednak, że dziewczę zaczyna w tym dzikim tańcu truchtać! że wraca na ścieżkę nie przerywając swego biego-tańca. od czasu do czasu truchtajac tyłem lub zatrzymując się, by wykonać piruet na lewej nodze. jakby dziewczę odgrywało sceny ze znanego deszczowego musicalu. czasem słychać jak śpiewa pojedyncze słowa. widok nader komiczny, ale jakże energetyzujący! pozytywnie nastrajający!

bo oto bebe zrzuciła ciężar. ciężar strachu. na chwilę zapomniała o możliwości istnienia przypadkowego przechodnia. i jego surowych oczu. bebe była tu i teraz. wolna. radosna i błogo spokojna. bebe pozwoliła sobie na to by żyć! i to pełną piersią! i czerpać radość z tej wewnętrznej wolności!

.....i tak narodził się bebelates.

czy podczas jogi można się spocić?

2.07.2010
można! zwłaszcza gdy jest to joga intensywna. uprawiana przy temperaturze wyczutej 30 stopni w cieniu. w otwartej przestrzeni łąkowo-bieżniowej, gdzie starsi panowie szurają sportowym obuwiem okrążenia spłaszczając czyniąc tym samym kroki ku spłaszczeniu piwnych brzuszków narodowych. ptaki jak wariaty. listowia szelest. a pot kropelkami toczy się po bebelowej twarzy...kap..kap...kap.....bebe trzyma ciało w pozycji horyzontalnej opierając się na czubkach palców kończyn wszelakich....wdech...kap...wydech...kap...wdech...wszystkie mięśnie napięte.....guru jest kobietą o łagodnym głosie. a głos ten przez bitą godzinę zachęca do regularnego wciągania pępka podczas przenoszenia stóp za głowę tudzież ciała skręto-gięcia w pozycji pionowej na jednej nodze...bebe nawet nie przypuszczała, że potrafi. a potrafi! ....wdech...kap...wydech...kap...wdech....bebe nawet przetrzymała całą sesję bez konieczności awaryjnej respiracji w pozycji dziecka.....wdech...kap...wydech...kap...wdech.... góra....kobra...wojownik jeden...wojownik  drugi...plank........wdech...kap...wydech...kap...wdech....góra....kobra...wojownik jeden...wojownik drugi...plank....zmiany są coraz szybsze.....bebeluszek skupia się na oddychaniu.....przy którymś powtórzeniu z rzędu gdy właśnie ciało rozpięte znów horyzontalnie do podłoża bebeluszek widzi mrówkę. a z nią kawałek czegoś białego...coś białe jest ciężkie....a najwyraźniej zaaferowana właścicielka wyznaczyła trajektorię tranzytu dokładnie i li i jedynie pod bebeluszkowym bebeszkiem....mięśnie zaczynają kłóć tysiącem szpilek.....mrówka tacha...białe coś zaczepiło się jej o wzorek maty......mrówka ciągnie...mięśnie zaczynają palić...wdech...kap...wydech...kap...wdech..białe coś uratowane z wzorkowej niedoli...mięśnie w ogniu....mrówka ciągnie swą zdobycz dalej....bebeluszkowe kończyny zaczynają trząść się niebezpiecznie...mrówka tacha...wdech...kap...wydech...kap...wdech...już jedną nogą wychodzi spoza zasięgu bebelowego cielska.....które z nieukrywaną ulgą opada na matę i przechodzi w pozycję kobry....wdech...kap...wydech...kap...wdech....

nowy dekret w kraju króla gaci:
1. joga intensywna zostaje oficjalnie włączona do planu restrukturyzacyjnego.
2. zakaz mrówkowego ruchu tranzytowego na bieżni.

bebe bez biegania

bebeluszek jest sfrustrowany....bebeluszek stacza się w czarną przepaść...bebeluszek się obżera....bieganie zawsze ratowało bebeluszka od myśli nieuczesanych...można je było wypocić na zdrowie fizyczne i psychiczne....z każdym przebiegniętym kilometrem stres ulatywał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki......teraz nie ulatuje...teraz kumuluje się....planu naprawczego nadal brak...pomysłów na plan także....frustracja sięga zenitu....5 przednia oddala się z prędkością światła wprost proporcjonalnie do spożywanych ilości produktów luksusowych i mniej....

niech ktoś zatrzyma bebe, ja wysiadam.....na pierwszej stacji..teraz! tu!

jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....jutro będzie lepiej....

prasowanie oponki

29.06.2010
w ramach planu restrukturyzacyjnego poszedł bebeluszek na pilates. ciał mięcie, gięcie. niby potu brak, ale każdy mięsień poruszony. i bebelu jakiś wewnętrznie zbalansowany. trzeba będzie takowe wygibaski u wiewióra znaleźć. dobrze to robi na bebelową dusze. i ciało!

na pilatesie był też rodzynek. nowy bebeluszkowy współlokator. rodzynek ma ciało z katalogu. mięśniowo, beztłuszczowo i kolorystycznie. aż strach się bać. w oczekiwaniu na pilates, rozmowa z rodzynkiem zeszła na tematy zamiany wałka na kaloryfer. ten bebelowy jakoś nie ma zamiaru się wyprasować. foyer klubu fitness. masa ludzi. głównie kobiet. a rodzynek bez skrupułów i żenady, ale ku wielkiemu zaskoczeniu bebeluszka i zgromadzonej wokół sfeminizowanej gawiedzi, wymacał bebelowe brzucho wrzesz i wzdłuż po czym stwierdził, że mięśnie są twarde!!!!! a nawet, że kaloryfer jest!!!  tylko otula je mięciutka, milutka warstwa tłuszczyku. żeby kaloryfer odkryć trzeba by ten tłuszczyk spalić. u bebeluszka ta warstewka zdaje się być ostatnią ostoją tłuszczowego bezpieczeństwa. więc ciałko będzie o nią jak lew walczyło. i popuści tylko w ostateczności. opcje są dwie:
1. ostateczność. czyli bebeluszek zmusi wagę do wyświetlenia nieprzyzwoicie niskich cyferek, które zaczynają wyglądać już nie szczupło ale bardzo chudo i mniej atrakcyjnie. ale będzie miał sześciopak jak się patrzy.
2. bebeluszek zaprzyjaźni się z oponką.będzie ją ćwiczył i spłaszczał optycznie, ale nie będzie się skupiał na zamianie jej na ciała grzewcze.

mówiąc to rodzynek złapał bebeluszka za oponkę nadpępkową i radośnie nią potrząsną. po  czym ogłosił światu wszem i wobec: i tak świetnie wyglądasz! zwłaszcza w tych kermitowych szortach!!!!!

skonfundowany tą cielesno-werbalną bezpośredniością bebeluszek spłonił się lekko i wybąkał dziękuje. po czym postanowił spojrzeć na oponkę przychylniejszym okiem....w końcu stopy już przez nią widać....a to był przecież główny cel!

koniec z bieganiem ??? :(

28.06.2010
od 4 tygodni boli bebeluszkowe kolanko. prawe. głównie podczas schodzenia po schodach, tudzież przysiadach.....bebeluszek nie zdziwił się tą przypadłością, bo już kiedyś nawiedzała dolne kończyny.

dawno temu, jak bebe jeszcze pacholęciem był, podarowano pacholęciu rower. piękny, błękitny, terenowy.....a że był to prezent podchoinkwy, to bebe włożył czapę, rękawiczki i pomkną przez śniegi....i tak do lata...a potem kolejny rok....codziennie przynajmniej godzinę. przez mazurskie lasy i pagórki......a potem były studia w mieście ginących rowerów. więc dla własnego bezpieczeństwa mustanga zaparkowano w rodzicielskim garażu.....kończyny dolne bebeluszka najwyraźniej nie mogły znieść tej rozłąki...i zaprosiły przypadłości....kolanowo-kostkowe.....trwały rok z przerwami. a potem zanikły...jak i tęsknota za mustangiem, zastąpionym tymczasowo i kradzieżoodpornie żabą marki wigry3.

minęły lata. bebeluszek przeprosił się ze sportem. wybór padł na marszobiegi. od listopada bebe łapała wiatr we włosy i wypacała hektolitry i kilogramy na podkanałowych yam-yamowych dróżkach...filtrowała płuca...i czuła, że żyje!!!!! w ostatnich 3 tygodniach biegów było jak na lekarstwo. tzn. w skali nowego bebeluszka-sportsmena. czyli 1-2 razy w tygodniu po 70min. i czy to znowu tęsknota kończyn za ruchem.....czy inna tajemnicza przyczyna.....bebeluszkowe kolanko znowu zaczęło boleć....z dnia na dzień coraz częściej...i coraz mocniej. lekko zaaferowany bebeluszek odwiedził doktora. na nic. guru też został gruntownie wypytany. nic. jedynie telefon do fizykoterapeutki zaaplikował.

w niedzielne popołudnie ubrał bebeluszek kermitowe szorty i wybrał się na spotkanie z fizjo (jak specjalistkę od kończyn zwie guru). pogoda cudna. chmurki brak. spacer w nieznane obszary yam-yamowa....a jakie piękne te obszary....aż chce się yam-yamowo polubić!!! fizjo urzęduje w małym lasku między polami krykietowymi, gdzie panowie z brzuszkami i w białych koszulkach polo biegają z kijkami w pełnym słońcu. fizjo najpierw usadziła bebeluszka na krześle i zadała tysiąc pytań. potem przyjrzała się kończynom dolnym. i zaczęła się obdukcja: kończyn gięcie, masowanie, prostowanie, pochylanie, rozciąganie.....po pół godzinie zapadł wyrok. problem z chrząstką kolanową. bebeluszek zdecydowanie za młody na taki problem. a to prawdopodobnie przez te intensywne jazdy rowerowe w wieku pacholęcym. można tylko zapobiegać dalszemu rozwojowi, który groziłby stołem chirurgicznym. trzeba wzmocnić mięsień wewnętrzny uda i nauczyć prawe kolanko nie gibać się na boki przy każdym zgięciu. dostała bebe zestaw dwóch ćwiczeń do wykonywania jak lekarstwo. przynajmniej trzy razy dziennie przed każdym posiłkiem.

a teraz najważniejsze. pytanie to bebeluszek zostawił na koniec. i wypowiadał z niekłamanym strachem.......co z bieganiem???? fizjo stwierdziła, ze najlepiej w ogóle..... ale jeśli bebeluszek bardzo lubi, to bardzo ograniczyć. przynajmniej póki się mięsień kolanowo-udowy nie wzmocni. przynajmniej na kolejne pół roku   i tylko lekko. krótko. i po miękkich nawierzchniach. w zamian fizjo nakazała ćwiczenia rozciągające w ilościach masowych. joga. stretching czy inny pilates. pływanie kraulem (a tej sztuki jeszcze bebeluszek nie opanował). a w fitness klubie wiosła i rower. choć na tych dwóch ostatnich znowu uwaga na kolano i jego prostość.

żegnajcie king kongi i terminatory.....pomyślał bebeluszek z mina nietęgą...bieganie to akurat to co bebeluszki lubią najbardziej. do tego nie trzeba bebeluszka motywować. sam wskakuje w trampki i leci wzorem foresta gumpa. inne ćwiczenia nie są aż tak ponętne. zwłaszcza te wykonywane w pomieszczeniach zamkniętych i samotności. te mało spocone i niezmęczone....

no ale nic. przecież nie ma tego złego. a bebe zawsze chciała się nauczyć dotykać w siadzie placami rak czubków swych stop! będzie więc zamiast bebeluszeka-foresta oraz bebe-giętka guma. swoją drogą....jeszcze 2 lata temu bebeluszek, co bieżnię omijał szerokim łukiem, nawet w swych najśmielszych snach nie przypuszczałby, że pewnego pięknego dnia zasmuci się z powodu niemożności biegania.....o ironio losu!

teraz tylko opracować plan restrukturyzacyjny.....

będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!!

bebe się buja

25.06.2010
waga poniedziałkowa polizbońska haniebna. choć nie-niespodzankowa. 64,3 . bebe się kaja. choć pysznie było......bardzo pysznie....

od poniedziałku bebe nad wyraz grzeczna. dni bezsłodyczowe na pęczki.brak kasy (tym samym na transport miejski) objawia się wzmożoną ruchliwością kończyn dolnych.wczorajszy przymusowy spacer na siłownię i z powrotem (2h) poskutkował zawrotną liczbą 1844 spalonych kcalów. king kong z kosmicznymi czółkami!!!

waga piątkowa: 61,7kg
o 2.6 mniej niż w poniedziałek (zdecydowany spadek wody i zmagazynowanych resztek).
o 0,6 więcej niż w zeszłym tygodniu. suma summarum: nie jest źle.

ale bebe się buja. to już nie waga. i jej widzimisię. to bebe. bebe dochodzi do magicznych 61 i ani rusz w dół. ani kroczek. co się na chwile zerowy środek pojawi, to bebe popada w kompulsy. tak jakby środkowa zerowa chudość przerastała bebeluszkowe poczucie bezpieczeństwa. brzytwa ratunkowa. bebe żre jak opętana przez tydzień, a potem płacze nad własną marnością. marność nad marnościami. bebe marność. bo bebe się z tych upadków niczego nie uczy. frustracja sięga zenitu. no bo jak można się tak z tą środkową jedynką przez 2 miesiące bujać? meta majaczy na horyzoncie już od maja...w maju był pierwszy planowany koniec...dziś jest już koniec czerwca, a bebe nadal w tym samym miejscu.....beduini mówią o śmierci na ostatniej prostej....gdy oaza w zasięgu wzroku karawany....a ta umiera przez odwodnienie tych kilkaset metrów przed osiągnięciem celu....czy bebe też polegnie?

z odchudzaniem, jest jak ze wspinaczką w górach.
na początku idzie się lekko i przyjemnie...łatwo jest pokonywać przeszkody i kilometry...ale im wyżej, tym trudniej....każdy kamień, każda kłoda...a z czasem każdy krok, to wielki wysiłek.....

tuż przed szczytem jest najtrudniej...brak oddechu...zmęczenie...ciało krzyczy, że już dość...głos wewnętrzny powtarza "nie dasz rady...po co ci to...już wystarczy.....".....gdy jednak przemóc tą niemoc....zebrać się w sobie...i zrobić te ostatnie kroki.....wolno, mozolnie, jeden za drugim....lecz dotrzeć na sam szczyt....stanąć w najwyższym miejscu....można wtedy odetchnąć pełną piersią i podziwiać widoki!!!! bebe trzyma się tej wersji....na bebelowym szczycie będzie widok nadzwyczajny...a nawet atrakcyjny. a wiewiór już tam czeka:


howk!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature