Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odchudzaczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odchudzaczka. Pokaż wszystkie posty

Szklana małpa

10.03.2012
Szklana Pytia, kapłanka Świętego Wagowego Graala. Odchudzaczka wspina się na wyżyny Wyroczni, by poznać przepowiednię postępu i upadku. Koniec i początek wszystkiego. Pępek świata.

"Czuję się grubo", to fraza, jak torba Mary Poppins. Na zewnątrz niepozorna, ale mieści w sobie całe wiadra niepewności, niezadowolenia, zwątpienia, strachu i złości. Spokrewniona z aktualną masą ciała tylko zbieżnością znaczeń.

***

Są chwile, gdy odżywa w Bebe Mała Odchudzaczka.
- Czuję się grubo! Jestem brzydka, słoniowata. Wałek za wałkiem przelewają się przez moje żebra.- rozwija się Bebe w romantycznej rozmowie na Skypie.
- Zważ się - proponuje ze stoickim spokojem Wiewiór.
- Po co??? Czy Ty lubisz się nade mną znęcać??? Przecież utyłam!
- Zważ się.
- Boję się. Czuję się grubo. Pewnie utyłam znowu.
- Zważ się. Teraz.
- Teraz? Ale jak teraz, to na Twoja odpowiedzialnośc. Jak sie pogrąże w rozpaczy to musisz mnie pocieszyć!
- Dobrze. Zważ się.
- Uwaga! Stoję na wadze!......o! schudłam.
- Co?
- 1,5 kg mniej od ostatniego razu.
- No to co się dzieje?
- Wiesz, chyba ostatnio trochę nie ogarniam zdarzeń.

fotoreportaż z lizbony

23.06.2010
historii jest wiele i chyba bebe musi opublikować książkę. o uniesieniach podniebienia. o uliczkach wąskich. o ciachach niezliczonych na ulicach mijanych. o kolejkach na lotnisku. o nadprogramowej nocy w mieście tramwajów. o niezwykłych muzykantach fado. o ciasteczkach z niespodzianką. o zwyczajach kawowych i tysiącu innych drobnostkach i groszkach. tymczasem z pięciu stówek zdjęciowych kilka perełek na rozbudzenie fantazji i podróżniczych kubków smakowych.

z lotu ptaka.......i miłość od pierwszego wejrzenia:



z myślą o bebe na drodze do chudej atrakcyjności. duże bywa piękne a przynajmniej majestatyczne:



 widok na miasto w pobliżu miejsca zalogowania:




pierwsze w życiu bebeluszka, a więc historyczne, palmy!!! palmy!!! palmy!!!




taka nostalgia jakaś, piękna i spokojna:




miejsce centralne: praca do comercio. tu się wszystko zaczyna i kończy. deptak, morze i słynne linie tramwajowe.




na zamkowym wzgórzu. bebe schodziła podeszwy na tych maleńkich uliczkach, cudnych i kolorowych jak całe miasto:












czyżby dom jenifer?



no i widok z zamkowego wzgórza...



życie wieczorową por, ach te sardynki z grilla...




wieża belem z widokiem na morze:



jak na wzorowego turystę przystało, bebeluszek wybrał się do cafe belem na słynne babeczki i kawę. lizbona to raj dla piekarskich smakoszy:



bez przejażdżki tramwajem się nie obyło:




i jeszcze klika. z tramwaju:




w tramwaju:



bebeluszek uliczny, na tyle by nie wiedzieć, jak panu na imię było:



ostatni spacer z nowymi koleżankami z konferencji, polska, walia, norwegia....





i ostatnie spojrzenie na miasto....



bebe w deszczowej anglii....ogląda te zdjęcia a na twarzy banan.....bo Lizbona czeka! bebeluszek tam wróci! howk!

bebe w lizbonie - meldunek w trakcie i pierwsze foty

18.06.2010
melduję, że bebeluszek żyje. jest zachwycona. wręcz zakochana. zwłaszcza w sardynkach z grilla. i ładuje słoneczne akumulatory!

pomarańczowy samolot z bebe na pokładzie raczył bezpiecznie wylądować na lotnisku miasta tramwajów. w cieniu 20 stopni. lekki wiatr. permanentny błękit nieba. mała czarna leży jak ulał. międzynarodowa publiczność naukowa okazała się sympatyczną mieszanką ludzi rozbawionych pozytywnie. bebeluszek nie został pożarty. okrutnych pytań nie było, co najwyżej pozytywne komentarze.

a teraz ze słonecznymi pozdrowieniami, dla was li i jedynie, nogi bebelowe w morzu:


a-dietetyczne tubylcze sensacje kulinarne: coś w rodzaju ciastowego loda z owocami!


oraz słonecznie naładowane bebeluszkowe uśmiechy:


p.s. do wszystkich singli: jeśli szukasz przystojnego faceta, kupuj bilet do lizbony!!! na ulicach takie tubylcze ciacha, że bebeluszek traci głowę.

mała czarna czyli bebe wyrusza na podbój lizbony

15.06.2010
niedzielny poranek. bebe budzi się ze zgrozą w oczach! lizbona: tak! konferencja: tak! przemówienia: tak! ale w co się ubrać??????? szybki przegląd zawartości szafy nie przynosi satysfakcji. ewidentny brak następczyni czerwonej w groszki. klasycznej, lecz uniwersalnej. empirycznie udowodnione: brak adekwatnego przyodziewku wpływa negatywnie na bebeluszkową samoocenę. bebe biegnie do skacowanego watsona (bo dzień wcześniej była jej impreza pożegnalna.). przecież trzeba coś z tym zrobić. watson otwiera łaskawie oko i stwierdza, że wie gdzie kamuflaż niepewności siebie nabyć. i że pojedziemy. za kilka godzin. jak watson dojdzie do siebie. ukojona ta myślą bebe siada przy biurku i kończy wiekopomne słowa, które będzie wygłaszać do międzynarodowej publiczności naukowej. na samą myśl o wygłaszaniu serce stoi w gardle. strachy na lachy - myśli bebe - nie dam się. musi być ten pierwszy raz. tylko towarzyszkę znaleźć. będziemy jak gargamel i klakier. jak frodo i sam. jak tony halik i elżbieta dzikowska! będziemy stanowić wspaniały duet.

kilka godzin później. bebe i watson biegną w strugach deszczu do raju ubraniowego. za 30 minut zamykają (wcześniej nie dało się przyjechać. szoferowi watsonowi po obfitym kacowym śniadaniu przysnęło się na sofie. bebe nie jadła). truchtem przez alejki, chwytają odpowiednie sztuki i do przymierzalni. bebe wbija się w pierwszą. klasyczna, mała czarna. rozmiar 10. jest idealna. z zielonymi rajstopami będzie wyglądać gitowo, a w razie okazji vipowskich dopełniona kabaretkami będzie po prostu elegancka z klasą! bebe oddycha z ulgą. misja zakończona sukcesem. mała czarna zostaje uroczyście przejęta do bebeluszkowego królestwa. i żyłyby długo i szczęśliwie, gdyby nie.....

wieczorne malowanie ścian. na kermitowo. po 2h zmachany bebeluszek osunął się na sofę tuż obok skacowanego watsona. brak będzie tych wieczorów sofowych i wynurzeń filozoficznych szerlokowo-watsonowych.....w podświadomości przemowy lizbońskie nie wykute jeszcze na blachę.....wiewiór daleki.....@ za rogiem....i tak oto poszła bebe zrobić sobie kanapkę z chrupkim, pomidorem i mozzarellą. potem poszło już gładko.....podróż przez imprezowe resztki: sałatki, owoce, kurczak, czekolada, ciasto, więcej kurczaka, ogórek, chipsy, pieczone jabłka, ciastka, czekolada, pieczone ziemniaki, zapiekanki, sałatka, wino. bebeluszkowi niedobrze. ale je dalej, dalej, dalej. watson też je, ale po pewnym czasie przerzuca się na piwo. bebe czuje się jak wieloryb.

watson idzie spać. a bebe przed lustro i dawaj przymierzać małą czarną! no bo przecież nie ma co histeryzować. nie jest tak źle. od jednego wieczoru nic się nie stanie. mała czarna jest innego zdania. nie dopina się!!!!!! mała czarna i czarna rozpacz. bebe nieukojona. bebe głupia. bebe bezgranicznie głupia. bebe nieodpowiedzialna. bebe próbuje zasnąć. solenie obiecując poprawę. a przynajmniej surowy plan naprawczy do czwartkowego wystąpienia.

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°
poniedziałkowy ranek. bebe znowu mieści się w małą czarną i wygląda następująco. uff:



°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

bebe w starterach. tylko wsiąść do samolotu. nie byle jakiego. o bilet już zadbano. mała czarna spakowana. lizbona czeka. tylko dolecieć. i wrócić. bebe boi się latać. ale od tego jest strach by go pokonać. bebe boi się międzynarodowej publiczności naukowej, ale jej serca też podbije. jest kamuflaż. przemowy przygotowane są. będzie słonce. będzie pięknie.

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°
powrót za tydzień. adeus!

pociągowe pokusy

13.06.2010
droga pociągiem do londynu może być niebezpieczna dla diety.

wygodny wagon pełen foteli wyłożonych czerwonym pluszem. na każdym fotelu kolorowa gazetka. a w niej wplecione między reklamy i kulturalne anegdotki o najnowszych wystawach, artykuły o najlepszych tubylczych restauracjach. uśmiechają się przystojni kucharze. kubki smakowe pobudzają pyszne zdjęcia szaszłyków, sałatek i owoców morza. lecz na tym nie koniec. na tyłach gazety oferta kulinarna tego pociągu, łącznie z cennikiem, który dla odmiany i ku bebelowemu zdziwieniu jak najbardziej zachęca do kupna

ledwo człowiek zdąży gazetkę do końca przerzucić, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z głośników rozbiega się miły głos obwieszczający otwarcie tubylczego warsa. do warsa jednak daleko, więc tylko gazetka straszy. usunięta z pola widzenia poprzez wciśnięcie w kieszonkę fotela obok, stanowi minimalne zagrożenie. bebeluszek popija wodę ze stoickim spokojem.

ale do czasu, bo oto do wagonu wtacza się piękny wózeczek. a z nim pan w pięknym czerwonym kubraczku. znowu miły głos zachęca do konsumpcji. kawa, herbata, napoje mniej i bardziej alkoholowe, słodycze, chipsy, kanapki, czekolada a nawet lody. wszystko, o zgrozo, na wyciągnięcie reki. bebeluszek siedzi twardo wpatrzony w siną dal za oknem. a w głowie nieustająca mantra: nie jestem głodna, nic nie potrzebuję, nie będę się obżerać. inni pasażerowie najwidoczniej nie mantrują. po wagonie zaczyna roznosić się leniwie mieszanka zapachów. świeżo parzona kawa....kanapki....i....tu bebeluszek przełyka łapczywie ślinkę...chipsy.....chipsy....chipsy. atrakcyjna blondynka z siedzenia obok wkłada te chipsy chuda ręką, do swych chudych ust swojego chudego ciała. bebeluszkowe kiszki marsza grają, a przecież nie był wcale głodny. niech szlag trafi błogosławieństwo tendencji do tycia. bebeluszek sięga po jabłko. koło ratunkowe przezornie spakowane w domu do plecaka. pan w kubraczku przechodzi do następnego wagonu. bebeluszek ociera z czoła kropelki potu. pierwsze zagrożenie minęło. wytrzymać jeszcze 2 dni.

p.s. wytrzymać się udało. było dietetycznie. no może oprócz świeżego polskiego chleba i prawdziwej polskiej kiełbasy. ale londyn to jak wyprawa do polski, więc na tradycję jest dyspensa. howk!

19kg mniej....fotkowe porównactwo czyli historia miłości z czerwoną w groszki

9.06.2010
proszę trzymać się krzeseł!!!!!!!!!!!!!!!!! będą zdjęcia porównawcze!




można by przekornie zapytać: i co widać różnicę??? ale ją widać! nie dość tego: jej nie da się już nawet ukryć!!  nawet ślepy na zmiany bebeluszek ją widzi!!!!

czerwona w groszki to miłość od pierwszego wejrzenia i nadzieja, że nie jest jeszcze tak źle...mimo tej 80 bezlitośnie pokazywanej przez wagę. pierwsze intymne spotkanie w przymierzalni pełne było wątpliwości. zamek zapinany z zapartym tchem. pierś niezręcznie pełna. boczki otulające biodra mięciutką kołderką nie do ukrycia. pytając siebie, czy kiedykolwiek się w tym cudzie pojawi na ulicy, stał bebeluszek w tej przymierzalni ze łzami w oczach. nie dało się ukryć. bebe była gruba, ale miłość większa niż strach. raz się żyje! i tak czerwona w groszki przywędrowała z bebeluszkiem do domu.

z dnia na dzień miłość rosła. wszystko robiły razem. magisterkę. egzaminy. sesje zdjęciowe. rozmowy o pracę. imprezy do białego rana. picie kawy z wiewiórem i długie spacery po lesie. miłość to była gorąca i długa, ale panta rei. wszystko płynie, a z tym i 19kg bebeluszka popłynęło w sina dal. miłość do czerwonej z groszkami przeistoczyła się w platoniczną. bebeluszek przestał czerwonej w groszki wystarczać. czerwona w groszki nie czuła się spełniona. po miesiącach frustracji i prób naprawy, nastał dzień rozstania. ostatnia randka. sesja zdjęciowa.dozgonna przyjaźń. i uroczyste przekazanie w watsonowe ręce. wszyscy są szczęśliwi. czerwona w groszki bo znowu spełniona. watson bo wygląda pięknie. i bebeluszek, choć z łezką oku :)

i jeszcze ostatnia scena ostatniej randki:

kamienie z serca

8.06.2010
cała lawina się dzisiaj sypie....

reniah wróciła....cała opalona!
obtulanka wróciła...w nastroju do remontów :D
haanyz wrócił...ufff......cała i zdrowa...zaszalała dziewczyna z czarownicami i zapomniała o niebożym świecie wirtualnym.
mamaspzoo nie wróciła.....ale od haanyza są wieści, że się oficjalnie starzeje. nieobecność usprawiedliwiona.

dwie przemowy lizbońskie napisane, nocnie i markowo. bebe wyciera pot z czoła i klawiatury. buduje powiekom rusztowanie z zapałek. teraz tylko powalczyć z power pointem. nauczyć się to mówić. nie umrzeć w samolocie. i miasto jedno-wagonowych tramwajów leży u bebeluszkowych stóp. jutro londyn. warsztaty dla przyszłych doktorów. bebe będzie mądra. nie będzie się bała. wzorem obtulankowego guru będzie ćwiczyć "nie dziękuje".

wiewiór magisterkowo przekroczył połowę wymaganego słowotwórstwa. do końca jeszcze miesiąc. da radę, choć wątpliwości nie było. poza tym kocha i czeka. jest dobrze.

waga w depresji. to znaczy z tendencją dołkową, co wpływa niwelująco na dołki bebeluszkowe.
na sercu lżej. można zacząć działać!
- do boju! - powiedział bebeluszek i poszedł rzeźbić kaloryfer.

wiwat tendencja do tycia !!!! ...i inne anegdoty

7.06.2010
hasło dnia (od jednego z misiów):

ciasteczkowym skrytożercom mówimy kategoryczne nie!

***


kredki

bebeluszek w sklepie papierniczym. alejka z długopisami. skonfundowana staruszka:
- chciałabym kupić kredki. dla mojej wnuczki.
- to musi pani szukać w innym miejscu. na tej półce są tylko długopisy.
- nie mogę żadnych znaleźć.
- na pewno są. proszę poszukać w alejce obok.
- czy kredki  nie wyszły z mody? chyba już ich nie produkują....

***

z domowego frontu
rysiu w londku, watson w yam-yamowie. rysiu nie spakował ani jednej swojej rzeczy. watson na to zabrał bebeluszka na ławkę do ogrodu. spalił paczkę. wychylił 2 strongi. i przeklną tylko dwa razy. po czym otworzył puszkę ze świątecznym keksem wystawiając bebe na pokuszenie. bezskutecznie.

***

wiwat tendencja do tycia!!!
(wg buły starszej....wg murakamiego)

bebeluszek należy do tych z tendencją. patrzy zazdrośnie na tych bez. takich jak wiewiór, co kilogram żelków zagryza kebabem z frytkami i spłukuje kubłem coli bez śladu uszczerbku na smukłej figurze. cóż za niesprawiedliwość. bebeluszek od samego widoku tyje.

lecz bez tendencji bebeluszek nigdy nie nauczyłby się przebiegać 1,5h bez zadyszki, kochać owoce, gotować na parze i celebrować posiłki. bez niej nie cieszyłby się zachwycającą nawet guru kondycją, niepohamowaną energią życiową i umiejętnością dotknięcia rękami palców u stop. czym wiewiór nie może się pochwalić. bo tendencja do tycia to błogosławieństwo! niech żyje nam tendencja!!!

powrót wzorowej odchudzaczki

dzień na medal. godny pudziana i jane fondy. przedpołudnie w fitness klubie. zajęcia bokserskie. a po nich intensywny trening z piłką i hantlami. ulubiony instruktor. ten czekoladowy z muskulaturą nieziemską, aż się gorąco robi. a do tego brak klimatyzacji, więc hektolitry potu ujawniły się nie tylko na koszulce...ale na wszystkich częściach garderoby, osprzętu ćwiczebnego i macie. okazuje się, że bebeluszek najlepszy jest w byciu żabą. nie! bebeluszek jest żabą! nie dość że w zielonym przyodziewku, to wyskoki w gorę wychodzą mu jak na krewniaka kermita przystało. za to będzie dekret o zakupie ekspandera, z którym to zmagania żałosne ujawniły nagą prawdę. lichą obecność mięśni ramiennych, czyli tak zwanych mułów tudzież bicepsów. no ale u kermitow to przecież rodzinne. naga prawda numer dwa: bebeluszek nie umie utrzymać równowagi przy pompkach na piłce. czym przyprawił o salwę śmiechu ubóstwianego instruktora. bebe spłoniła się jak nieboże, po czym dała się jeden do jednego poinstruować .

po fitness klubie zakup nowego stanika sportowego. o zgrozo! miseczka rozmiar mniejsza. o radości! obwodowo 2 rozmiary mniejsze. cieszyć się czy płakać?

w domu ciąg dalszy maltretowania mięśni. malowanie pokoju watsona, a przyszłej rezydencji bebeluszka. 4h jak z bicza strzelił. i to dopiero pierwsza warstwa. w tygodniu powtórka z rozrywki. a na deser jedna ściana na zielono. no coś z kermita być musi.

Randka z trenerem

4.06.2010

Po perypetiach basenowych, Bebeluszek postanowił przejść do kolejnego stopnia wtajemniczenia fitnessowego i dołączyć do zastępów posiadaczy zielonej karty wstępu. Korzystając z przywileju możliwości spocenia się w obecności osobistego trenera, Bebeluszek zabukował sesję z Guru. Guru do zdobycia nie jest łatwy, bo niesłychanie popularny. Polecony Bebeluszkowi przez Watsona, żaden inny nie wchodził w rachubę. 
Po dwóch tygodniach niecierpliwego oczekiwania nadszedł ten dzień. Bebeluszek wszedł do sali tortur w przebraniu godnym Karate Kid, dzierżąc butelkę wody w dłoni i przygotowany na najgorsze. Guru przyszedł cały rozpromieniony, jak zwykle zresztą. Mięśni góra rysowała piękne krajobrazy pod firmową koszulką polo. A te błękitne miłe oczy....bardzo miłe. No guru z krwi i kości! Randka zaczęła się po dżentelmeńsku, od rozmowy. Sprawnym ruchem Guru wyczarował centymetr i pomierzył dokładnie wszelkie bebeluszkowe, trzęsące się z wrażenia kończyny. Bebeluszek dech zaparł w oczekiwaniu na wyrok. A Guru ogłosił z aprobatą w głosie, że sylwetka proporcjonalna i ładna, tylko ją trzeba troszeczkę tu i ówdzie dorzeźbić! Bebe prawie zemdlała z radości. Jak to Guru tak mówi, to musi być prawda! 
Wstępną euforię zagłuszyła seria pytań z dziedziny fitnessu. Jak na rozmowie o pracę: pytanie-odpowiedź, pytanie-odpowiedź, pytanie-odpowiedź. Cała prawda na wierzch, bez okręcania w bawełnę. Bebeluszkowe serce wspina się w okolice gardła.....a Guru słucha....słucha...słucha.....a twarz jego coraz bananowsza! Bebeluszek myśli, że to może banan kpiny. A Guru ze stoickim spokojem na wykresiku pod hasłem “poziom fitness” zaznacza: zaawansowany. A pod rubryczką “motywacja”: wysoka. Bebeluszek zaczerwienił się, aż po opaskę na głowie! Okazało się bowiem, że Bebe to klientka jedna na tysiąc. Zazwyczaj Guru ma do czynienia z bieżniowymi dziewicami, cierpiącymi na permanentną zadyszkę, wynikającą z nadmiaru kochanego ciała. Takie zawodniczki czerpią motywację z hasła “bo lekarz kazał” bardziej niż z wewnętrznego przekonania, a ruch jest im karą i niepotrzebnym zaśmiecaniem wolnego czasu. A takiego Bebeluszka to ze świecą szukać! 
Bebe w niebie. Na wieść, że nowa klientka bardzo chciałaby dostać nie tylko normalny plan treningowy na siłownię, ale też dodatkowy bez-sprzętowy (żeby będąc u Wiewióra i tam dłutem wywijać planowo), Guru uniósł się na siódmą chmurkę. Uwielbia przecież układać treningi “improwizowane”, a tak dawno tego nie robił, bo w fitness klubie nikt go o to nie prosi. Guru, jak masło latem rozpłynięty w marzeniach, oczyma wyobraźni knuje już morderczy plan! 
Koniec końców i gadania, czas się zabrać do roboty. A stawka jest wysoka: kaloryfer brzuszny, dziura międzyudowa i wydajność godna sprinterów olimpijskich! Trening w siłowni Guru zaczyna od stepu. Wchodzi na niego lewą nogą, potem prawą, potem schodzi lewą, a potem prawą. Łatwe – myśli Bebeluszek – Więc gdzie haczyk??? Guru jakby w myślach czytał i mówi: „Teraz ty, ale w tempie błyskawicy.” Czego gurowe ciało nie omieszkało bebeluszkowemu zaprezentować. Ze strachem w oczach, by utrafić w step, tudzież nie potknąć się i nie stracić siekaczy, Bebeluszek poszedł w ślady mistrza. 30 sekund sprintu stepowego...krótki odpoczynek...i jedziemy dalej z tym koksem....! Bebeluszek prawie ducha wyzionął. Serce wali mu jak armata. Pierwszy hektolitr leje się po oczach. Potem to już poleciało: pompki przednie i tylne, przysiady głębokie i mniej, rower bardzo pod górkę, brzuchy na tysiąc sposobów. Bebeluszek wyszedł z tej tyrady jak Lucky Luke: na ugiętych nogach, ale z dumą w oczach swych i gurowych. Kolejna randka za tydzień, w sali do spinningu. Howk!

truskawkowe niebo

2.06.2010
wczorajszy dzień sponsorował kolejny eksponat w kolekcji dni bezsłodyczowych.

choć okupione było to wielką próbą siły woli. bebeluszek poszedł na zakupy. krążył między półkami. oglądał przez szybkę opakowania lodów tysiąca zakazanych smaków. dotykał kolorowych papierków otulających maleńkie dzieła sztuki cukierniczej. napawał się rozmaitością dostępnych czekolad w płynnych i mniej płynnych postaciach. wdychał zapach słodkich wypieków z supermarketowej piekarni. bebe krążyła, jak rekin, co się na ofiarę zastawia. nie zdając sobie sprawy, że to ona sama niebawem w tej roli wystąpić może. w tym oto momencie przyszło wybawienie w postaci małej lodówki. na lodówce napis promocja, a pod napisem tysiące maleńkich pudełeczek z okrągłą czerwoną, soczystą zawartością! truskawki! bebeluszek popatrzył, oblizał się łapczywie i zapakował jedno pudełeczko do koszyka. szedł alejkami z piersią wypięta i dumną! bo to jest dopiero smak dzieciństwa. plantacje otaczające rodzinny dom, 4 rano, rosa, wschód słońca, śniadanie prosto z krzaczka, owoce chrupiące jeszcze ziarenkami ziemi....wielkie, soczyste niebo w paszczęce...w sam raz na Dzień Dziecka!

idzie bebeluszek alejkami i myśli: dlaczego nie kupuję tych krągłych pyszności częściej? przecież tak je kocham!!!!! bo są drogie!!!  bebeluszek wytęża mięśnie na mózgu. A ile kosztowały te pierniki w czekoladzie?? tyle co 3 opakowania truskawkowego nieba!!!!!!!!! 

i tak oto podpisano nowy dekret w bebeluszkowym królestwie.
wolno nam raczyć się do woli, zwłaszcza w sezonie, soczystą krągłością. a krągłości tych wielka rozmaitość, dotąd często unikana......maliny, jeżyny, borówki, jagody, arbuzy, melony, ananasy, truskawki!

----------------------------------------
a dziś na śniadanie smacznie dopasowana jakby wiedziała.......
200g jogurtu naturalnego
150g truskawek
1 małe jabłko
4 łyżki płatków owsianych
cynamon

celebrowane przy stole. w wielkiej ciszy i uwielbieniu. świat jest lepszy. nastrój jak najbardziej truskawkowy....


odchudzaczka na medal czyli recepta na sukces?

28.05.2010
cotygodniowy meldunek:

na liczniku: 61,5kg!!!!!!!!!!!!
spadek zatem: 0,9kg!!!!!!!!!!!


recepta na sukces?
5 dni bezsłodyczowych pod rząd! wow! bo bezsłodyczowe oznaczają smaczne i dopasowane. jestem wzorową odchudzaczką. odchdzaczką na medal. jak mówi moje obtulankowe guru: tylko spokój może nas uratować. i oby tylko nie przysiąść na laurach. lecz przysiąść fałda i zrzucić te resztki tłuszczowe, bo do mety zostało już tylko:
2,5kg!!!!!!!!!!!!!!

a cóż to jest w porównaniu z 9kg zrzuconymi od stycznia?????

od listopada 2008 ubyło zawrotne 18,5kg bebeluszkowego boskiego ciała !!!!!!
droga to była długa i żmudna! okupiona frustracją i morzem łez.
ale jakże satysfakcjonująca teraz!!!!

trwaj chwilo radosna trwaj!
pykniem te 2,5kg! i będziem chude i niezwykle atrakcyjne!!!
by 30 czerwca wiewiór z wrażenia na lotnisku się przewrócił! howk!

do boooooooojuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature