Image Slider

19kg mniej....fotkowe porównactwo czyli historia miłości z czerwoną w groszki

9.06.2010
proszę trzymać się krzeseł!!!!!!!!!!!!!!!!! będą zdjęcia porównawcze!




można by przekornie zapytać: i co widać różnicę??? ale ją widać! nie dość tego: jej nie da się już nawet ukryć!!  nawet ślepy na zmiany bebeluszek ją widzi!!!!

czerwona w groszki to miłość od pierwszego wejrzenia i nadzieja, że nie jest jeszcze tak źle...mimo tej 80 bezlitośnie pokazywanej przez wagę. pierwsze intymne spotkanie w przymierzalni pełne było wątpliwości. zamek zapinany z zapartym tchem. pierś niezręcznie pełna. boczki otulające biodra mięciutką kołderką nie do ukrycia. pytając siebie, czy kiedykolwiek się w tym cudzie pojawi na ulicy, stał bebeluszek w tej przymierzalni ze łzami w oczach. nie dało się ukryć. bebe była gruba, ale miłość większa niż strach. raz się żyje! i tak czerwona w groszki przywędrowała z bebeluszkiem do domu.

z dnia na dzień miłość rosła. wszystko robiły razem. magisterkę. egzaminy. sesje zdjęciowe. rozmowy o pracę. imprezy do białego rana. picie kawy z wiewiórem i długie spacery po lesie. miłość to była gorąca i długa, ale panta rei. wszystko płynie, a z tym i 19kg bebeluszka popłynęło w sina dal. miłość do czerwonej z groszkami przeistoczyła się w platoniczną. bebeluszek przestał czerwonej w groszki wystarczać. czerwona w groszki nie czuła się spełniona. po miesiącach frustracji i prób naprawy, nastał dzień rozstania. ostatnia randka. sesja zdjęciowa.dozgonna przyjaźń. i uroczyste przekazanie w watsonowe ręce. wszyscy są szczęśliwi. czerwona w groszki bo znowu spełniona. watson bo wygląda pięknie. i bebeluszek, choć z łezką oku :)

i jeszcze ostatnia scena ostatniej randki:

kamienie z serca

8.06.2010
cała lawina się dzisiaj sypie....

reniah wróciła....cała opalona!
obtulanka wróciła...w nastroju do remontów :D
haanyz wrócił...ufff......cała i zdrowa...zaszalała dziewczyna z czarownicami i zapomniała o niebożym świecie wirtualnym.
mamaspzoo nie wróciła.....ale od haanyza są wieści, że się oficjalnie starzeje. nieobecność usprawiedliwiona.

dwie przemowy lizbońskie napisane, nocnie i markowo. bebe wyciera pot z czoła i klawiatury. buduje powiekom rusztowanie z zapałek. teraz tylko powalczyć z power pointem. nauczyć się to mówić. nie umrzeć w samolocie. i miasto jedno-wagonowych tramwajów leży u bebeluszkowych stóp. jutro londyn. warsztaty dla przyszłych doktorów. bebe będzie mądra. nie będzie się bała. wzorem obtulankowego guru będzie ćwiczyć "nie dziękuje".

wiewiór magisterkowo przekroczył połowę wymaganego słowotwórstwa. do końca jeszcze miesiąc. da radę, choć wątpliwości nie było. poza tym kocha i czeka. jest dobrze.

waga w depresji. to znaczy z tendencją dołkową, co wpływa niwelująco na dołki bebeluszkowe.
na sercu lżej. można zacząć działać!
- do boju! - powiedział bebeluszek i poszedł rzeźbić kaloryfer.

wiwat tendencja do tycia !!!! ...i inne anegdoty

7.06.2010
hasło dnia (od jednego z misiów):

ciasteczkowym skrytożercom mówimy kategoryczne nie!

***


kredki

bebeluszek w sklepie papierniczym. alejka z długopisami. skonfundowana staruszka:
- chciałabym kupić kredki. dla mojej wnuczki.
- to musi pani szukać w innym miejscu. na tej półce są tylko długopisy.
- nie mogę żadnych znaleźć.
- na pewno są. proszę poszukać w alejce obok.
- czy kredki  nie wyszły z mody? chyba już ich nie produkują....

***

z domowego frontu
rysiu w londku, watson w yam-yamowie. rysiu nie spakował ani jednej swojej rzeczy. watson na to zabrał bebeluszka na ławkę do ogrodu. spalił paczkę. wychylił 2 strongi. i przeklną tylko dwa razy. po czym otworzył puszkę ze świątecznym keksem wystawiając bebe na pokuszenie. bezskutecznie.

***

wiwat tendencja do tycia!!!
(wg buły starszej....wg murakamiego)

bebeluszek należy do tych z tendencją. patrzy zazdrośnie na tych bez. takich jak wiewiór, co kilogram żelków zagryza kebabem z frytkami i spłukuje kubłem coli bez śladu uszczerbku na smukłej figurze. cóż za niesprawiedliwość. bebeluszek od samego widoku tyje.

lecz bez tendencji bebeluszek nigdy nie nauczyłby się przebiegać 1,5h bez zadyszki, kochać owoce, gotować na parze i celebrować posiłki. bez niej nie cieszyłby się zachwycającą nawet guru kondycją, niepohamowaną energią życiową i umiejętnością dotknięcia rękami palców u stop. czym wiewiór nie może się pochwalić. bo tendencja do tycia to błogosławieństwo! niech żyje nam tendencja!!!

powrót wzorowej odchudzaczki

dzień na medal. godny pudziana i jane fondy. przedpołudnie w fitness klubie. zajęcia bokserskie. a po nich intensywny trening z piłką i hantlami. ulubiony instruktor. ten czekoladowy z muskulaturą nieziemską, aż się gorąco robi. a do tego brak klimatyzacji, więc hektolitry potu ujawniły się nie tylko na koszulce...ale na wszystkich częściach garderoby, osprzętu ćwiczebnego i macie. okazuje się, że bebeluszek najlepszy jest w byciu żabą. nie! bebeluszek jest żabą! nie dość że w zielonym przyodziewku, to wyskoki w gorę wychodzą mu jak na krewniaka kermita przystało. za to będzie dekret o zakupie ekspandera, z którym to zmagania żałosne ujawniły nagą prawdę. lichą obecność mięśni ramiennych, czyli tak zwanych mułów tudzież bicepsów. no ale u kermitow to przecież rodzinne. naga prawda numer dwa: bebeluszek nie umie utrzymać równowagi przy pompkach na piłce. czym przyprawił o salwę śmiechu ubóstwianego instruktora. bebe spłoniła się jak nieboże, po czym dała się jeden do jednego poinstruować .

po fitness klubie zakup nowego stanika sportowego. o zgrozo! miseczka rozmiar mniejsza. o radości! obwodowo 2 rozmiary mniejsze. cieszyć się czy płakać?

w domu ciąg dalszy maltretowania mięśni. malowanie pokoju watsona, a przyszłej rezydencji bebeluszka. 4h jak z bicza strzelił. i to dopiero pierwsza warstwa. w tygodniu powtórka z rozrywki. a na deser jedna ściana na zielono. no coś z kermita być musi.

Randka z trenerem

4.06.2010

Po perypetiach basenowych, Bebeluszek postanowił przejść do kolejnego stopnia wtajemniczenia fitnessowego i dołączyć do zastępów posiadaczy zielonej karty wstępu. Korzystając z przywileju możliwości spocenia się w obecności osobistego trenera, Bebeluszek zabukował sesję z Guru. Guru do zdobycia nie jest łatwy, bo niesłychanie popularny. Polecony Bebeluszkowi przez Watsona, żaden inny nie wchodził w rachubę. 
Po dwóch tygodniach niecierpliwego oczekiwania nadszedł ten dzień. Bebeluszek wszedł do sali tortur w przebraniu godnym Karate Kid, dzierżąc butelkę wody w dłoni i przygotowany na najgorsze. Guru przyszedł cały rozpromieniony, jak zwykle zresztą. Mięśni góra rysowała piękne krajobrazy pod firmową koszulką polo. A te błękitne miłe oczy....bardzo miłe. No guru z krwi i kości! Randka zaczęła się po dżentelmeńsku, od rozmowy. Sprawnym ruchem Guru wyczarował centymetr i pomierzył dokładnie wszelkie bebeluszkowe, trzęsące się z wrażenia kończyny. Bebeluszek dech zaparł w oczekiwaniu na wyrok. A Guru ogłosił z aprobatą w głosie, że sylwetka proporcjonalna i ładna, tylko ją trzeba troszeczkę tu i ówdzie dorzeźbić! Bebe prawie zemdlała z radości. Jak to Guru tak mówi, to musi być prawda! 
Wstępną euforię zagłuszyła seria pytań z dziedziny fitnessu. Jak na rozmowie o pracę: pytanie-odpowiedź, pytanie-odpowiedź, pytanie-odpowiedź. Cała prawda na wierzch, bez okręcania w bawełnę. Bebeluszkowe serce wspina się w okolice gardła.....a Guru słucha....słucha...słucha.....a twarz jego coraz bananowsza! Bebeluszek myśli, że to może banan kpiny. A Guru ze stoickim spokojem na wykresiku pod hasłem “poziom fitness” zaznacza: zaawansowany. A pod rubryczką “motywacja”: wysoka. Bebeluszek zaczerwienił się, aż po opaskę na głowie! Okazało się bowiem, że Bebe to klientka jedna na tysiąc. Zazwyczaj Guru ma do czynienia z bieżniowymi dziewicami, cierpiącymi na permanentną zadyszkę, wynikającą z nadmiaru kochanego ciała. Takie zawodniczki czerpią motywację z hasła “bo lekarz kazał” bardziej niż z wewnętrznego przekonania, a ruch jest im karą i niepotrzebnym zaśmiecaniem wolnego czasu. A takiego Bebeluszka to ze świecą szukać! 
Bebe w niebie. Na wieść, że nowa klientka bardzo chciałaby dostać nie tylko normalny plan treningowy na siłownię, ale też dodatkowy bez-sprzętowy (żeby będąc u Wiewióra i tam dłutem wywijać planowo), Guru uniósł się na siódmą chmurkę. Uwielbia przecież układać treningi “improwizowane”, a tak dawno tego nie robił, bo w fitness klubie nikt go o to nie prosi. Guru, jak masło latem rozpłynięty w marzeniach, oczyma wyobraźni knuje już morderczy plan! 
Koniec końców i gadania, czas się zabrać do roboty. A stawka jest wysoka: kaloryfer brzuszny, dziura międzyudowa i wydajność godna sprinterów olimpijskich! Trening w siłowni Guru zaczyna od stepu. Wchodzi na niego lewą nogą, potem prawą, potem schodzi lewą, a potem prawą. Łatwe – myśli Bebeluszek – Więc gdzie haczyk??? Guru jakby w myślach czytał i mówi: „Teraz ty, ale w tempie błyskawicy.” Czego gurowe ciało nie omieszkało bebeluszkowemu zaprezentować. Ze strachem w oczach, by utrafić w step, tudzież nie potknąć się i nie stracić siekaczy, Bebeluszek poszedł w ślady mistrza. 30 sekund sprintu stepowego...krótki odpoczynek...i jedziemy dalej z tym koksem....! Bebeluszek prawie ducha wyzionął. Serce wali mu jak armata. Pierwszy hektolitr leje się po oczach. Potem to już poleciało: pompki przednie i tylne, przysiady głębokie i mniej, rower bardzo pod górkę, brzuchy na tysiąc sposobów. Bebeluszek wyszedł z tej tyrady jak Lucky Luke: na ugiętych nogach, ale z dumą w oczach swych i gurowych. Kolejna randka za tydzień, w sali do spinningu. Howk!

truskawkowe niebo

2.06.2010
wczorajszy dzień sponsorował kolejny eksponat w kolekcji dni bezsłodyczowych.

choć okupione było to wielką próbą siły woli. bebeluszek poszedł na zakupy. krążył między półkami. oglądał przez szybkę opakowania lodów tysiąca zakazanych smaków. dotykał kolorowych papierków otulających maleńkie dzieła sztuki cukierniczej. napawał się rozmaitością dostępnych czekolad w płynnych i mniej płynnych postaciach. wdychał zapach słodkich wypieków z supermarketowej piekarni. bebe krążyła, jak rekin, co się na ofiarę zastawia. nie zdając sobie sprawy, że to ona sama niebawem w tej roli wystąpić może. w tym oto momencie przyszło wybawienie w postaci małej lodówki. na lodówce napis promocja, a pod napisem tysiące maleńkich pudełeczek z okrągłą czerwoną, soczystą zawartością! truskawki! bebeluszek popatrzył, oblizał się łapczywie i zapakował jedno pudełeczko do koszyka. szedł alejkami z piersią wypięta i dumną! bo to jest dopiero smak dzieciństwa. plantacje otaczające rodzinny dom, 4 rano, rosa, wschód słońca, śniadanie prosto z krzaczka, owoce chrupiące jeszcze ziarenkami ziemi....wielkie, soczyste niebo w paszczęce...w sam raz na Dzień Dziecka!

idzie bebeluszek alejkami i myśli: dlaczego nie kupuję tych krągłych pyszności częściej? przecież tak je kocham!!!!! bo są drogie!!!  bebeluszek wytęża mięśnie na mózgu. A ile kosztowały te pierniki w czekoladzie?? tyle co 3 opakowania truskawkowego nieba!!!!!!!!! 

i tak oto podpisano nowy dekret w bebeluszkowym królestwie.
wolno nam raczyć się do woli, zwłaszcza w sezonie, soczystą krągłością. a krągłości tych wielka rozmaitość, dotąd często unikana......maliny, jeżyny, borówki, jagody, arbuzy, melony, ananasy, truskawki!

----------------------------------------
a dziś na śniadanie smacznie dopasowana jakby wiedziała.......
200g jogurtu naturalnego
150g truskawek
1 małe jabłko
4 łyżki płatków owsianych
cynamon

celebrowane przy stole. w wielkiej ciszy i uwielbieniu. świat jest lepszy. nastrój jak najbardziej truskawkowy....


zapiski piekarza amatora: chleb na Dzień Dziecka!!! :D

1.06.2010














zapach chleba, to zapach dzieciństwa...zapach bezpieczeństwa i miłości..zwłaszcza tego grubo posmarowanego masłem....lub świeżutką śmietaną i posypanego cukrem.....stąd na dziś, zamiast lodów, tortu i waty cukrowej.....żytni bochenek z otrębami i kaszą gryczaną w bardzo landrynkowym otoczeniu. i niech ta magiczna chwila trwa....i niech nam pachnie, jak najdłużej!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature