Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty

Perszeron biegania

25.09.2016
Siedem lat temu mniej więcej o tej porze zaczęłam biegać. O ile można to nazwać bieganiem. Dziewięć i pół minuty marszu i pół minuty truchtu - razy trzy. Tak. Proszę nie poprawiać ostrości w odbiornikach. Powtórzę cyframi: 9,5 minuty marszu i 0,5 minuty truchtu - razy 3. I to był wtedy mój absolutny level master.

Przychodziłam z pobliskiego parku z facjatą syberyjskiej matrioszki, która utrzymywała się przez pół doby. Nie miałam żadnego specjalistycznego sprzętu. Malinowy dresik i zwyczajne trampki. Ale miałam za to chęć zadać kłamu opiniom, które od podstawówki nosiłam w głowie. Że w bieganiu jestem do niczego. Wszak każdy powinien być w stanie od ręki przebiec galopem trzy kilometry bez zadyszki, c'nie?*. Chciałam też wypróbować na sobie tą szaloną wtedy dla mnie myśl, że każdy może nauczyć się biegać.

I rzeczywiście. Udało się! Parę miesięcy później przebiegałam truchtem, ale i ciągiem - pół godziny. Wtedy też kupiłam sobie pierwsze buty do biegania. Dwa lata później potrafiłam przebiec nawet trzy godziny. Snułam wielki szturm na maraton, ale okazało się, że nie przekraczam nad-świetlnych prędkości wystarczająco szybko. Że Bebeluszki to Perszerony. Mogą długo, nawet bardzo długo, ale powoli. Nie żałuję. Bieganie to medytacja. Na tyle, że zdarzają się w kularach takie rozmowy:

Wtedy, w podstawówce - nie uwierzyłabym nikomu, kto powiedziałby, że za dwadzieścia lat będę biegała przez całą ciążę, aż do 6 tygodnia przed lądowaniem Potomki. Po nim nastąpiła najdłuższa przerwa. Próby biegania w duecie, wspomagane wózkiem, okazały się nie na moje, a zwłaszcza Grudkowe nerwy. Wszak Grudka od zawsze twierdzi, że wózek to zuo. Od miesiąca biegam sama. Głównie wieczorami, gdy Potomka już śpi i w weekendy rano. Znowu marszobiegi, znowu trucht. Ale co z tego? Jest mi z tym wspaniale.

Co chcę tym powiedzieć? Nie wierzcie innym! Nie słuchajcie jak Wam mówią, że nie możecie. Możecie do jasnej Anielki! Może tempem żółwia, ale możecie.

Ale przede wszystkim: Uczcie proszę swoje dzieci, że rzeczy można się nauczyć. Że to, że nawet jeśli nie urodziły się antylopami, Mozartami, Skłodowską-Curie, Gordonami Ramsey'ami czy Pavarottimi  - nie znaczy, że nie mogą czerpać radości z wykonywania różnych fajowości. Że nie trzeba być prymusem, by robić i być z robienia zadowolonym! Nie uczcie ich zaś, że talent jest w tym równaniu wartością konieczną. Talent bywa pomocny, ale kurcze - czymże jest talent bez facjaty matrioszki syberyjskiej i przekonania, które każe ci wstawać o 6 rano, by móc pobiegać przed pracą?

*i to tylko ja jestem jakaś nieudana, bo nie dość, że nigdy nie udało mi się tego osiągnąć, to jeszcze do metę dobiegałam w ostatniej trójce (pozdrawiam Joannę A. i Wiktorię K.!). Oprócz kolejnej trójki na szynach (wuefiści litowali się nad poza-tym-prymuską) do domu niosłam też kubeł goryczy i rosnące przekonanie, że sport nie jest dla mnie. Czego rugowanie zajęło mi następne 15 lat!

Okrak

17.06.2011
Legendarna Tamilee, co zawsze chce mieć takie ciało, przypięła się diodami do ekranów komputera.
Pan w kiltu z poważną miną sprawdzał każde mrugniecie jej napompowanych mięśni.
Z tego tańca drżeń Tamile ułożyła misterny plan tortur.
Zamiast pójść do fryzjera, zaczaiła się na biurku Bebeluszka.
Tuż za stosem papierów wysoce naukowych.
Czekała tak na Bebe od grudnia....do przedwczoraj.

Od wczoraj zatem Bebe chodzi okrakiem. Okrak jest uparty i nie odpuszcza mimo magnezu i innych cudów nowoczesnej medycyny z kąpielami w olejkach eterycznych włącznie.

Wniosek: Gdyby nie zwały tłuszczu, zawodnicy sumo mieliby dziurę między udową i kubańskie pośladki na wysokości nerek.

Tamilee macha lekceważąco ręką z ekranu i obiecuje Bebe TAKIE ciało,
O ile  przysiady sumo będzie powtarzać co drugi dzień.....
O ile.

Dziś wszędzie dookoła jest wiosna, a Bebe......

2.05.2011
 °°°
Dziś w bebeluszkowej skrzynce od Bułki Młodszej:

Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem: "Jestem ślepy, proszę o pomoc". Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego zauważył, że jego kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy... Wrzucił mu parę monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę - wziął jego kartonik, odwrócił na druga stronę i napisał coś....
Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna znowu przechodził obok tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet. Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka i zapytał go: "Czy to Pan odwrócił kartonik i co Pan na nim napisał ?" Mężczyzna odpowiedział: "Nic co nie byłoby prawdą. Przepisałem Twoje zdanie tylko troszkę inaczej." Uśmiechnął się i oddalił.
Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było napisane: "Dziś wszędzie dookoła jest wiosna, a ja nie mogę jej zobaczyć..."

Zmień swoją strategię jeśli coś nie jest tak jak być powinno. A zobaczysz, że będzie lepiej...
Jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest profesjonalna powiedz sobie, że Arkę Noego zbudowali amatorzy a Titanica profesjonaliści...!!!

 °°°

Dotąd było tak:
Bebe u Szklanej Małpy w odwiedzinach. Małpa nie w humorze, łypie na Bebeluszka nieprzyjaznym okiem. Bebe schodzi na padół łez i ciężkich myśli. Wyrzuca sobie chaos w insulinie, brak konsekwencji, lenistwo i nadprogramową miseczkę musli dwa dni temu. A może to bieg ponad półtoragodzinny? Wody w Bebe ustały? A może jakiś mięsień rośnie? A może....? 
Pytań tysiąc w głowie, a wniosek jeden: Bebe jest gruba świnia i już nigdy nie uda się jej schudnąć. Dieta odchudzająca  to dla niej frustrujący sposób na utrzymanie wagi. Gooopia waga i goopia insulina. Czemu świat jest taki niesprawiedliwy???!!!!

 °°°

Kilka dni temu Bebe postanowiła po raz kolejny przejąc sprawy w swoje ręce, wierząc teoriom o sile podświadomości, czyli głupocie naszego mózgu, który nie potrafi odróżnić rzeczywistości od fikcji, tego co myślimy i mówimy. Bebe waży się sporadycznie, dając Pannie Szklane Oczko czas na doładowanie baterii i pozbieranie cyfrowych myśli. Tymczasem Bebe myśli:
Chudnę! I mojemu ciału bardzo na rękę, podoba mu się ten cały proces! Czuję się świetnie ćwicząc i jedząc zdrowo i regularnie! Ba! chudnę 0,5kg na tydzień! Co daje 2kg w miesiąc! Czyli do października, zdążę z osiągnięciem celu wagowego jak nic! Będę w szortach rozmiar 38 przekraczać metę maratonu z rekami uniesionymi do góry i uśmiechem zwycięzcy na twarzy! A co! 

Efekt? Waga ruszyła nareszcie w dół! 0,5kg na minusie. I żyć życie jakby lżej....

 °°°

Jeszcze tylko 1 spanie i Bebe też zobaczy wiosnę i poczuje motyle w brzuchu! 


finito!!!!!!

30.03.2011

wczoraj o północy czasu polskiego nastąpił wielki finisz mulionowych kolorowych zawodów na kto spali więcej. na mecie radość nieograniczona i lekka konsternacja. bo jak to? dzisiaj już nie trzeba zmuszać obolałych mięśni do wysiłku??? można się wyspać? pójść po pracy na zakupy lub kawę? a wieczorem do łóżka i poczytać książkę?  bebe z ulga leży futrem do góry i czeka na ostateczne wyniki.

jak to dobrze, że adador wymyślił te zawody. gdyby nie ten tydzień, to bebe żyłaby w niewiedzy, że:

1. może spalić w jednym tygodniu 14 467kcal, co daje średnią 2 066kcal dziennie.
2. jest w stanie ćwiczyć średnio 3,8h każdego dnia, niezależnie czy jej się chce czy nie
3. ciało jest zdolne do wysiłku choć boli, piecze i zalewa się oceanem potu - i że od tego się nie umiera.
4. można nie użyć babodni jako wymówki dla braku ruchu, i czuć się lepiej niż zwykle.
5. intensywny ruch działa na obcego jak morfina
6. przekroczyć granice fizyczne, to ma więcej wspólnego z psychiką niż mięśniami.
7. zostanie mulionową ironmenką (co następuje po terminatorze, king kongu, kosmicie i galaktycznej dziurze)
8. ma twarde zawodniczki u boku, a z takimi to konie kraść i chudnąć!
9. każdy, ale to ABSOLUTNIE każdy, może biegać. dowodem nie jest już tylko bebe, ale i haanyzka, która jeszcze kilka miesięcy temu zapierała się wszystkimi kończynami, że biegać nie lubi, nienawidzi i nie będzie.

z punktem ostatnim wiąże się decyzja. decyzja chuchana już od kilku miesięcy a teraz definitywna. bebe przebiegnie maraton. wraz z adadorem i haanyzką stworzą mulionową grupę. a może i inni się przyłączą? wszystkie chętne foki i śledzie niech czują się zaproszone do wspólnego biegu lub wymachiwania stanikami na trasie i robienia pamiątkowych zdjęć przekraczania mety jeszcze w październiku tego roku w polskiej stolicy rogalowej. będzie się działo!

trzeba coś zgubić, by coś odnaleźć

17.03.2011
ustawowo dzień wolny od ćwiczeń. ale rutyna jest rutyną. pozytywka i hulanie są nie podlegają ustawie. poza tym droga na uczelnię pod górkę z plecakiem. czyli bebe idzie a nie wozi czterech liter autobusem z pięterkiem. trzydniowe mgły podniosły się z ziemskiego padołu, tworząc zaprzyjaźnioną już permanentną szarą chmurę. idealne warunki na rower. zwłaszcza w perspektywie wolnego popołudnia, po sześciu bitych godzinach możdżenia naukowego.

bebe pojechała. sprawdzić nową trasę biegową. lajtowo miało być. bebe w yam-yamowie jest relatywnie nowa i niektóre ulice jeszcze się jej kognitywnie nie łączą. droga do parku, zamiast z parkiem, połączyła się z mostem. dziwnie znajomym mostem. bebe patrzy pod most, a tam leśna ścieżka. ta sama leśna ścieżka, co w lewo prowadzi do kanałów z barkami, a w prawo w pola i łąki. ta sama ścieżka, którą bebe przebiegła już chyba z tysiąc razy! ta sama ścieżka, jak dobra przyjaciółka, była domem i ostoją spokoju. bebe nie szukała już parku. były ptaki zachłyśnięte świeżym powietrzem, żonkile i kwitnące drzewa śliwkowe, owce wielokolorowe na soczystych zielonych łąkach, stadniny koni, pagórki uwieńczone krzywymi chatkami, paolo coelho po niemiecku i wiatr we włosach.czysty zen. i już wiadomo co bebe będzie robić w czwartkowe popołudnia :)



dzień wolny od ćwiczeń. spalonych 1444kcal. to już trzeci raz w tych okolicach w tym tygodniu.
bebe zaczyna bać się samej siebie.

pozytywnie zakręcona

10.03.2011
od połowy lutego bebe jest silnie zakręcona.

zaczęło się od wiewióra, który nadepnął na bebeluszkową ambicję natychmiastowym nawiązaniem bliskiej przyjaźni z hula hupem. bebe nie może być gorsza. będąc jedyną podwórkową istotą niezdolną do tańca w diabelskim kole, bebe postanowiła stawić czoła traumatycznym przeżyciom z dzieciństwa. i chociaż przypominało to bardziej przysiady, niż gorący kubański taniec, to ambicja domagała się straconego honoru. z czasem kilkuminutowe doskoki przerodziły się w systematyczną pracę. sumiennie i po 5 minut każdego dnia.

potem przyszła obtulanka ze swoją spódnicą i wcięciem w talii. bebe jest podatna na wpływy. zwłaszcza pozytywne. pozazdrościła obtulance i puściła się w romans z pozytywką. systematyczność to klucz do niemal każdego sukcesu, więc pozytywkę podpięła pod hulanie i tak bebe zakręciła się już totalnie. kręciło się coraz lepiej, coraz szybciej, coraz dłużej...aż do dzisiaj! gdy nastąpił przełom!

proszę fok i śledzi bebe hulała bezustannie przez  bitych 8 minut! ani razu diabelskie koło nie dotknęło bruku! bebe wypina cycki do przodu! będą z niej ludzie!

co dowodzi faktu, że tak jak każdy może nauczyć się biegać, czego bebe jest najlepszym przykładem. tak każdy może nauczyć się wywijać rumbę w diabelskim kole.

howk!

doniesienia do zniesienia

15.11.2010
bebe chciałaby dużo opisać....ale nie ma już siły.....chwilowo nie ma....tymczasem paseczki ruchem jednostajnym konsekwentnie i systematycznie przesuwają się w stronę końca. bebe będzie chuda. tylko nie wiadomo jeszcze kiedy. jak mówi ada, mamy czas. jak nie teraz to w maju. kiedyś bebe będzie chudy śledź. i znowu wlezie w najchudsze rurki.

mniej niż 1000 minut do przebiegnięcia zostało na ten rok.....10 dni po 100minut......albo 20 po 50.....albo 40 po 25 minut......bebe da rade! norma buforowa-inno-ćwiczeniowa już niemal wyrobiona. strachu nie ma. a kolekcja bezsłodyczowa na miłej ostatniej trzeciej prostej :)

a co u panny szklane oczko? mieszka nadal w szafce kuchennej. bebe widuje ją rzadko. stosunki jak yam-yamowa pogoda. zmienne z tendencją na chłód, a nawet spadek. temperatury uczuć a nie kilogramów. panience się ruszyć nie chce. ale bebe się chce. na pannę nie będzie się oglądać.

prezentacja w środę o 2:45. uprasza się o kciuki.








jezioro z rana jak śmietana

8.07.2010
pierwsza część planu restrukturyzacyjnego rozpoczęta. bebeluszek obudził się o nieprzyzwoicie wczesnej porze. wszystko przez wiewióra. lepszy jest niż budzik. podstępnie zabrał bebeluszkowi kołdrę. opatulony milusio chrapie w najlepsze. bebeluszkowi zimno. ale nie ma co walczyć o kołdrę, bo budzik się właśnie obudził. ptaki jak wariaty. wiewiór mrucząc przewraca się na drugi bok. bebeluszek na autopilocie. z okiem lekko skacowanym po wczorajszym opijaniu magisterek, tudzież brzuchem nadal w rozmiarach kilimandżaro. wbija się w strój kąpielowy...trampki, szorty....nadal się dopinają! bebeluszek z zaskoczeniem stwierdza, że nie wrócił jeszcze do dawnych rozmiarów belwederu.....ręcznik, okulary....i rower. bebe jedzie. koło przednie lekko chybotliwe. ale bebe jedzie. na szczęście do jeziora można się sturlać z górki. po drodze tylko jedne światła. bebeluszek nie ryzykuje. czeka na zielonego mena. i 3 minuty później stoi już po kolana w wodzie. plaża dzika. emeryci w negliżu sztuk dwie już się pluskają w oddali. bebeluszek nie zdradzi swej polskości. kostium zostaje na beblowym ciałku. nad jeziorem jeszcze lekka mgiełka. czapla gapi się z brzegu. ryby skubią bebelowe pięty. słońce w pełnej krasie. i bebe też. kolano pozwoliło tylko na 40minut żabki. bebe dodała do tego 10min kraulowych nóżek. na początek wystarczy. i tak jest bosko! nie ma to jak zamienić poczucie winy na coś dobrego dla siebie. jutro powtórka z rozrywki. jezioro z rana jak śmietana! hołk!

bebelates

4.07.2010
poszedł bebeluszek do lasu. biegać. a właściwie truchtać. nie jest to to samo. mięśnie aż płaczą o więcej. ale bebe jest dzielna. nie słucha tych lamentów. cała uwaga skierowana jest na technikę. prawe kolanko ma być prosto. prawe kolanko ma się nie gibać. jest wczesny piątkowy poranek. leśna ścieżka opustoszała. słońce już całkiem wysoko. i coraz gorętsze. ptaki jak wariaty. pod stopami miękka poduszka z igliwia.nic nie boli. nic nie martwi. błogie nic. po pół godzinie bebeluszek zatrzymuje się na małej polance. empetrójka gra coś wolnego.....bardzo uspokajającego. błogie nic. ćwiczenia fizjo. ćwiczenia rozciągające. każdy miesień mile rozgrzany. bebe jakby w samym środku siebie. wraca wewnętrzny balans. empetrzy zmienia nastrój. najpierw powoli.....a potem...coraz szybciej i szybciej.....gorące takty...biodra bebeluszkowe nie mogą się oprzeć. bebe im na to pozwala.
gdyby dziwnym trafem, ktoś przechodził przez ową polankę, zobaczyłby dziewczę w kermitowych szortach uprawiająca lekko nieskoordynowaną czynność taneczną do niesłyszalnej muzyki. ruchy freestylowe. nieco afrykańskie. nieco baletowe. zmienne w tempie i wyrazie. ku swemu zdziwieniu przypadkowy przechodzień zaobserwowałby jednak, że dziewczę zaczyna w tym dzikim tańcu truchtać! że wraca na ścieżkę nie przerywając swego biego-tańca. od czasu do czasu truchtajac tyłem lub zatrzymując się, by wykonać piruet na lewej nodze. jakby dziewczę odgrywało sceny ze znanego deszczowego musicalu. czasem słychać jak śpiewa pojedyncze słowa. widok nader komiczny, ale jakże energetyzujący! pozytywnie nastrajający!

bo oto bebe zrzuciła ciężar. ciężar strachu. na chwilę zapomniała o możliwości istnienia przypadkowego przechodnia. i jego surowych oczu. bebe była tu i teraz. wolna. radosna i błogo spokojna. bebe pozwoliła sobie na to by żyć! i to pełną piersią! i czerpać radość z tej wewnętrznej wolności!

.....i tak narodził się bebelates.

czy podczas jogi można się spocić?

2.07.2010
można! zwłaszcza gdy jest to joga intensywna. uprawiana przy temperaturze wyczutej 30 stopni w cieniu. w otwartej przestrzeni łąkowo-bieżniowej, gdzie starsi panowie szurają sportowym obuwiem okrążenia spłaszczając czyniąc tym samym kroki ku spłaszczeniu piwnych brzuszków narodowych. ptaki jak wariaty. listowia szelest. a pot kropelkami toczy się po bebelowej twarzy...kap..kap...kap.....bebe trzyma ciało w pozycji horyzontalnej opierając się na czubkach palców kończyn wszelakich....wdech...kap...wydech...kap...wdech...wszystkie mięśnie napięte.....guru jest kobietą o łagodnym głosie. a głos ten przez bitą godzinę zachęca do regularnego wciągania pępka podczas przenoszenia stóp za głowę tudzież ciała skręto-gięcia w pozycji pionowej na jednej nodze...bebe nawet nie przypuszczała, że potrafi. a potrafi! ....wdech...kap...wydech...kap...wdech....bebe nawet przetrzymała całą sesję bez konieczności awaryjnej respiracji w pozycji dziecka.....wdech...kap...wydech...kap...wdech.... góra....kobra...wojownik jeden...wojownik  drugi...plank........wdech...kap...wydech...kap...wdech....góra....kobra...wojownik jeden...wojownik drugi...plank....zmiany są coraz szybsze.....bebeluszek skupia się na oddychaniu.....przy którymś powtórzeniu z rzędu gdy właśnie ciało rozpięte znów horyzontalnie do podłoża bebeluszek widzi mrówkę. a z nią kawałek czegoś białego...coś białe jest ciężkie....a najwyraźniej zaaferowana właścicielka wyznaczyła trajektorię tranzytu dokładnie i li i jedynie pod bebeluszkowym bebeszkiem....mięśnie zaczynają kłóć tysiącem szpilek.....mrówka tacha...białe coś zaczepiło się jej o wzorek maty......mrówka ciągnie...mięśnie zaczynają palić...wdech...kap...wydech...kap...wdech..białe coś uratowane z wzorkowej niedoli...mięśnie w ogniu....mrówka ciągnie swą zdobycz dalej....bebeluszkowe kończyny zaczynają trząść się niebezpiecznie...mrówka tacha...wdech...kap...wydech...kap...wdech...już jedną nogą wychodzi spoza zasięgu bebelowego cielska.....które z nieukrywaną ulgą opada na matę i przechodzi w pozycję kobry....wdech...kap...wydech...kap...wdech....

nowy dekret w kraju króla gaci:
1. joga intensywna zostaje oficjalnie włączona do planu restrukturyzacyjnego.
2. zakaz mrówkowego ruchu tranzytowego na bieżni.

koniec z bieganiem ??? :(

28.06.2010
od 4 tygodni boli bebeluszkowe kolanko. prawe. głównie podczas schodzenia po schodach, tudzież przysiadach.....bebeluszek nie zdziwił się tą przypadłością, bo już kiedyś nawiedzała dolne kończyny.

dawno temu, jak bebe jeszcze pacholęciem był, podarowano pacholęciu rower. piękny, błękitny, terenowy.....a że był to prezent podchoinkwy, to bebe włożył czapę, rękawiczki i pomkną przez śniegi....i tak do lata...a potem kolejny rok....codziennie przynajmniej godzinę. przez mazurskie lasy i pagórki......a potem były studia w mieście ginących rowerów. więc dla własnego bezpieczeństwa mustanga zaparkowano w rodzicielskim garażu.....kończyny dolne bebeluszka najwyraźniej nie mogły znieść tej rozłąki...i zaprosiły przypadłości....kolanowo-kostkowe.....trwały rok z przerwami. a potem zanikły...jak i tęsknota za mustangiem, zastąpionym tymczasowo i kradzieżoodpornie żabą marki wigry3.

minęły lata. bebeluszek przeprosił się ze sportem. wybór padł na marszobiegi. od listopada bebe łapała wiatr we włosy i wypacała hektolitry i kilogramy na podkanałowych yam-yamowych dróżkach...filtrowała płuca...i czuła, że żyje!!!!! w ostatnich 3 tygodniach biegów było jak na lekarstwo. tzn. w skali nowego bebeluszka-sportsmena. czyli 1-2 razy w tygodniu po 70min. i czy to znowu tęsknota kończyn za ruchem.....czy inna tajemnicza przyczyna.....bebeluszkowe kolanko znowu zaczęło boleć....z dnia na dzień coraz częściej...i coraz mocniej. lekko zaaferowany bebeluszek odwiedził doktora. na nic. guru też został gruntownie wypytany. nic. jedynie telefon do fizykoterapeutki zaaplikował.

w niedzielne popołudnie ubrał bebeluszek kermitowe szorty i wybrał się na spotkanie z fizjo (jak specjalistkę od kończyn zwie guru). pogoda cudna. chmurki brak. spacer w nieznane obszary yam-yamowa....a jakie piękne te obszary....aż chce się yam-yamowo polubić!!! fizjo urzęduje w małym lasku między polami krykietowymi, gdzie panowie z brzuszkami i w białych koszulkach polo biegają z kijkami w pełnym słońcu. fizjo najpierw usadziła bebeluszka na krześle i zadała tysiąc pytań. potem przyjrzała się kończynom dolnym. i zaczęła się obdukcja: kończyn gięcie, masowanie, prostowanie, pochylanie, rozciąganie.....po pół godzinie zapadł wyrok. problem z chrząstką kolanową. bebeluszek zdecydowanie za młody na taki problem. a to prawdopodobnie przez te intensywne jazdy rowerowe w wieku pacholęcym. można tylko zapobiegać dalszemu rozwojowi, który groziłby stołem chirurgicznym. trzeba wzmocnić mięsień wewnętrzny uda i nauczyć prawe kolanko nie gibać się na boki przy każdym zgięciu. dostała bebe zestaw dwóch ćwiczeń do wykonywania jak lekarstwo. przynajmniej trzy razy dziennie przed każdym posiłkiem.

a teraz najważniejsze. pytanie to bebeluszek zostawił na koniec. i wypowiadał z niekłamanym strachem.......co z bieganiem???? fizjo stwierdziła, ze najlepiej w ogóle..... ale jeśli bebeluszek bardzo lubi, to bardzo ograniczyć. przynajmniej póki się mięsień kolanowo-udowy nie wzmocni. przynajmniej na kolejne pół roku   i tylko lekko. krótko. i po miękkich nawierzchniach. w zamian fizjo nakazała ćwiczenia rozciągające w ilościach masowych. joga. stretching czy inny pilates. pływanie kraulem (a tej sztuki jeszcze bebeluszek nie opanował). a w fitness klubie wiosła i rower. choć na tych dwóch ostatnich znowu uwaga na kolano i jego prostość.

żegnajcie king kongi i terminatory.....pomyślał bebeluszek z mina nietęgą...bieganie to akurat to co bebeluszki lubią najbardziej. do tego nie trzeba bebeluszka motywować. sam wskakuje w trampki i leci wzorem foresta gumpa. inne ćwiczenia nie są aż tak ponętne. zwłaszcza te wykonywane w pomieszczeniach zamkniętych i samotności. te mało spocone i niezmęczone....

no ale nic. przecież nie ma tego złego. a bebe zawsze chciała się nauczyć dotykać w siadzie placami rak czubków swych stop! będzie więc zamiast bebeluszeka-foresta oraz bebe-giętka guma. swoją drogą....jeszcze 2 lata temu bebeluszek, co bieżnię omijał szerokim łukiem, nawet w swych najśmielszych snach nie przypuszczałby, że pewnego pięknego dnia zasmuci się z powodu niemożności biegania.....o ironio losu!

teraz tylko opracować plan restrukturyzacyjny.....

będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!! będę lekka, zwiewna, powabna i giętka !!!!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature