Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty

Pełny talerzyk

23.12.2016
 



Puste miejsce przy naszym stole jest już w tym roku zajęte. Goście przybyli we wtorek. Państwo pozwolą, że przedstawię: Rotawirus, który przytargał ze sobą awarię internetu (chyba, żeby nam nie było przykro, że nie mamy na nic siły)*.

Przygotowania do Świąt uległy nagłemu uproszczeniu.
Nie powiem, jest to nawet przyjemne.
Zamiast sprzątania, poprawiamy poduszki i wstawiamy kolejne pranie.
Zamiast barszczu - cola.
Zamiast makowca - suchary.
Zamiast odświętnych strojów, świeże piżamy.
Zamiast prezentów... o co to nie! Już czekają. Taka nasza świecka tradycja, że pod choinką jest zawsze z górką. Być może dlatego, że w ciągu roku właściwie się nie obdarowujmy. Tak jakoś wychodzi.

Wybaczcie zatem ciszę.
Prenumeratorzy Bebewieści proszeni są o dodatkową porcję cierpliwości.
Będzie dla Was kalendarz na 2017 do ściągnięcia. Niech tylko internety ozdrowieją.

Tymczasem na te święta, życzymy Wam zdrowia i spokoju.
Dużo spokoju. Spokoju ducha, spokoju w domu, spokoju na świecie.

Dziękuję, że tu ze mną jesteście!

*A jeszcze tydzień temu cieszyłam się, że udało nam się przeżyć niemal cały semestr zimowy w ochronce bez infekcji. A potem jeszcze, przeczytawszy komentarz Kosmicznej na Robótce (ave Kosmiczna!), że mimo Rotawirusów jednak wysyłają....więc pomyślałam sobie, o rany jakie to musi być przykre być chorym na święta**. To oficjalne: jestem czarownicą.

**Tu myślę najcieplej jak potrafię o wszystkich chorych rodzicach, zwłaszcza samotnych. Trzymajcie się tam! Dzień coraz dłuższy.

Czekoladowa kaszanka

23.12.2011


Wiewiór pracuje, a Bebe - curą domesticus. Miesza bigos przy teoriach socjologicznych interakcji. Z jednym okiem w notatkach z fenomenologii składa koślawe gwiazdy z papieru, które nijak nie chcą dorównać złotemu aniołowi origami autorstwa Wiewióra. Przeszła na dietę opartą o tubylczy wypiek świąteczny, co jej chyba nie służy, bo w rajtkach coraz luźniej. Pisze plany ukończenia wiekopomnego dzieła naukowego, a o północy robi świąteczne zakupy w pobliskim supermarkecie: połowa karpia z wytrzeszczonym okiem, tona twarogu homogenizowanego na sernik, mąka najbielsza na lazanię, nugat do dwóch pieczonych jabłek i najmniejsza kapusta w szpic na bigos. Jaka szkoda, że to święta we dwoje!!! - krzyczą geny polskiego dobrobytu stołowego.

Bebe oswaja poddaszowe gniazdo obrazkami z dzieciństwa i zdjęciami z wakacji, lustrem zawieszonym w sypialni i parą kolorowych miseczek. Wieczorami zdradza Wiewióra z ciałem profesorskim na Skypie. Ciało bowiem zdeterminowane jest silnie kaganek oświaty nieść nawet i pod samą choinkę! Jak to dobrze, że to święta we dwoje. - szepczą nerwy na niteczkach zawieszone. Tylko cynamonowych gwiazdek i waniliowych księżyców brak. Upiec własnych nie ma jeszcze na czym, a kupne w cenach zawrotnych po trzy i pół książki za kilogram.

Nic to, mama Wiewióra z prezentami przesłała chocolate pudding razy dwa, co Wiewióra wprawiło w osłupienie. W kraju jego przodków, zadziwiająco do bebeluszkowego podobnym, pudding to bowiem kaszanka. Czyżby kaszanka w wersji czekoladowej, czyli poslki salceson? Okaże się w pierwszy dzień świąt, który na szczęście Wiewióra jest dniem drugim, bo do otwarcia prezentów zostało mu już tylko jedno spanie. A że Święta odbędą się w stylu łączonym Wiewiór łata najdłuższe skarpety, żeby o świątecznym poranku zmieściły się w nich nie tylko pomarańcze.


Choinka z metra cięta przekracza zdolności budżetowe, w związku z czym Wiewiór wykazał się miłosierdziem i zaadoptował w supermarkecie chudą choinkę made in china. Plastikowe kulki vel poranna rosa na gałązkach gratis. Drzewko nie sięga mu nawet do kolan, a sztuczna ikra rybia sypie się, ku uciesze nowego ojca, na dywan suto, co objawia się charakterystycznym chrzęstem nadal dziurawą skarpetą. Wiewiór nowego członka rodziny ubrał odświętnie, opatrzył w perukę z anielskiego włosia, umieścił na piedestale z pudełka po ciastkach.  Jak to dobrze, że to święta we dwoje. - cieszy się Wiewiór myśląc o tych licznych studenckich razach bez drzewek, bliskich a nawet chleba z masłem. Z Bebe w ramionach wdycha święta przy blasku niemrugających lampek i chyba po raz pierwszy w życiu zaczyna je po prostu lubić.

Podróż filmowa

15.12.2011

A tak było dokładnie rok temu. Pociąg relacji Kraków - Warszawa.

 Nie, podróż filmowa nie ma nic wspólnego z czerwonymi dywanami i szpilkami. Za brak tych ostatnich Bebe dziękowała wczoraj wszystkim bogom i aniołom z przytupem. Wszystko zaczęło się od tego, że nie przyjechał ten wcześniejszy niż wcześniejszy autobus na dworzec. Ten wcześniejszy też się nie pojawił. Nie mówiąc już o tym na czas.

Pot stresu lał się ciurkiem pod dwiema warstwami kurtek, które nie zmieściły się do plecaka. Wiatr zimnymi podmuchami w oczy nie pomagał przy galopie z językiem na brodzie i trzydziestokilowym balastem na plecach. Czwarty autobus pojawił się, jak za dotknięciem różdżki, tuż po zamówieniu taksówki, która miała zrobić wszystko co w jej mocy, by do Bebe dojechać na czas. Moc taksiarza nieraz już Bebe zawiodła, wybór padł więc na wtaczający się właśnie na przystanek środek komunikacji miejskiej. Dziesięciominutowym biegiem na yam yamski dworzec Bebe zaliczyła egzamin wstępny do korpusu Marines. Nawet bandę kudłatych podlotków staranowała bez mrugnięcia okiem, w końcu widzą, że leci, więc na cholerę zajmują całą szerokość chodnika?!

Czas jest niewątpliwie kobietą i to z PMSem, humorzastą i zmienną. Ciągnął się jak stare kapcie po szpitalnej podłodze, gdy kierowcy autobusu zachciało się zrobić przerwę w samym środku trasy. Gdy zaś do pociągu w Czarnym Lesie zostało pięć minut i trzy podejścia po schodach, leciał sobie jak struś pędziwiatr. Bebeluszek robił za kojota, zwłaszcza przy trzech podejściach z balastem po wydłużających się, jak Boga kocham, schodach. Osobom z setką wagową na karku Bebe gotowa jest od dzisiaj wycinać medale z ziemniaka. Każdy krok z takim ciężarem to jak zdobycie K2 w środku zimy. Bebe nie chce wiecej ani K2 ani stu kilo na biodrach.

Samolot, jak zwykle, pełen był pingwinów w biznesowych marynarkach i dopasowanych garsonkach.   Nielot w płaszczu od Gucciego z silnym keczupowym akcentem oznajmia ludzikowi w telefonie: Samolot mam spóźniony. Taka uroda świata biznesu. Tego wieczoru elegancka rzeczywistość papierów wartościowych i cen nieruchomości wzbogacona została najbrzydszymi butami do biegania a w nich buraczana jak Matrioszka Bebe, która odmówiła miesiąca rozłąki ze ulubionym sprzętem sportowym tylko dlatego, że gabaryty stelaża nie są przystosowane do potrzeb nowoczesnego nomada.

Scena końcowa. Entuzjastyczny bieg po peronie i romantyczny pocałunek w ramionach amanta? Wybaczcie, ale dystanse biegowe zostały już wyczerpane z zadatkiem. Błękit znajomych, dobrych oczu kazał Bebeluszkowi krok po kroku przeczłapać długość peronu, który też, jak Boga kocham, zdawał się wydłużać niż skracać. I nastąpiła czerń. Czerń nocy i czerń wiewiórowego płaszcza, w której Bebe postanowiła zniknąć.

Niniejszym Święta uważam za otwarte!

Flying home for Christmas

14.12.2011

Chris Rea. Piosenka, która co roku nabiera dla Bebe nowych znaczeń.


Już od dziewięciu lat utwór ten opisuje bebeluszkową rzeczywistość. Ostatnia skypowa rozmowa: Wiewiór włącza to na cały regulator po swojej stronie ekranu i zaczyna śpiewać razem z Chrisem. Bebe śmieje się na tą wizję własnej przyszłości. Patrzy na człowieka na ekranie komputera i roztapia się jak czekolada w palcach trzylatka. Wiewiór to dom, choć tak nie było zawsze.

Na początku domem były zasypane śniegiem mazurskie lasy, trzypokojowe mieszkanie wśród zamarzniętych truskawkowych pól. Tam kręciła mak przy trzeszczącym czarnym radio z kolędami w programie pierwszym. W Wigilijny poranek, jako najmłodsza latorośl, ubierała chudą choinkę, pamiętającą jeszcze czasy Gierka. Na samym jej czubku różowa kula ze stalagmitem wystrzelającym srebrem w sufit a całość pokryta anielskim włosiem. Tatuś Bebeluszka już w południe podkładał prezenty pod drzewko, a następie wydeptywał w różanym dywanie ścieżkę, regularnie sprawdzając, czy już pojawiły się paczki z jego imieniem. Mama Bebeluszka, dla równowagi w rodzinnej przyrodzie, o prezentach kompletnie zapominała. Zaskoczona odkrywała niezapakowane dobra dla całej rodziny w czeluściach szafy kilka dni po podziale opłatkiem. Siostry Bebeluszkowe zjeżdżały już po pierwszej gwiazdce, żądając pasztecików z kapustą i bigosu.

Rok temu miano domu przypadło hipisowskiemu pałacowi w środku Stumilowego Lasu. Na ręcznie plecionych chodnikach pod ogromną żywą choinką w balowej sali jedli z Wiewiórem sałatkę kartoflaną z kiełbaskami i pieczone z nugatem jabłka ....a po polsku, karpia cichaczem w pokoju, bo dla sześćdziesięciu hipisów ryba nie chciała się rozmnożyć. Za to korzenne wino lało się hektolitrami. Na pasterkę była wielka bitwa na śnieżki w ogrodzie, zakończona suszeniem zmarzniętych stóp przy kominku, gdzie Gwiezdne Wojny snuły do rana niekończącą się opowieść.

W tym roku dom, to nowe gniazdo na poddaszu i pierwsze w historii święta z Wiewiórem sam na sam. Wigilijny wieczór będzie po bebeluszkowemu: choinka i pod nią prezenty. Ma być bigos (podobno bardzo śmierdzące suszone grzyby z kraju ojców już doszły, a z nimi kisiel i kiełbasa) i pierogi opieczętowane irlandzką koronką. Pierwszym dniem świąt dyryguje Wiewiór. Mają być skarpety wypełnione pomarańczami i Wiewióra ulubiona lazania autorstwa Bebe. Gwiezdne Wojny tym razem przegrają z Doctorem Who. Przedświąteczne wieczory zarezerwowali na Franka Sinatrę, czarowanie zwierzaków origami na choinkę i Schmalzkuchen na świątecznym jarmarku (coś w rodzaju małych kwadratowych pączków bez nadzienia, posypanych suto cukrem pudrem, jak śniegiem, i jedzonych patyczkiem z papierowej tutki).

Bebe ma gęsią skórkę na samą o tym myśl. Za kilka godzin pociąg zatrzyma się na na stacji w Czarnym Lesie. Jeszcze przez szybę będzie starała się dostrzec na peronie wysoką czarną kurtkę. Wysiądzie z pociągu z nerwowym uśmiechem na ustach a serce stanie jej na chwilę w suchym gardle. Nie, nie boi się niczego szczególnego, ale nie wie, jak wytrzyma te kilka najbliższych godzin oczekiwania. Ma wrażenie, że za chwilę eksploduje. To tylko to dziwne uczucie, gdy po długiej nieobecności, spotyka się znowu kogoś niemal tak znajomego jak my sami. Tak jakby ten ktoś stał się nagle odrębnym istnieniem, które na nowo trzeba oswoić. I dostrzega się znowu, jak ten ktoś naprawdę wygląda. 

Na tym peronie Bebe roztopi się znowu jak czekolada, tym razem w znajomych ramionach, i zaczną się święta!

Pachnie świętami

22.11.2011
"Idą Święta! Kup Viagrę po nowej, niższej cenie!" - powiadomiła Bebeluszka skrzynka e-mailowa. Jeszcze miesiąc temu, ta sama Viagra była dobra na jesienną chandrę i odstraszanie duchów sypialni nie tylko w Halloween.

°°°

Jak święta to i zima, czego oznaką w Krainie Yam Yam jest obecność szarej permanentnej chmury. Niebo wygląda jak pomalowane na grubo nijaką matową nieprzepuszczalną emulsją. Na wschodzie wcale nie jaśniej niż na innych krańcach świata. Ani jeden promień nie przebija się przez tę powłokę. Po krainie krążą legendy, że dezorientowało to dawniej statki hiszpańskie w natarciu na wyspowe brzegi. Czyżby wynalazek królowej? Z szarej chmury siąpi, dżdży, kropi, leje, zacina, pada, mży. Ale na pewno nie prószy. I jeszcze długo nie poprószy, a może nawet i wcale. Jeśli jednak stanie się cud białego puchu Kraina Yam Yam stanie oniemiała z zaskoczenia, jak niemal co roku.

°°°
Z Tatusiem Bebeluszka  na czacie rozmowy (bo Tatuś Bebeluszka jest bardzo postępowy. Rozmawia na czacie, posiada też wirtualne Szorty Cichych Ruchów i poluje hobbistycznie na wampiry):

Bebe: Macie jakieś życzenia do Mikołaja?
Tatuś Bebeluszka: W tym roku mamy tylko niematerialne życzenia. Po wiadrze zdrowia i po drugim Waszych uśmiechów. To nam w zupełności wystarczy.
- Kurcze, Mikołajowi wiadra właśnie wyszły. Wiewiór w zamian proponuje śrubokręt.
- Super prezent. Wiewiór to jest gość.
- No on się zna na prezentach! Tylko nie wiem czy Mama też chciałby śrubokręt....?
- Rozumiem, że wpadniecie do nas na święta.
- Może w przyszłym roku.
-To już może z Wnusiem?
- Musielibyśmy się bardzo postarać.
- To do roboty!
- Yyyyy....przez Skypa będzie ciężko zmajstrować.
- To fakt, zapomniałem.


°°°
Tego samego dnia z Bułką starszą, zwaną też siostrą, jak zwykle na czacie (właściwie to nadal nie wiadomo dlaczego Bebe z Rodzinem komunikuje się poprzez klawiaturę):

Bułka starsza: Dla Wiewióra kupimy kostkę rubikę, proszę o konsultację, jaka by mu pasowała?
Bebe: Najlepsza pewnie byłaby 7x7 albo 6x6. 5x5 dostał od nas raz na święta i już tyle razy układał, że kolory się zdarły i malował je sobie na nowo lakierami do paznokci.
- No to trzeba iść na całość i niech będzie 7x7.
- Chyba muszę sobie znaleźć zajęcie na święta. Taka kostka to niezła konkurencja. Jak dostał kostkę 5x5 to przez sześć godzin powrotnej podróży pociągiem nie odezwał się do mnie ani słowem! Taki był zaabsorbowany. A jak już ułożył, wręczył mi i mówi: "Pomieszaj, ułożę na nowo!" Niedoczekanie!
- To nie chcesz? Bo jeśli mamy Ci zepsuć święta, to dasz mu na inną okazję
- Chcę! Taka kostka to najlepszy prezent dla Wiewióra. Spoko, najwyżej nadgonię bebeluszkowe słowotwórstwo.
- A co do paczki z Polski, to jakieś spożywcze sprawy? Krakowska sucha?
- Kiełbasa jak najbardziej!
- Śliwki w czekoladzie? Torcik wedlowski? Delicje? Coś polskiego słodkiego?
- Nie, nic z tego nie lubię. Nie no, kiełbasa. Ze słodkich rzeczy to chyba jedynie kisiel.
- Kisiel, jaki smak?
- Czerwony! Nie lubię smaku zielonego ani żółtego, pomarańczowy ujdzie.
- Czyli chyba będzie truskawka i wiśnia.
- Wiśnia jest najlepsza.
- Porzeczkowy?
- A taki robią????
- Nie wiem, wymyślam.
- To dopiero technika poszła do przodu.
- Chemicznie wszystko się da zrobić.
- A! Jak masz to poproszę jednego suchego grzyba. Do bigosu.

Sztuczne ognie

4.11.2011


Cicho, zimno i dramatycznie. Tak miało być po wyjeździe Wiewióra, który jeszcze dziś na lotnisku nucił w bebeluszkowe ucho You are the hero of the blog na melodię "We are the champions" the Queen. Ateista, a taki w Bebe wierzący.

Zamiast ciszy jest rock'n'roll na żywo. W wigilię Święta Ognisk Anioły Piekieł otworzyły progi swego pubu dla bez-harlejowych tubylców. Pachnie siarką, a szyby drżą nie tylko od głębokich basów. Jak z armaty wystrzelane, czerwone i zielone świetlne kule, rozpadają się tysiącem gwiazd nad bebeluszkową wieżą.

Niebo rozpalali do czerwoności hinduscy sąsiedzi, już od tygodnia celebrujący Diwali, festiwal światła i dobrobytu. Jutro powinności ogniomistrza przejmą Yam-Yamy. W głównym parku zapłonie ogromne ognisko ku pamięci Guya Fawkesa - w kraju przodków Wiewióra bohatera narodowego, w Yam-Yamowie zdrajcy. Jak Bukę w Muminkach, ciepło i światło ze starych płonących palet zwieńczonych symboliczna kukłą przyciągnie pół Yam-Yamowa w kaloszach. Puszczą karuzelę w tan i będą lać piwo w strugach deszczu. Bebe doświadczyła tubylczego rytuału trzy lata temu, który stracił czar zwieńczony klasyczną grypą. Z braku podstawowego ekwipunku w postaci gumowców, Bebe będzie podziwiać tegoroczne fajerwerki z wysokości domowych pieleszy.

Dramatu też brak. Czas Zimnej Kołdry jest tym razem bardzo określony, a tym samym znośny. Bilet do Czarnego Lasu leży na bebeluszkowym biurku, jak gwarancja pocałunku z sześciotygodniowym odroczeniem.

Teraz tylko odliczać spania, zabijać czas pracą i czekać na fajerwerki: te prawdziwe, noworoczne.

dziwnie

21.04.2011
wirtualnie pachnie mazurkiem i wykrochmalonymi na sztywno firankami.
realnie rodzice dzieciom, wyspowym zwyczajem, kupują jajka czekoladowe wielkości głów swych pociech.
wokół zielono, żywo, radośnie.

bebe przygląda się tej iluminacji przez szybę.

pierwsze  w życiu święta w samotności miały bebe nie wzruszyć.
miało być dużo pracy i brak czasu na dogłębne przemyślenia.

może to starość?
bebe najzwyczajniej w świecie tęskni.
za malowaniem jajek, myciem okien, koszyczkiem z kiełbasą i kieliszkami od wódki pełnymi soli i pieprzu. mazurkiem z kaszą manna. baziami i topniejącym mazurskim śniegiem.

a tak naprawdę to za wiewiórowymi ramionami.
bliskością i poczuciem, że się gdzieś przynależy.

°°°
jeszcze 12 spań.

prezenty

24.12.2010

już w listopadzie bebe dostała od wiewióra prezent podchoinkowy. śnieżnobiałą jednoosobową lodówkę z mini zamrażalnikiem. taki maluch wśród lodówek, ale ma wytrwać przecież tylko do końca doktoratu. wczoraj w stumilowym lesie przy kolacji (
w wonlym tłumaczeniu z angielskiego na ojczysty):

- w tym roku moje prezenty nie są duże - przyznał wiewiór z troską - właściwie małe są. takie o. maciupeńkie. - zbliża palce do siebie na odległość centymetra i demonstruje ze szwajcarską precyzją - ale opakowane w wielką ilość miłości.
- to moje prezenty nie są wielkie! żaden tak duży jak lodówka!
- nie ważne! TY jesteś moim największym prezentem - rozczula się wiewiór.
- i pracuję systematycznie nad tym by być jeszcze większym! - odparła bebe wcinając kolejny kawałek camomberta.


***
codzienności opakowanej w 100kg miłości życzy bebe


a to zdjęcie z pociągu relacji kraków - warszawa.....


oby wam śnieg nie pokrzyżował świątecznych planów :)

Auto Post Signature

Auto Post  Signature