Image Slider

Ciepło szary

22.12.2013
Do uszka z barszczyku i przy dzwonkach karpia. Dla Was dziergane w prezencie na ulubionym ciepło szarym. Garść zimowych landszaftów podprogowo i niezamierzenie układających się w jedną historię.
I co na to Freud?

O takim jednym, po gwiazdki z nieba sięga (Kartka celebrytka: Wyróżniona przez Ryms).

O dwóch takich, z którymi iglaki można kraść.
 
O tym, że gdy nikt nie patrzy można stworzyć coś fajnego.
(Szalikowy totem, bo marzą mi się takie szosy zimą, zwłaszcza gdy śniegu brak a kreda pod ręką).
 
O tych kilku, z którymi fajnie jest się dzielić.






O tym, że z przypadku powstają rzeczy zupełnie nieprzypadkowe (Wiewiór chce mieć to na ścianie).

Nie dajcie się w Święta zwariować.
Oddechu kochani. Dyspensa!
Mikołaj krótkowidz i tak nie zauważy nieumytych wierzchów szafek kuchennych.

2014 niech Wam sprzyja.
Odwagi, przede wszystkim.
Na wiadra życzę. Nam ;)
Ukoch!


Szanowni Państwo, jest Robótka!

18.11.2013
Wham w głośnikach supermarketów? Bombki w oknach H&M? Aldi rzucił już pierwsze pierniczki? Niewątpliwy znak, że czas wyciągnąć z szuflady pióro, papeterię i znaczki. Zaparzyć imbryk herbaty, nalać trunku do kielicha. Ten rok na wariackich papierach zastał Kaczkę na kartonach, Bebe z walizką, ale Robótka musi być! Tym bardziej prośba do Was. Gorąca.


Przecinamy bowiem, nie bez wzruszenia, już po raz czwarty wstęgę Świątecznej Robótki.

Liczna gromadka dzieciaków-starszaków – mieszkańców Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie - czeka na świąteczne kartki z życzeniami.

Bo Święta to bardzo trudny czas, dla tych którzy nie mogą ich spędzić w rodzinnym domu. A jeszcze trudniejszy, gdy człowiek jest przekonany, że nikt o nim nie pamięta.

W takich chwilach najzwyklejsza kartka z życzeniami jest jak koło ratunkowe.
Znak pamięci, nadzieja, miłość upchnięta w kopercie.

Dlatego, przeogromna prośba, p i s z c i e!

Kaligrafujcie, rysujcie, wyklejajcie, brokatem posypujcie, nagrywajcie na kasety, sztucznym futrem renifera wykładajcie, polewajcie aromatem z piernika, nasycajcie wyciągiem z pomarańczy, pakujcie w koperty i ślijcie! Niech dla nikogo i w tym roku nie zabraknie.
Szczegóły w zakładce Robótka 2013

Oni stoją już w oknie wypatrując listonosza, który pamiętając hojność waszych serduch (klik!), przezornie montuje większy koszyk na korespondencję. 

Radość odbiorców gwarantowana. Bumerang dobra także. Rozmnożony jak słynne pieczywo.

O czym zapewniają,
Kaczka i Bebe


p.s. Kaczkę Kierowniczkę znajdziecie tutaj. 
p.s.s. Czy można powyższe kopiować, linkować, przesyłać dalej? Trzeba :) Sztandar także.
 

Tour de Pologne [4]

30.10.2013
[12]
A to Polska właśnie.

Przez telefon w autobusach, tramwajach, pociągach omawia się, obgaduje, dyskutuje, dywaguje, dedukuje, plotkuje, nawija, wymyśla, podkreśla się znacząco:
- Cześć! A nic się nie stało, tak dzwonię. Bo na przystanku stoję i czekam. I wybrałem sobie numerek porozmawiać, akurat do ciebie. Bo ja za darmo mam te minuty a nudno tak czekać. A słuchaj, słuchaj.....

Pali się też. Na ulicach. Równie dużo. I chętnie.

Coś wybuchło na Zachodnim w Warszawie. W tunelu łączącym dworce kolejowy z autobusowym pożar był. Tunel zabito deskami. "Przejścia nie ma" - kartka przyczepiona gwoździem nie oferuje alternatywnych połączeń. Pontonem? Kanałami? Kioskarz robi za informację: "Wyjdzie pani na zewnątrz, skręci w prawo, na przystanku autobusowym schodami w lewo, potem przy wucecie w lewo i dalej prosto". Wychodzę, skręcam w prawo, widzę przystanek, ale daleko po prawej za murem. Schodów brak.W sierpniu był ten wybuch.

Oraz niezmiennie:
- Słucham.
- Poproszę pierogi z mięsem.
- Nie ma.
- A placki ziemniaczane?
- Nie ma. Ale jest noga wieprzowa w tym samym sosie, smakuje też tak samo.

[13-14]
Jest sobotnie popołudnie. Dwie pary pomarańczowych i jedna słonecznych nóg biegną ulicą. Paproszkolandia przodem, Bebe za nią, a Babcia zwyczajowo obstawia tyły. Dolatujemy do atelier za pięć przed zamknięciem. Jest! Warstwami w kolorach wszystkich chińskich kredek układa się na biodrach bezgłowego manekina. Na żywo - na szczęście - ładniejsza. Rajski ptak wśród albinosów z koronek i jedwabiów. Pasuje nogom słonecznym do różowego stanika. Tylko jeszcze przeszyć gorset. Wzrusz!

Pod Stadionem Narodowym, w środku nocy:
Słoneczne: Ale myślisz, że wypada taką sukienkę na ślub?
Pomarańczowe: Kopnąć cię w dupę?

A tymczasem:
Na Saskiej Kępie nawet w deszczu bywa kolorowo.


Ciąg dalszy na pewno nastąpi. Niech tylko skoczę na Wyspy Brr w sprawach aurlopowych. Ekhem. Do połowy listopada. Bezkomputerowa. Bez odbioru.

Tour de Pologne [3]

25.10.2013
[9-11]
Hanyzka, kolodionowa czarownica*, w świetle czuła. Dotarła do sedna.
W poprzednim wcieleniu często siedziałam na stołku.

kolodion

Za udawanie rycerzy walczących ze smokami, hersztów band sierot i przywódców dzikich plemion.

kolodion


W tym wcieleniu siedzę w kolorze. I tyle mi wolno, na ile sama sobie pozwolę.

Zdjęcie z matówki, czyli dawnego wyświetlacza.


*Kolodion: W ciemnej komórce się zaszyć. W proporcjach tylko sobie znanych cukier i inne substancje wymieszać. Szklaną płytkę polać. Równiuteńko, jednym ruchem ręki od lewa do prawa. W ciekłym srebrze uczulić. Do kasety włożyć. Na trawnik przed domem wybiec. Do globiki** włożyć. Widokiem na matówce się napawać. Oddech na osiem sekund wstrzymać. Oczu nie mrużyć. Do komórki wrócić i wywoływaczem-wodą-utrwalaczem potraktować. Światło włączyć i zaniemówić z wrażenia.Suchość gardła winem podlać.

Photoshop na żywo. Cały dzień tak można.

**To nie aparat, to czołg!

Tour de Pologne [2]

23.10.2013
[5]
Wiewiór: Twoja rodzina to Hobbity! Wszyscy z metra cięci, a do tego drugie śniadania, grzybobranie, domowy wypiek chleba, przetwory, nalewki, ogródki, mleko od krowy i ser własnej produkcji.


[6]
Najbardziej stresująca myśl na wakacjach: Za mało odpoczywam.

Przejechać wyczute dwa tysiące kilometrów, by obierając ziemniaki na kartacze w domu rodziców poczuć się szczęśliwym człowiekiem.

[7]
Zakup pierników w sklepie firmowym Kopernika przypomina sceny Bitwy pod Grunwaldem. Pod kostką piernikową kłębi się grupa seniorów pod dowództwem Wielkiego Emeryta, przy katarzynkach w defensywie wycieczka szkolna z Ciałem Pedagogicznym na czele. W samym środku tego obrazka Mamusia Bebeluszka celuje ze spokojem w mieszankę serduszek z nadzieniem. Tatuś Bebeluszka, zakapturzony jak Stańczyk, obserwuje całe zajście z ulicy w towarzystwie kierowców autobusów: Zaraz wyjdą. Jak tylko zobaczą ceny.

Wieczorem aroniówka z nowożeńcami, którzy zdradzili w sekrecie acz w półsłówkach, że po "tamtej stronie" obrzędy ślubno-weselne już nie są takie zabawne. Uroczysta wymiana obrączek, zwłaszcza w tradycyjnej obwolucie z kościołów i kredytów, urasta do rangi tematu przewodniego. Przy stole niby sami artyści i wolnomyśliciele, a na językach te same od lat, pokoleń i sfer: wypada czy nie wypada. Rzucamy monetą obyczajów. Ważymy: bezy z gorsetem vs. kolorowe tiule, zimna płyta vs. pizza, pociotki vs. przyjaciele, orkiestra vs.dj, ołtarz vs. latarnia morska o niskim metrażu. Wypadam z tego korowodu z myślą, że ślub jest jak rodzicielstwo - doświadczeniem indywidualnym. Że alternatywnych rytów nadal brak. Zwłaszcza na wyciągnięcie ręki, dla tych co nie chcą się mentalnie i finansowo gimnastykować. Że za dużo w tym logistyki a za mało radości.


[7 i pół]
Poniedziałek. 3 nad ranem, blokowiska toruńskie. Wino z Bied-y smakuje wybornie.
Sąsiadka: Proszę przyciszyć! Ja rozumiem gdyby to był weekend.
Bry: Włączcie Weekend!*

*Sejneńskie klimaty na polskiej ulicy. Przystanek autobusowy.
Polifonicznym dzwonkiem z kieszeni kobiety: "....ja uwielbiam ją. Ona tu jest i tańczy dla mnie, bo dobrze to wie, że...."
Ona odbiera i krzyczy do telefonu: Heniek, kurwa, czego chcesz?


[8]
Klin klinem. Piwo z Pysigundą., herbata z Wronką, nalewka z Hanyzką.
Wciąż w ciągu.

Tour de Pologne [1]

20.09.2013
[1]
Polska zaczyna się pod bramkami LOTu, tłumem pingwinów szeleszczących w wiślanym narzeczu przez komórki. Ku rozczarowaniu żołądka, na pokładzie nie serwuje już kanapek. Żadnych. Nawet tych z sałatą, musztardą i makiem włażącym reprezentacyjnie między przednie zęby. Wylądowałam wieczorem w stolicy, a szwagier następnego ranka z kacem.

[2]
Zielona Polska Jesień:


[3]
Podsłuchane na mazowieckiej wsi:
- O grzyb!
- Jaki?
- Duży!

- Biegnij siostrzeńcze za piłką chyżo, azali chcesz być jak piłkarze z Borussii a nie Legioniści*.
*Jedenastka z Teutonii plasuje się na szczytach osobistych tabel latorośli.

[4]
Ciociu poczytaj mi książeczkę, ciociu mogę zrobić ci zdjęcie, ciociu a który samochód najbardziej lubisz, ciociu a dlaczego nie jesz naleśników, ciociu no czytaj dalej, ciociu a po co rysujesz tyle tych ptaków do góry nogami, ciociu ale ty jesteś duża, ciociu czy te jesteś tą samą ciocią co wyjechała za granicę, ciociu a opowiedz jak to tam było w tych innych krajach, ciociu a czy widziałaś Pepę? Świnkę Pepę? Nie, tego piłkarza!

Od 11:30 nieswojo. Cisza echem po kątach.

Świerszczyk, poproszę!

16.09.2013

Okładka do wrześniowego numeru "Świerszczyka" z elementami biograficznymi*

Zazieleniły się dziś polskie kioski oraz bagażnik pana Zbysia aka bawarska polska prasa obwoźna. Przyszły najnowsze "Świerszczyki" z mottem przewodnim "Sprzątanie Świata". A w nim opowiadanie "Domowy Ekolog" Magdy Kiełbowicz z moimi ilustracjami i okładką (Dynamic Duo strikes back!). Emocje są jak za pierwszym razem.

Był czerwiec, tuż po obronie doktoratu. Majowe zimno ustępowało nowym pokładom chlorofilu, który prosił się, by zaistnieć poza naturą. Decyzję o odrzuceniu pomysłu ilustracji recyclingowych ułatwiły teutońskie służby porządkowe rekwirując zawartości wszystkich siedmiu śmietników, każdy na coś innego. Zatem zielnik. Młode liście z gór Schwarzwaldu wysypywały mi się z paszportu, portfela, kieszeni i książek. W tydzień zamieniłam mój pokój w trójwymiarowe herbarium. Do dziś znajduję zasuszone paprocie w szkicownikach i teczkach. Ilustracja środkowa wygląda mniej więcej tak (ekskluzywna wglądówka tylko dla Was):

W szkole Bebe na całą klasę przydzielano tylko dwa worki, więc pozwoliłam sobie popłynąć. 
Szukajcie w kioskach i Empikach.

*W tworzeniu okładki maczał palce Wiewiór. Jak każdy Irlandczyk pała miłością do mutacji Trifolium repens i uprzejmie udostępnił kilka okazów czterolistnej z kolekcji własnej.

Na okrasę: 3 września łupnęło. To z serca mi spadło całe gołoborze. Doktorat w wersji ostateczna ostatnia nigdy więcej ever zwieńczył biurko dziekanatu. Fanfary! Fanfary! W kwietniu przyszłego roku oczekujcie salw śmiechu z Wysp Brr: wystąpię publicznie w todze i smerfnym berecie.

A tymczasem, bawarskie dzieci idą do szkoły a Bebe na wakacje. Od jutra miesięczny w tour de Pologna!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature