Image Slider

na trampolinie

21.10.2010
baja mówi: "Waga stoi, bo...nabiera rozpędu!"

bebe wizualizuje: waga, jak młody byczek. para z nozdrzy bucha. kopytko ryje ziemie raz po raz. z oczu iskry lecą. istota siły, samozaparcia i wiary w siebie. nakręca się by ruszyć. i to z największym impetem. z wiatrem w uszach i ogniem w źrenicy.

a może bebeluszkowa waga to jednak skoczek trampolinowy. taki z gracją. wyprężony do ostatka mięśniowego. na tle nieba. nogi proste. ręce wyciągnięte na boki. jak świeca prosty. i zaraz skoczy w doł. za minutkę. tylko jeszcze jedna chwila skupienia...jeszcze jeden wdech i wydech.....i spojrzenie w dal....

bebe wizualizuje i czuje się lepiej. bebe poczeka. wdech...wydech...

czary mary

20.10.2010
waga stoi w miejscu jak zaczarowana.po spektakularnym spadku stanęła dęba. łypie kapryśnie i pogardliwie swym szklanym okiem i niezmienną cyfrą na bebeluszkowe ciałko. to muszą być czary. bo bebe jest naprawdę dzielna.
wchłanianie ograniczone: jest.
ćwiczenia: są.
bieganie: jest.
i dni bezsłodyczowe = bezkompulsowe (już w ilości 19): są.

o co chodzi tej kapryśnicy???? gupia jakaś. bebe daje jej czas do soboty. jak się do tego czasu nie opamięta, to bebe będzie musiała wszystko raz jeszcze przemyśleć. jeśli waga nie spadnie....to spadnie na pewno bebeluszkowa motywacja....a do tego dopuścić przecież nie można. howk!

złota yam-yamowa jesień

19.10.2010

jesień. pobudki w butach do biegania. miękki szelest pod stopami i drżące złoto przeszywane plamami nieba. a na deser inka ze szczyptą cynamonu. taką jesień bebeluszki lubią najbardziej.

imogen...czyli bebe w niebie

to oficjalne....a bebeluszkowi słów brakuje......bebe patrzy i się rozpływa.....

......a na zdjęciu: tak! na wyspach wszystko jest możliwe....to maraton! z okazji setnej rocznicy tego miejsca :) 524 okrążenia....

a serce mu bije jak oszalałe......dokładnie tutaj.....dokładnie 5 listopada w the royal albert hall (w jednej z najsławniejszych sal koncertowych w londynie)...będzie bardzo bebeluszkowo...będzie imogen heap....a bebe będzie najprawdziwszym vipem......w przednim pluszowym fotelu!!!!!

tymczasem bebe otula się przedsmakiem audialno.......first train home....



wizualnym...... imogen heap....goodnight and go........

 

wbrew maniakalnej logice profesjonalnej odchudzaczki.....istnieje świat nieświadom kilokalorii......jak to dobrze, że czasem bebe znajduje i do niego drzwiczki....
howk!

donosy i inne meldunki

16.10.2010
bebe się przeprowadza. chwilowo z bebeluszkowa do pracowni w mózgowni. stąd cisza w eterze. a dzieło wiekopomne pączkuje na pulpicie. jeszcze 16 dni....jeszcze 16 dni....jeszcze 16 dni.....


a długofalowo, z okazji imienin wszystkich, bebe zmienia lokum na matrioszkę czyli domek w domku. południowe bebeluszkowo z widokiem na błękit nieba i odrębność sąsiedzką. na wyposażeniu stół drewniany, cztery krzesła, czerwone dywany i wanna wolno stojąca na czterech lwich łapkach. bebe w piance będzie się w niej permanentnie marszczyć. mniam!

panna szklane oczko przysnęła. i nawet przeziębienie nie jest w stanie jej obudzić. może to i lepiej.

spotkanie mulionerów na szczycie uratowane i jak najbardziej rzeczywiste! w stolicy stolic! będzie wino, torty w kształtach bardzo cielesnych i cała fura wariatów. bebe szaleje! bebe się cieszy! bebe musi schudnąć! co tam musi! bebe chce! howk!

misja

12.10.2010
dzisiaj bebeluszek nie poszedł na zumbę. jutro jest szansa. za to poszedł na uczelnie. wydrukował tysiąc stron do przeczytania na przedwczoraj. podyskutował filozoficznie z matką chrzestną wiekopomnego dzieła. zmęczył się myśleniem o tym co jeszcze do zrobienia.wypił kawę. wpadł w panikę, że jednak nie zdąży. zrobił ćwiczenia oddechowe w kolejce do biblioteki. starał się ratować mulionerski spęd. popadł w depresje, że jako przyszłość międzynarodowego świata naukowego jest jednak do niczego. kupił 2,5 litra bardzo chudego mleka. zestresował się brakiem stresu. a teraz pije kakałko.....a to jest zły omen.

bo bebeluszki kakałka nie lubią. już jako dziecko, bebeluszek musiał zostawać, wraz z marcinem-niejadkiem, przy przedszkolnym stoliku z nosem spuszczonym nad kubkiem niewypitego kakałka. dzisiejsze kakałko to koło ratunkowe. bo bebe już miała buty na nogach i portfel w kieszeni. a myśl rysowała tłustą kreska smażoną rybę i ciasteczka owsiane w czekoladzie.....w ostatniej chwili bebe przytrzymała się za rękę i poprowadziła do łóżka. klapnęła pod kocyk. włączyła jamiego walczącego o brokuły w amerykańskich szkołach i przez 45 minut biła się z myślami. nie muszę jeść...nie chce jeść...nie będę jeść.....nie potrzebuje jeść, gdy jestem zmęczona, samotna a różowe okulary zawieruszyły się gdzieś w stosie papierów na biurku. a poza tym, bebe nie może pójść paść się frytkami, jeśli gdzieś tam w odległej ameryce czternastoletnie dzieci umierają na cukrzyce spowodowaną otyłością. jeśli nie dla siebie, to chociaż dla nich. fantazja bebelowa nie zna granic.....a logika tym bardziej.......

bebe lubi robić coś w "imię". dla kogoś. dla czegoś wyższego. dla czegoś dobrego! bebe wspina się na wyżyny myślowe i odpływa w nowej wizji....w końcu tonący...wszystkiego się chwyta.....jeśli katolicy mogą modlić się za wyimaginowane nienarodzone dzieci.......jeśli fejsbukowcy mogą pisać o torebkach w ramach ratowania kobiecych piersi.......to bebe może odchudzać się dla otyłych amerykańskich dzieci. jeden kilogram. jedno dziecko. pierwsza na tapetę idzie britney. ma 16 lat. wystąpiła w programie jamiego, bo lubi gotować. waży ponad 120kg a przez to chora wątrobę. lekarze dają jej 7 lat życia...bebe będzie mocna. dla britney.

a po kakałku..... nawet wczesno-nastoletnie potomstwo sąsiedztwa lubujące się w wieczornej kakofonii nie zburzy bebeluszkowi spokoju ducha.....om...ommm.....ommmm.....

krok w nieznane

11.10.2010
dziś było inaczej. bebe. modra. i wio. jak to można żyć w nieświadomości przez rok. nawet w najśmielszych snach, bebe nie przypuszczała, że za tym mostem, który wyznacza granice jej niedzielnych jeszcze 100-minutowych przebieżek...że za tym mostem kryje się taki raj! a właściwie wieś! najnormalniejsza w świecie yam-yamowa wieś. krowy. owce. konie. las. kawał łąki. pachnie swojsko i znajomo. mijani ludzie odwzajemniają się uśmiechem. a bebe zachłyśnięta tą prostotą zabiera aparatem obrazy jak okruchy chleba ze stołu. łapczywie i z namaszczeniem. i jedzie dalej. póki jej się zimno nie zrobi. póki nie zajdzie słońce. ostatnie metry były już przy księżycu...i donośnym nawoływaniu sowy przeplatanym doniesieniami o powrocie voldemorta. czasem warto jest zrobić krok w nieznane.

Auto Post Signature

Auto Post  Signature