Image Slider

rozważania niedzielne przy pogodzie

10.10.2010
"usiłuję wykorzystać tę piękną pogodę do maksimum!:))" pisze emwuwu. bebe też korzysta. jak najbardziej. od sześciu godzin słowotworzy profesjonalnie. wiekopomne dzieło naukowe jak paczek w maśle, zaczyna nabierać okrąglejszych kształtów. za oknem błękit nieba i klony pofarbowały się na złoty blond. trzeba wykorzystać piękną pogodę, myśli bebe, póki sąsiedzi w parku a za ścianą błoga cisza....

krwiste bohaterstwo

9.10.2010
bebeluszek zawsze chciał zostać bohaterem. uratować komuś życie! zmienić świat na lepsze w swym bebeluszkowym mikrokosmosie! bebeluszek chciałby być honorowym dawcą krwi. bo oprócz dumy i miejsca na wyższym szczebelku na drabinie do raju, można się dorobić gór czekolady. jasna sprawa!

rutynowe pobranie krwi. doświadczona pielęgniarka i praktykantka. bebe hojnie udziela się jako królik doświadczalny. młodemu pokoleniu trzeba pomagać. bebe nie patrzy. bo jak patrzy to mdleje. odwraca głowę i skupia się na mapie świata leżącej na biurku. alaska. to tam, gdzie żyją losie. a tubylcze szczepy indiańskie używają guano jako środka na walkę z przewlekłą grypą. bebeluszek przypomina sobie lekcje poglądowe z doktorem fleischmanem. jakby z oddali bebe słyszy głosy. wbij się głębiej. trochę głębiej. jeszcze troszeczkę. 30 sekund a mała fiolka pełna ciemnoczerwonej cieczy ląduje tuż obok los angeles. ale tego bebe nie widzi. bebe widzi ciemność. ciemność widzi.
- I'm not well - oznajmia starając się o spokój w głosie.
- Oh no! You are doing really well! - pociesza ja pielęgniarka.
- No! I AM NOT WELL!!!! - bebeluszek próbuje wyartykułować poprawność gramatyczną. nie czekając na odpowiedź pakuje mózgownicę poniżej kolan. gest mówi więcej niż słowa. służba zdrowia transportuje bebeluszka na szezlong i każe leżeć. ciśnienie poniżej normy. kwadrans później bebe sączy yam-yamową herbatę z mlekiem i z żalem myśli, że oto prysł czar. bebe nigdy nie zostanie dawcą. a tym bardziej honorowym. a przecież jest dodatnie zero. ciecz najlepszego gatunku. no cóż. nie każdemu pisane krwiste bohaterstwo i czekoladowe himalaje.

p.s. w krainie yam-yam bebeluszek i tak nie ma szans. jako człowiek z przeszłością poza wyspowa jest automatycznie dyskwalifikowany jako dawca. gdyby łatwo było zostać bohaterem, to nie byłoby już bohaterstwo....

albinos w bombonierce

7.10.2010
wtorkowy wieczór. kolejna wyprawa z cyklu "poszukiwania najlepszego instruktora zumby".

tym razem oferta była nader zachęcająca, bo oddalona zaledwie 2 minuty rowerowe od domowych pieleszy. atrakcyjność oferty podwyższały też godziny wieczorne zajęć. dotychczas bebeluszek trafiał tylko na zajęcia około południowe, wyginając śmiało ciało w nielicznym gronie wielodzietnych matek ze stażem i bezrobotnych. co w sumie nigdy mu nie przeszkadzało, jednak skutecznie burzył procesy słowotwórstwa profesjonalnego.

bebe wpadła do sali w ostatniej chwili. ledwo wciągnęła sportowe portki na zanikające pośladki, a pierwsze rytmy salsowo-rumbowe popłynęły z głośników. nawet nie zauważyła, że ona - bebe-blada twarz - tańczy w towarzystwie trzydziestu ponętnie krągłych czekoladowych pań. istna bombonierka. tylko bebeluszek jak ta biała czekoladka z różowym lukrem na twarzy. a ukoronowaniem tego pudełeczka rozkoszy była kendi-instruktorka!!!! istna wiśnia procentowo kandyzowana w czekoladzie z dużą zwartością kakao najlepszej jakości. estetyczna ekstaza ogarnia bebeluszkowe serce....niewiarygodnie białe zęby śmieją się do niego z każdej strony....biodra falują...serce bije coraz szybciej....pot leje się hektolitrami....a bebe odkrywa w sobie nieznane dotąd pokłady seksapilu i miękkości kolan. a przynajmniej tak mu się wydaje...tchnęło afryką....gorącem pustyni i krwistymi zachodami słońca.... to jest to! zuuuumbaaaaaa!

co zrobiłby bebeluszek gdyby miał odwalić kitę....

5.10.2010
bieganie z rana jak słodka śmietana! i to najlepszej jakości! zwłaszcza uda się przekonać zaspane ciało, że bardzo chce mu się o wschodzie słońca spocić w lesie. 72 minuty sportowej nirwany zaliczone. a bebe czuje się tak:



o poranku mózg dryfuje w nieznane zaułki podświadomości.....a dziś, między omijaniem kałuży a uśmiechem do staruszka z czarnym spasionym labradorem, cytował bebeluszkowi z króla Juliana:

"Gdybym to ja, król Julian, miał odwalić kitę za dwa dni, to zrobiłbym te wszystkie rzeczy, o których wcześniej tylko marzyłem. Od dziecka chciałem zostać profesjonalnym gwizdajłą. I wiesz, co jeszcze mógłbym zrobić? Najechałbym jakieś sąsiednie państwo i potem narzucił im swoją ideologię, nawet jakby wcale nie chcieli, wiesz? Musi być coś, co i ty chciałbyś zrobić. Jakaż to? Zdradź mi! Jakaż to? Błagam, zdradź mi! Nie chcesz, nie mów."

a co chciałby zrobić bebeluszek??? jako dziecko chciał zostać kucharką w przedszkolu. bo była w nim wielka maszyna do krojenia równiuteńkich kromek chleba, które mistrzyni chochli przecinała na trzy części i smarowała truskawkową marmoladą prosto z metalowego wiaderka...a później...taksówarzem...rycerzem....astronomem...artysta linorytnikiem...a dziś??? dziś bebe pojechałaby na machu picchu....yabrałabz wiewióra pod namiot i nauczyła go słuchać jak się wszechświat rusza.....wydałaby książkę...kupiła jedwabną sukienkę....nauczyłaby się chodzić na obcasach...skazałaby plastikowe torby na banicje....a studiowanie doliczyłaby do emerytury...i stałaby się konstruktorem i producentem najpiękniejszych kalejdoskopów na świecie!

a wy, co wy chcielibyście zrobić?

lustrzana perspektywa

4.10.2010
po porannej wodzie z cytryną....i obowiązkowej dywanowej poniewierce solo...bebeluszek stanął przed lustrem w pełnej krasie. na tle zielonej ściany. w białych gatkach i takowym cyckonoszu. słońce poranne, błękitno-podniebne......za ścianą błoga cisza...bebeluszek patrzy między złote ramy. a to co widzi, prezentuje się całkiem rozkosznie! fajny ten bebeluszek! nawet ponad wszelką przyzwoitość upasiony wałek nie jest taki zły, jak go bebeluszkowa wyobraźnia maluje. a może to perspektywa lustrzana nadaje mu uroku? perspektywa krzesłowa nadal przywodzi na myśl rodzinne pagórki mazurskie. a wałek lustrzany jakby solidniejszy niż rok temu. nawet kaloryfer majaczy na bezdechu. bebe odwraca się i kontroluje zmorę. wałki plecowe - podstanikowe. a te w zdecydowanym zaniku! czyżby tym razem kilogramy poszły w części przednie??? to fakt. melony o kaliber większe. niejedna odchudzaczka bebeluszkowi pozazdrości. kolejny rzut oka na rufę bebeluszek opiewa głośnym gwizdnięciem. fju fju! bo są! na samym końcu pleców, jak dołeczki uśmiechowe, śmieją się do niej dołeczki plecowe! wiewiórowe ulubione. ach! - myśli bebeluszek - ja to jo!

matka angielka

3.10.2010
baja to matka polka. ta co miłość wyraża jedzeniem. bebeluszkowa matka też polka. ale nie umie gotować. o jakości jej wyczynów kulinarnych świadczy najlepiej fakt, że ulubione potrawy bebeluszka pochodziły ze stołówki szkolnej. naleśniki z serem. fasolka po bretońsku. i niewątpliwy zwycięzca: potrawka z kurczaka z groszkiem i marchewką. za to wyroby drożdżowe, zwłaszcza smażone to specjalność bebelusykowej matki. bebe wychowała się w pączkowo-racuchowym raju!

a jak wyraża miłość matka angielka? bebe poznała jedną. matkę watsona. małą okrągłą kobietkę z krótko-ostrzyżonymi czerwonymi włosami i ukochanym śnieżnobiałym terierem pod pachą. matka angielka wita swe dziecko z szeroko otwartymi ramionami. po czym przytula je nieskończenie długo, zapewniając o swej miłości w sposób werbalny i taktylny. po czym to samo czyni z każdym przybyłym gościem. bebeluszek też miał zaszczyt utonąć w miękkości jej ramion. w pokojach posłane łóżka. na każdym wezgłowiu pachnący czystością ręcznik, a na nim mini-czekoladka i żel pod prysznic w kształcie kłapouchego (obiektu platonicznej miłości watsona). matka angielka zabiera swe dzieci do kina. a potem odwozi je do pubu wciskając im na odchodne papierki na taksówkę i piwo. sama wraca do domu, by sobotni wieczór spędzić na przygotowaniach niedzielnego obiadu. lub nie. bo matce angielce może się nagle odechcieć. wtedy bez wyrzutów kładzie się w swym królewskim łożu i czyta kolorowe pisma. a następnego dnia, na pytanie co na obiad, odpowiada beztrosko: "fish & chips!". matka angielka może sobie na to pozwolić. w końcu po to kupiła dom nad morzem. świeża ryba najwyższej jakości, choćby okryta najgrubsza warstwa panierki, nie umniejszy nikomu. a ryby owe są półmetrowe. konia z rzędem temu, kto podoła całości! i tak w niedzielne wczesne przedpołudnie cała rodzina watsona (plus bebeluszek), siedzi przy stole wśród szarych papierków zdobionych fantazyjnie plamami tłuszczu. w obiegu sól, majonez i pure z groszku. aż im się brody świecą!
tradycyjna matka polka umarłaby ze wstydu. matka angielka umiera ze śmiechu. ryba i frytki to przecież tradycja.

lekcja trzecia: jedz jak świnia....wyglądaj jak świnia!

2.10.2010
- widziałaś grubego konia ? - zapytała metaforycznie mądra książka. bebeluszek wytęża mięśnie na mózgu....zagląda w każda dolinę i zaprasowanie.....tłustego konia tam nie ma. książka mruga porozumiewawczo okiem i dodaje:
- a czy słyszałaś kogoś mówiącego "o! ten to jest gruby jak koń!!!"?
bebeluszek kręci przecząco głową....a może to niedowierzanie....bo co ma piernik do wiatraka a koń do odchudzania??? tu mądra książka zmienia nagle temat:
- a widziałaś grubą świnię????? lub słyszałaś o kimś obdarzonym takim epitetem? a ile razy patrząc w lustro sama siebie tak nazywałaś?
skonsternowany armatnim ogniem pytań bebeluszek czerwieni się lekko, a książka mądrzy się dalej:
- popatrz jak jedzą świnie: walczą o pokarm, nie odpuszczą żadnego kęska. jedzą szybko i wszystko co popadnie. jedz jak świnia i wyglądaj jak świnia! - wypaliła w końcu z grubej rury. i dodała - a jak jedzą konie?
- zielono i trawiasto ??? - myśli bebeluszek i uśmiecha się na myśl o kiełkach budzących się właśnie na parapecie...
- no też...ale przede wszystkim konie jedzą powoli! przeżuwają dokładnie każdy kęs. przyznaję...może to tylko metafora, ale rozumiesz o co mi chodzi?
bebeluszek przytakuje niepewnie, po czym wizualizuje zielone łąki przykryte kołderką porannej rosy. a na nich dzikie konie w biegu i w pierwszych promieniach słońca. bebeluszek przygląda się im z oddali. są silne, dostojne, pełne gracji. ich widok napawa bebeluszka wewnętrznym spokojem. świń bebeluszek nie musi wizualizować. wystarczy przypomnieć sobie odcinek shaun the sheep. i wszystko jasne.


będę jadła jak koń....będę jadła jak koń...będę jadła jak koń.....i wyglądała jak młode źrebię! howk!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature