Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt potomek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt potomek. Pokaż wszystkie posty

Nie śpiewam dziecku

20.11.2016
- Dlaczego nie śpiewasz Potomce po polsku? - przyłapał mnie razu pewnego Wiewiór, językowy purysta i wieczorny recitalowiec wyspiarskich kołysanek na dwanaście zwrotek. No dlaczego, dlaczego? Ruszyłam na wewnętrzną pielgrzymkę przytłoczona kamieniem wyrzutu sumienia. Bo dzieciom trzeba śpiewać. Zwłaszcza na dobranoc. A już dzieciom dwu- i kilku-języcznym koniecznie.

A ja? Nucę tylko, a w przypływie weny unoszę się na wyżyny angielskiej (biczuję się! biczuję się!) rymowanki o autobusie i kołach. No ale co zrobić, gdy zna się więcej niż jeden wers tylko piosenek kościelnych, a zwłaszcza kolęd? Zapytacie, a co z dwoma kotkami? Wiewiór mi zabronił, od kiedy przetłumaczyłam mu tekst jedynej znanej mi wersji. Kotki broczą w niej krwią, a pies się cieszy z ofiar masakry. Nie pytajcie, nie wiem czemu znam tylko tą.

W każdym razie, w ramach naprawiania matczynej reputacji, zaczęłam śpiewać Grudce coś z polskiego repertuaru najulubieńszych, a było to tak:


Także Państwo rozumieją, że pozostanę tylko przy nuceniu.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nucić będę po polsku.

p.s. Kocham Pana, panie Grzegorzu. Nadal. Mimo wszystko.

---
Pamiętacie, że jest Robótka, c'nie?
Wici rozsyłacie też, prawda?

http://jestrobotka.blogspot.de/2016/11/robotka-2016.html

JEST! JEST!

30.09.2016


Swiety Graal! Doszedl! No i coz, ze zwykla paczka MADE IN CHINA.
Prosze panstwa w dniu ukonczenia 20 miesiecy....

*** GRUDKA PRZESPALA NOC - znowu ;)  ***

no dobra, no prawie. Ale kto by sie przygladal szczegolom, ze od 20 do 4 rano. Karmienie i dalej do 6:30. Nie zebym robila sobie nadzieje, ze bedzie juz tak zawsze ;)

No i coz, ze sasiadka poinformowala mnie przedwczoraj, ze jej 1,5 miesieczna corka zrobila to samo. Najwyrazniej zaplacili za dostawe Graala przesylka kurierska.

Wasza oniemiana z wyspania,

Wywiadówka

20.07.2016


Nie dalej jak w zeszły poniedziałek NaszPanie w liczbie dwóch otoczyły mnie szemrzącym kordonkiem i zaprowadziły na zaplecze przybytku nauki dla kurdupli. Posadziły przy okrągłym nomen omen stole, wyciągnęły segregatory z aktami. Zanim zaczęły wykład o sukcesach naukowych Grudki, zapytały: Czy chce Pani wody? Czy aby na pewno nie chce pani wody? Nie chciałam. Teraz wiem, że było to głupie.

Po kilku latach dzielenia łazienki i ciszy z muzykami, prosiliśmy opatrzność, wszechświat i wszystkie dostępne moce w intencji wtedy jeszcze nienarodzonej Potomki: Wszystko, tylko nie talent muzyczny. Bogowie są ewidentnie przygłusi (powinni w te pędy zapisać się do laryngologa na czyszczenie uszu) lub nader skrupulatni.

Wypowiadając te słowa mieliśmy na myśli instrumenty muzyczne, do których Potomka rzeczywiście nie pała szczególnym afektem. Grudka wykazuje bowiem awersję do hałasu, tak obcego (nie odkurzaj tu przy mnie!), jak i generowanego własnoręcznie (stukając w bębenek mruży oczy i z grymasem odrzuca pałeczki). Wyjątek stanowi jej głos.

Grudka śpiewa. Staje na stopniu, odwraca do widowni leżącej pokotem na dywanie i urządza recitale. Potem robi sobie za klakiera nawołując brawo i klaszcząc sobie samej z entuzjazmem, że aż jej grzywka na oczy spada. Ma potencjał divy. Staje na balkonie i pozdrawia każdego przechodnia i psa (bo pies to wyjątkowy rodzaj człowieka) gromkim "Haaaaaalo!" oraz "Ciao!"

Niby wiedzieliśmy o tym wszystkim, ale rodzic potrafi jednak to i owo naumyślnie przeoczyć i wyprzeć...

NaszPanie pochyliły się nad rubryką "Szczególne uzdolnienia": Pani córka wykazuje szczególne uzdolniona muzycznie. Zalecałybyśmy od przyszłego roku akademickiego dodatkowe zajęcia w szkole muzycznej.

Zaschło mi w gardle.
Wody! Dajcie mi wody!

Się umiera

12.07.2016


Mówili mi, że od tego się nie umiera.

Jest upał. Północ. 26 stopni. Powietrze można kroić nożem. Grudka zaś od dwóch godzin szatkuje na mulion kawałków nasze bębenki. Chyba rośnie. Domaga się ciągłych dostaw energetycznych w postaci makaronu i chleba. Odmawia ruchu dwunożnego. Wisi koalą na konarach ramion. Głównie moich. Ojciec stał się nagle nader odpychający. Zwiększyła dostawę decybeli z powodów najczęściej nam nie znanych. Pochylamy się, jesteśmy obok, coraz mniej przytomni. Chce wody i jednocześnie jej nie chce. Butelka przelatuje w nad-dźwięku długość przedpokoju. Mamy wrażenie, że Wróżka Zębuszka też próbuje się wbić na tą imprezę.

Idziemy na spacer. Ja - gigantyczny muchomor w piżamie w groszki. Wiewiór w kapciach i w koszulce Supermena - obaj nieco wymięci. W pierwszych dwóch minutach budzimy połowę Wsi Małej. Potem już tylko cisza. Wiewiór opowiada irlandzkie historie o Lolopie. Grudka patrzy na świat nocą, zdziwiona. Wracamy. Idziemy spać.

1:35 - Ktoś chlusną wiadrem deszczu na naszą ulicę. Nareszcie.

2:05 - Grudka.

3:12, 3:53, 4:02, 4:48, 5:17.....

5:38 - "Mam-ma!" - wyciąga mnie za palec z łóżka. "Jiść!" - wskazuje na swoje krzesło. Wyjmuję z lodówki jogurt, piję szklankę wody. Włączam tryb active zombie, czyli byle nie usiąść - bo zasnę. Zmywarka, pranie, prysznic, kanapki do pracy. Jadę na autopilocie. Leje. Zapominam włożyć Potomce deszczak, o czym przypominam sobie dopiero przy wyjściu z ochronki. Plany na wieczór zastępuję jednym słowem: Sen.

Tak proszę Państwa, od tego SIĘ jednak umiera. Klinicznie. Dla siebie. Nieco bardziej niż by się czasem chciało. Na dzień, dwa, do następnego niewyspania w wersji ekstremum (Święty Graal to jednak w tej rodzinie unikat). Nie, uśmiech dziecka nie wynagrodzi. Uśmiech dziecka to znak, że znów udało nam się przeżyć. Coś razem.

Jeszcze rok, może dwa, i się obudzę.
C'nie?


(...)
Czy to odmienne stany świadomości?
Czy halucynacje?
Nie! To nowe szaty blogusia!
Dogrywanie szczególików jeszcze trochę potrwa.
Ale największy szok już za Wami ;)

(...)
A widzieli Państwo jaką pasiastą fanaberię sprzedaje w aukcji dla Ady niejaka Marianna Oklejak? Czy jest na sali, ktoś kto chciałby to dla mnie kupić? #ChcęToBardzo!

Święty Graal

28.05.2016


°°°° Wiadomość niemal z ostatniej chwili °°°°

15 miesięcy i 27 dni od lądowania na tej planecie, technicznie rzecz biorąc*, Grudka przespała pierwszą w życiu noc.


#NajlepszePrezentyNaDzieńMatkiEver
#NiechMnieKtośUszczypnie
#NiePrzyzwyczajajSięMatko


*wg. definicji przespana noc, to 5 lub więcej przespanych ciurkiem godzin (Zatkało?! Wiem, mnie też, bo cóż to za noc?!). Grudka spędziła z Morfeuszem czterdzieści minut dłużej.

Niedaleko pada jabłko...

29.04.2016
Być może Drogi Czytelnik przypomina sobie procedery uprawiane z premedytacją przez Wiewióra na własnej Potomce. Gwoli kronikarskiej ścisłości, proszę zajrzeć do kartoteki: Klik!

Nie trzeba było długo czekać, bo ziemia nader żyzna:


Państw sobie włączą w głośniczkach: Klik! Grudka nuci.... Ach gdybym potrafiła robić GIFy....

Przy okazji, proszę zauważyć jak spektakularne efekty przynoszą lekcje architektury sponsorowane przez IKEA. #DumnaMatka #15Miechów #JakToJuż?!

A dlaczego...? #1

18.04.2016
W meandrach żłobkowych korytarzy....



Czekam, aż zbierze odwagę.
I nadal nie wiem, co odpowiedzieć.

Dziara Re:Loaded

4.04.2016

Grudka wzięła sprawy w swoje ręce

Jak Oni Grudce, tak Grudka mi.
Wszak każdy szanujący się artysta....

Dziara

14.03.2016
Zostawić Potomkę na kilka godzin w ochronce...
NaszPanie nomen omen umywają ręce.

Po moim trupie

28.02.2016
Czekałam na ten moment...



°°°
Tymczasem Drogi Narodzie złap za telefonik. Tylko bez ociągania.
Później? Później zapomnisz! Zatem telefonik....
Włącz funkcję pisania smsa.
Wystukaj paluszkiem tajemniczą treść: T11283
Wyślij na numer 7124

Kosztuje cię to 1,23zł.
Z czego ucieszy się nie tylko Fundacja Dziecięca Fantazja, ale przede wszystkim Kaczka! Kaczka nasza bowiem zbiera głosy w konkursie na Tekst Roku. I powiem Wam, jeden wybrać było trudno, bo cały blog Kaczki jest tekstem roku. Padło jednak na kwintesencję surwiwalu, czyli kinderbal.

Niechże pozwolę sobie zacytować począteczek:
"Po pięciu latach organizowania imprez urodzinowych dla młodzieży przedszkolnej, człowiek jakby okrzepł.
Nie chodzi już kopać trufli przy blasku księżyca, nie nastawia sufletów z ekologicznej marchewki, nie rzeźbi w pietruszce fair trade, ani nie zastępuje węglowodanów ekstraktem ze stewii.
Po pięciu latach człowiek sypie w miski rumuńskie prażynki z kartofli, odpala popcorn z mikrofalówki, wciska do kremu z masła kilo cukru pudru i całą tubkę syntetycznego barwnika o najbardziej nienaturalnym kolorze, a do tortu rozbija skamieniałe bryły kakao, które przywiózł sobie z wycieczki do Holandii w czasach, gdy nie miał dzieci i odmienne stany świadomości musiał osiągać za pieniądze."
W imieniu kandydatki dziękczynnie całuję Wam kciuki!



12 (i pół) Grudek

5.02.2016
[styczeń - prolog]

Ciąg dalszy można sobie doczytać o TUTAJ

 
 [luty]


[marzec]



[kwiecień]





[maj]



[czerwiec]



[lipiec]



[sierpień]



[wrzesień]



[październik]



[listopad]




[grudzień]



[styczeń] 

Idealne wypieki na pierwsze urodziny

1.02.2016

(...)
Tydzień przed Wielkimi Obchodami Narodzin NaszPanie wzięły mnie na stronę:
- Za tydzień są urodziny Grudki.
- No właśnie! Jakie macie w ochronce zwyczaje.
- Prosimy, żeby nie było za dużo słodyczy. Najlepiej coś, co Grudka lubi najbardziej. Może parówki i precle [z offu: Bavaria, Bavariiia]? Albo mrożone mini-pizze?


(...)
W Wielkim Dniu piję w domu CIEPŁĄ kawę [zbożową] i imaginuję sobie.
Grudka przy stole dla krasnali w papierowej koronie. Przed nią tort z parówek, precli i odhibernowanej pizzy w miniaturze. W to wbita jedna świeczka. Bawarskie Elemelki na wiele krzywych głosów pod dowodzącym sopranem Pani Krysi mamrocą Zum Geburtstag viel Glück. NaszPanie ronią łzy wzruszenia. Po katordze śpiewu Elemelki rzucają się na prowiant. Miecze, kończyny, kurz, siorbanie, mlaskanie.

Odbieram pustą torbę.

Grudka nie tknęła niczego.
Tego nie muszę sobie imaginować.
NaszPanie mi doniosły.
Poirytowane.

(...)



Prolog:
Kiedy będziesz robiła masę do przełożenia tortu, zrób jej więcej. 
Nigdy nic nie wiadomo.
Kaczka


°°° Jak upiec idealny tort na pierwsze urodziny dziecka °°°

Potrzebne będą:
Przepis na ciasto*
Ser mascarpone
Bita śmietana
Smartphone
Mrożone owoce w ilościach hurtowych
Mała, powtarzam mała, foremka do ciasta (12cm średnicy)
Liczne narzędzia, miski, miarki i co tam jeszcze

Wyrobić ciasto według przepisu. Upiec w MAŁEJ foremce pierwszy placek. W międzyczasie zblendować rozmrożone truskawki (pół kilo). Ubić śmietanę na sztywno (pół litra). Rozpuścić dwie galaretki (1 litr), czatując jednocześnie z Kaczką na FB. Zapomnieć, że miało się nie gotować. Czekać, aż galaretka stężeje.

W międzyczasie: wyjąć miniaturę Kilimandżaro z piekarnika. Zamiast piec kolejne, przelać resztę ciasta do dużej formy, dosypać malin i upiec tartę normalnych rozmiarów.

Kilimandżaro przeciąć na pół. Dokonawszy obdukcji galaretki zaakceptować świetlaną karierę mordercy żelatyn, ergo że na stężenie można owszem czekać, ale nadaremno. Zmieszać truskawki z mascarpone (pół kilo) i z połową ubitej śmietany. Zauważywszy, że masa nie jest satysfakcjonująco gęsta, dodać kolejne pół kilo mascarpone. Zaakceptować konsystencję daleką od idealnej. Trzema łyżkami masy przełożyć Kilimandżaro. Resztę góry oszpachlować samą bitą śmietaną  z nadzieją, że nie spłynie dręczona grawitacją.

[opcjonalnie: rozpłakać się lub wyciąć sobie z ziemniaka medal chujowej pani domu]

Dumając nad trzema litrami ciekłej masy do przełożenia tortu bez tortu: Wysłać Wiewióra po nowe galaretki i żelatynę. Rozrobić według przepisu na opakowaniu, tym razem nie gadać z Kaczką. Dodać dwa opakowania żelatyny na wszelki wypadek. Jak ostygnie i zacznie tężeć siepnąć w to resztę masy serowo-śmietanowo-truskawkowej. Dobrze wymieszać. Wlać do formy (4 litry) i pozostawić na noc. W lodówce lub na balkonie, wykorzystując obecność bawarskiej zimy za oknem.

Rano wbić świeczkę w Kilimandżaro.
Nakarmić rodzinę licznymi wypiekami, nie gotować obiadu.
Włala!


Epilog:
....a ja chciałam tylko jeden mały torcik....


*Z braku miksera wybieram zawsze TEN [Pozdrawiamy Izę z Bellove!]

Pierwsze słowo

20.01.2016
Robiliśmy zakłady, w jakim języku Grudka wypowie swoje pierwsze słowo.
Tego nie przewidział nawet Nostradamus. Potomka zgarnęła całą pulę.


[03.01.2016]

Elemelki

17.01.2016
Pięć dni temu Grudka zadebiutowała karierę w Bawarskich Elemelkach*.
Pięć dni z rzędu płakała. Gdy wychodziłyśmy.
Dnia czwartego i piątego płakała też na mój widok**.



Od pięciu dni okupuję miniaturowe ławeczki miniaturowej szatni miniaturowej wiejskiej ochronki. W ręku trzymam gazetę. To dla niepoznaki. Chowam głowę w puchówkach z waty cukrowej i nieba. Zamiast czytać, nasłuchuję. Czy aby moje nie płacze.

Od pięciu dni tkwię w stuporze.
Że to już. Ona tam, ja za chwilę też zupełnie gdzie indziej.
Że pobudki przed wschodem słońca, odprowadzanie, logistyka codzienności, dojazdy do (epi)Centrum Dużego Miasta, kredki na kolanie, etat, gra w ganianego z pociągami, żeby tylko zdążyć odebrać, popołudnia na rodzinną wyłączność, wieczory w szpagacie między odpoczynkiem, obowiązkiem a przyjemnością.

Smuteczek.
Choć i radość, że mi ten jeden rok był dany.

Sadzam ją sobie na kolanach.
Ukradkiem próbuję wykuć w marmurze pamięci ten zapach i ciepło.
I gdy miniaturą dłoni głaszcze moje policzki, by wetknąć palec w czeluść nosa.

 
*Sztuk 10 do 12 - jeszcze nie ustalono. Obecnych zawsze (i na szczęście?) siedem. W tym oprócz, oprócz Grudki, pięciu chłopaków. Pięciu na pięciu ubranych na niebiesko. Czterech na pięciu w swojskiej kreacji: rajstopki + koszulka.

**Bo dlaczego? Dlaczego Pani Krysiu po godzinie stwierdzasz, że przeładowały mi się neurony?! Nie chcę do domuuuuuuuu!

(...)
W kuluarach z NaszymiPaniami:
- Proszę przynieść smoczek dla Grudki.
- Nie używa.
- Nie używa? Do zasypiania też nie?
- Nie.
- A może butelkę? Butelkę z mlekiem?
- Nie.
- A przytulankę ma?
- Ma wiele, ale do zasypiania nie zażywa***.
- Hmmm.... Proszę przynieść łóżeczko turystyczne, żeby zasypiała tutaj w podobnych okolicznościach jak w domu.
- Grudka nie ma łóżeczka.
- Nie ma?
- Na materacu śpi.
- Ach. Acha. Hmm. Dobrze. To może spać z innymi dziećmi na materacu. Ale śpiworek! Śpiworek koniecznie.
- Skoro koniecznie...
- ??
- Nie przepada. Najlepiej jej niczym nie przykrywać, gdy zasypia.
[Tu łuna godna Rzymu]


***W tej materii nastąpiła zmiana nastroju. Radykalna. O czym będzie być może, w którymś z następnych odcinków. Tymczasem:

[Kurtyna]


TruskoMiś

25.10.2015
To dziś.
Grudka jest na planecie Ziemia tyle samo, co przebywała na orbicie mojego brzucha.
Jakby nie patrzeć: Jubileusz. Bufetowej nadal szampana nie wypada.
Ale truskawki! Truskawek mamy całe 8kg.
Nie krępujcie się. Zagarściujcie sobie.





[Alergicy na kryptoreklamy, zwłaszcza nieodpłatnej, proszeni są o opuszczenie klawiatur]
Foty wykonała Zosia Gasik, która nas w Bawarii odnalazła, przygarnęła i do dziś nie pozwoliła zgubić.

Projekt Potomek: Grand Finale

6.02.2015
Mamy uprzejmość przedstawić:



Z pozdrowieniami z Planety Świeżo Upieczonych
- Bebe i Wiewiór

p.s. Wyczerpujące materiały uzupełniające w zakładce "Potomka in spe"



Szkoła rodzenia po teutońsku, czyli facet kłodą w drodze do kosmicznej transformacji

29.01.2015


Jeśli nie dostąpię kosmicznej transformacji, będzie to wina Wiewióra.

Trudno uwierzyć, że przez przypadek, wsiadł do pociągu relacji "kierunek przeciwny", skutkiem czego spóźniliśmy się na lekcję całe pół godziny. Węszę spisek. Na dodatek rundę zapoznawczą przesiedział w łazience przebierając się z roboczych kombinezonów w zgrzebne szaty godne wyściełanych wełną podłóg Perpetuy. Kara: Przypadło nam miejsce z dala od talerza z ciasteczkami bio-eko. Pozycje indyjskie też mu nie odpowiadały, więc kręcił się cały wieczór w daremnym poszukiwaniu wygodnej pozycji siedzącej. Okoliczności łagodzące: po trzech godzinach na podłodze każdy traci czucie w pośladkach.

Nie musieliśmy oddychać błękitem ani krążyć z rękami na Hände hoch. Żeby przygotować partnerów na szpitalną imprezę, część żeńska musiała tylko zademonstrować oddychanie z sali porodowej. Co mi się nie udało, dławiłam się bowiem śmiechem.

Wiewiór nie wyraził też żadnych obaw w obliczu objęcia nowej życiowej roli. Na szczęście okazało się to postawą typowo męską. Jeden z obecnych ojców in spe oświadczył nawet: Nie, nie boję się. Teraz jest zupełnie fajne. Dziecko jest zawsze z nami, ale nie przeszkadza wcale.

Masowaliśmy ręce maścią wspierającą przepływ energii. Relaks gwarantowany - podobno. O ile jest się miłośnikiem bezynopochodnych woni. Wbrew przepowiedniom Perpetuy Paschaliny Wiewiór nie poczuł się młodziej. Za to tuż po zajęciach pobiegł do łazienki, by zmyć z siebie "to świństwo".

Okazuje się, szpik mam nadziewany kobiecością.  Nurtuje mnie bowiem pytanie: W czym dostąpić porodowej nirwany? Perpetua, która sama nigdy nie rodziła, udziela sprzecznych komunikatów w tej kwestii: "Ubierzcie się w koszulkę. Swoją lub męża.* Żeby Wam było komfortowo i wygodnie. Coś w czym czujecie się dobrze, a nawet ładnie. Ale wybierzcie garderobę, którą bez żalu wyrzucicie po fakcie do śmieci. Poród to brudna sprawa". Nie czuję się ładnie w ubraniach roboczych.

Na zewnątrz Wiewiór rzucił mi rozczarowany:
Gorzej ją sobie wyobrażałem.

*W przeciwieństwie do poprawnej politycznie angielskiej położnej, którą widuję na DVD, Perpetua wciąż utrzymuje, że wszyscy jesteśmy zaobrączkowani. Perpetua lubi też rzucić frazą bawarskiej oczywistości: "I wtedy możecie zawieźć swoje żony do szpitala...." oraz "Ubranka dla dziecka zostawcie spakowane wraz z fotelikiem samochodowym w pokoju dziecka...". 

O oddychaniu błękitem, czyli lekcjach bez partnerów znajdziecie tutaj:



Majaczenia Matki in Spe

24.01.2015
(...)
Tydzień temu w szkicach napisałam:
"Zastanawiam się od kilku dni, co by Wam tutaj.... Bo miało być tak rozkosznie: urlop dla człowieków przy nadziei, oceany czasu, tężyzna fizyczna w rozkwicie, blogowa resuscytacja, 200% normy w produkcji beberazków.

Tymczasem rysuję dniami i nocami, ale pokazać nie mogę.
Czas się tym samym kurczy jak wełniany sweter w 90 stopniach.
Bezsenność dwupaku przekłada się na mózg zombie za dnia.
Blog ciszą stoi i gniecie niedokończonymi myślami*.

Droga społeczności, o czym się pisze blogi?"
Smutek i pożoga. 

* Trudna prawda: Jestem blogowym miszczem cykli otwartych i niedomkniętych....

(...)

Od kilku dni zaś zajmuję się intensywnie życiem towarzyskim.

Będąc platformą nośną taboru bakterii, które przytargał do domu Wiewiór.
Są śpiewy, hulanki, swawole, chochoły i kręcioła.
Roztapiam się zespalając z bielą pościeli.
Wypluwam aparat oddechowy.
Wydmuchuję mózg.

A już wypisywałam sobie dyplom, za ciążę bez infekcji.

Odmawiam litanie do Potomka, żeby sobie odpuścił przedterminowe lądowanie.
Rozumiem atrakcyjność wyrzutu jaki obiecuje kaszel, potencjalne prędkości nad-świetlne, przyspieszenie ponaddźwiękowe. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: umęczona maligną matka jest twarzowa, a tym bardziej fotogeniczna, jak suwalski pegeer. Oszczędź sobie widoku, Potomku.

(...)
Zastanawiam się, co myślała Joanne Harris oglądając film "Czekolada" oparty na jej powieści o tym samym tytule. Po lekturze stwierdzam nader nikłe oparcie, takie na jedną nóżkę, chwiejne, nienachalne. Czy autor cieszy się, że ekranizacja poprawi popyt na słowo drukowane, czy zgrzyta zębami, że z księdza fanatyka zrobili mu burmistrza małżeńską niewydolnością?

Potomek też była kobietą?

11.01.2015

"New Mother: Is it a boy or a girl?
Obstretrician: I think it's a bit early to start imposing roles on it, don't you?"
Sens życia według Monty Pythona, 1983
  
PandeMonia domaga się jednak odpowiedzi.
Typujcie zatem! W komentarzach.

Kawaler czy Panna, a może Dwupak?
Łysina czy jej brak?
Waga (papierowa, musza czy kogucia?)?
Dystans od czubka głowy po wielki palec u nogi?
Ci co wiedzą, niech siedzą cicho lub mieszają w burzy mózgów, albo i nie.

Kto będzie najbliżej, temu...... no nie wiem - prześlę beberazek z kolana sztuk jeden?
Żeby było sprawiedliwie w dwóch kategoriach: nieświadomych i oświeconych
(już wiem kto jest kto).

p.s.
Subiektywna obserwacja międzykulturowa:
Wyspiarze i Polacy łączą się w bezpośredniości: Chłopak czy dziewczyna? - strzelają bez ogródek i oczekują odpowiedzi zwięzłej a w punkt.
Teutończycy podchodzą jak do jeża: Można zapytać czy chcecie wiedzieć jakiej płci będzie wasze dziecko? Większość napotkanych Teutończyków przy nadziei wybiera nieświadomość. Moda?

"Mikro-Tragedia" - trylogia, część II

3.12.2014


c.d.n.
Odcinek I do obejrzenia tutaj: Klik!

p.s. A poza tym wiecie....Robótka :) 

Auto Post Signature

Auto Post  Signature